<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813</id><updated>2012-02-16T03:05:08.579-08:00</updated><title type='text'>mealoneinchina</title><subtitle type='html'>Sześć miesięcy w prowincji Sichuan</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>62</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8714613362871657150</id><published>2009-01-29T17:58:00.000-08:00</published><updated>2009-01-29T18:03:57.286-08:00</updated><title type='text'>:)</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Powoli żegnam się z Chinami. Ostatnia (?) porcja zdjęć wstawiona z lotniska w Pekinie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJf79Plt7I/AAAAAAAAAng/r-1iixdFLlg/s1600-h/100_4680.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJf79Plt7I/AAAAAAAAAng/r-1iixdFLlg/s400/100_4680.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901595397994418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJf1AGf4aI/AAAAAAAAAnY/mbpB6cNaXRs/s1600-h/100_4671.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJf1AGf4aI/AAAAAAAAAnY/mbpB6cNaXRs/s400/100_4671.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901475906085282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfvkSIecI/AAAAAAAAAnQ/4HyyHemzV-c/s1600-h/100_4666.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfvkSIecI/AAAAAAAAAnQ/4HyyHemzV-c/s400/100_4666.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901382539344322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfqJxJ8UI/AAAAAAAAAnI/OG2CA36g1LA/s1600-h/100_4654.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfqJxJ8UI/AAAAAAAAAnI/OG2CA36g1LA/s400/100_4654.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901289522360642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfjzl8DSI/AAAAAAAAAnA/8Ss_KgbQVZk/s1600-h/100_4823.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfjzl8DSI/AAAAAAAAAnA/8Ss_KgbQVZk/s400/100_4823.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901180490517794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfZeUofKI/AAAAAAAAAm4/xfMK3iNgisE/s1600-h/100_4704.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJfZeUofKI/AAAAAAAAAm4/xfMK3iNgisE/s400/100_4704.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296901002982096034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8714613362871657150?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8714613362871657150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8714613362871657150' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8714613362871657150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8714613362871657150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2009/01/blog-post.html' title=':)'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SYJf79Plt7I/AAAAAAAAAng/r-1iixdFLlg/s72-c/100_4680.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3879683228028169983</id><published>2009-01-28T17:56:00.000-08:00</published><updated>2009-01-29T17:57:11.696-08:00</updated><title type='text'>Dżu ni Czun Dzie kłajle!!!!! xD  *</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Z przytulnego hostelu przeniosłam się do mieszkania Arturo. Niewątpliwą wadą mieszkania jest prawie kompletny brak okien, niewątpliwą zaletą – sprawne ogrzewanie i bojler. Obecność Arturo też należy do zalet. Bilans wypada na plus. Mieszkanie, ze swoimi kiedyś białymi ścianami, brakiem mebli i wykafelkowaną podłogą, przypomina mi moje pierwsze chińskie lokum - w Pingu. Pierwszej nocy u Arturo, mogłam wywołać w sobie żywe wspomnienie tych samych uczuć, w których towarzystwie zasypiałam pierwszej nocy w Pingu. Byłam wtedy troszkę samotna. Byłam bardzo daleko od wszystkiego, co znałam. Teraz, nie dość, że Chiny przestały być końcem świata i czuje się tu zupełnie normalnie, zupełnie u siebie, to jeszcze od Warszawy dzielą mnie dwie tylko dwie doby. Do momentu, w którym w piątek wysiądę z samolotu na Okęciu, wszystko wydaje się idealnie przewidywalne, wszystko jest odwrotnością tego, co było pół roku temu. Pół roku temu, gdy czekałam na samolot do Chin, przede mną była niewiadoma. W sumie, prawdopodobnie wcale nie większa, niż gdybym cały ten czas spędziła w Warszawie, ale na pewno bardziej jaskrawa. Tak jaskrawa, że niepewność i strach, które dopadły mnie pierwszej nocy w Pingu, byłam w stanie przywołać przedwczorajszego wieczora. Pamiętam upał, pamiętam burzę, pamiętam awarię elektryczności. I te owady. Przedmieścia Pekinu latem. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; A teraz Pekin wczesną wiosną. W rozumieniu Chińczyków lunarny Nowy Rok, to początek wiosny. I rzeczywiście, od wczoraj jest o dziesięć stopni cieplej i zimno nie kąsa już wściekle w każdą odsłoniętą część ciała. Byłam nawet w stanie wyprawić się z całym narodem chińskim, który w wakacje postanowił zwiedzać, na spacer po Wielkim Murze. W ostatnim czasie odhaczyłam sporo dziecięcych marzeń, robiąć miejsce na nowe... Teraz, w miejsce marzenia o zobaczeniu Wielkiego Muru, wstawiłam marzenie, żeby przejść jakieś sto kilometrów wzdłuż jego najdzikszych fragmentów. Z dala od całego narodu, który zwiedza w wakacje. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Rok Wołu rozpoczęłam hucznie. Wyrównałam tymsamym bilans po „naszym” Nowym Roku, kiedy to spacerowałam po plaży z butelką rumu w ręku. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Arturo surowo nakazał imprezę, wzięliśmy więc taksówkę do Beihai, gdzie spotkaliśmy się z trzema grupami zagranicznych nauczycieli. Tymi, co wyjeżdżali z Chin, tymi, co mieli jeszcze zostać, i z tymi, co dopiero przyjechali. Wszyscy wydali mi się nadludzko ogromni, co potwierdziło moje smutne przypuszczenia, że nie urosłam, tylko Azjaci są malutcy. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Później były fajerwerki i dużo drinków. A później Arturo stwierdził, że jesteśmy starzy. Odwróciłam się w moim fotelu i zapytałam chłopaka, który siedział najbliżej, ile ma lat. Zupełnie zaskoczony, powiedział, że dziewiętnaście. To samo pytanie skierowałam do jego znajomka i tym razem odpowiedź była jeszcze gorsza. Osiemnaście. Arturo miał rację. Cholera.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Chyba powinnam przestać bawić się w jeżdzenie pociągiem po Chinach i zająć się czymś poważnym. Problem w tym, że zupełnie, ale to zupełnie nie mam na to ochoty. Najbliższe pół roku, uniwersyteckie pół roku, będzie w pewien sposób poważne. Mam nadzieje, że na wiele innych sposobów będzie też zupełnie nie poważne. A później, a później to się zobaczy. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Może dobrze było by zająć się jeżdżeniem pociągami po Japonii?  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Zobaczy się później.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*祝你春节快乐!   &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zhu ni Chun Jie kuaile!&lt;/span&gt; Szczęśliwego Festiwalu Wiosny!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3879683228028169983?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3879683228028169983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3879683228028169983' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3879683228028169983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3879683228028169983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2009/01/dzu-ni-czun-dzie-kajle-xd.html' title='Dżu ni Czun Dzie kłajle!!!!! xD  *'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5599177018274199208</id><published>2009-01-22T22:40:00.000-08:00</published><updated>2009-01-22T23:32:01.128-08:00</updated><title type='text'>Zakazane Miasto</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ze mną chyba nie wszystko jest w porządku. Miesiąc na Filipinach, a ani razu nie obudziłam się z taką werwą i energią, jak dziś, w mroźny poranek, gdy temperatura spadła do minus piętnastu, a wiatr wpycha oddech z powrotem głęboko do płuc. Piękny dzień! Ani jednej chmury. Ubrałam się we wszystko, co posiadam, zawinęłam na wierzch wełnianym szalem i z aparatem fotograficznym niemal pobiegłam do bram Zakazanego Miasta. Udało mi się kupić bilet studencki, tłumacząc, że studiuję na Uniwersytecie Syczuańskim i tym sposobem zaoszczędziłam trzydzieści yuanów na kalendarzyk ze sklepu z pamiątkami. Pełnia szczęścia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Cóż mogę powiedzieć. Zakazane Miasto, rezydencja czternastu chińskich cesarzy, robi wrażenie. Jest ogromne, niesamowite, zapierające dech w piersiach. Nierealne. Ale jedyne, o czym mogłam dziś myśleć, spacerując po placach i alejach, to jak bardzo musiały tu marznąć cesarskie tyłki. A musiały marznąć tęgo, zwłaszcza w takie dni, jak dziś. Ostatnie dni lunarnej zimy, tuż przed Festiwalem Wiosny. Właśnie w takie dni w pałacu cesarskim panować musiał zgiełk, gorączkowe przygotowania do obchodów Nowego Roku. Trudno sobie to wyobrazić, gdy jedynym, co pozostało po Dworze, są budynki. Zimne ściany i chodniki. Zakazane Miasto jest pięknym trofeum w zbiorach Chińskiej Republiki Ludowej. Jak każde trofeum, jest totalnie i nieodwracalnie martwe. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlyDV4f3MI/AAAAAAAAAmg/f874XLlMFfc/s1600-h/100_4373.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlyDV4f3MI/AAAAAAAAAmg/f874XLlMFfc/s400/100_4373.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294388238690016450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlx9qwmWYI/AAAAAAAAAmY/5PvjER-5E84/s1600-h/100_4380.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlx9qwmWYI/AAAAAAAAAmY/5PvjER-5E84/s400/100_4380.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294388141214816642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlx4stkbHI/AAAAAAAAAmQ/d7EUM-oQ_yo/s1600-h/100_4388.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlx4stkbHI/AAAAAAAAAmQ/d7EUM-oQ_yo/s400/100_4388.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294388055839632498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxzFkOBhI/AAAAAAAAAmI/dBr2CgOe53E/s1600-h/100_4423.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxzFkOBhI/AAAAAAAAAmI/dBr2CgOe53E/s400/100_4423.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294387959432087058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxrbIi8tI/AAAAAAAAAmA/X8UU3oOb7Bo/s1600-h/100_4452.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxrbIi8tI/AAAAAAAAAmA/X8UU3oOb7Bo/s400/100_4452.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294387827782644434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxkVg88hI/AAAAAAAAAl4/MFzwhxZTABg/s1600-h/100_4404.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxkVg88hI/AAAAAAAAAl4/MFzwhxZTABg/s400/100_4404.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294387706015314450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxdFNWOoI/AAAAAAAAAlw/pqJoy_6W_gI/s1600-h/100_4378.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlxdFNWOoI/AAAAAAAAAlw/pqJoy_6W_gI/s400/100_4378.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294387581379033730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;Chciałam dodać, że zrobienie tych kilku zdjęć kosztowało mnie doprowadzenie palców do stanu, w którym nie mogłam już przycisnąć spustu aparatu xD&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5599177018274199208?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5599177018274199208/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5599177018274199208' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5599177018274199208'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5599177018274199208'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2009/01/zakazane-miasto.html' title='Zakazane Miasto'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SXlyDV4f3MI/AAAAAAAAAmg/f874XLlMFfc/s72-c/100_4373.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-2979259144635844333</id><published>2009-01-22T02:09:00.000-08:00</published><updated>2009-01-22T02:17:33.106-08:00</updated><title type='text'>Pekin Pekin Pekin Pekin!!!!</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Napisałam kiedyś, że wystarczy wsiąść w samolot do Pekinu, żeby po dziesięciu godzinach lotu przespacerować się po placu Tiananmen. W moim wypadku sprawa okazała się trochę bardziej skomlikowana, bo nie tylko wsiadłam w samolot do Pekinu, ale i przejechałam pociągami całe Chiny z północy na południe i z powrotem. Cztery razy wsiadałam w samolot w Azji, zdążyłam nawet nauczyć się kilku chińskich słów, a na placu Tiananmen nie byłam.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Wysiadłam dziś z pociągu i, gdy tylko pozbyłam się plecaka, skierowałam swoje kroki właśnie tam, na plac Tiananmen. Pekin jest zamarznięty na kość. Ja też szybko zamarzłam. Temperatura odczuwalna: minus dziewiętnaście stopni Celsjusza. Wyjęcie aparatu fotograficznego grozi poważnymi odmrożeniami, zwłaszcza komuś, kto ostatni miesiąc spędził na Filipinach. Ledwo dotrzęsłam się pod portret Mao, po drodze zaliczając smażony ryż z jajkiem, ledwo zdążyłam wyciągnąć aparat, a dziesięciu w równych rządkach biegnących żołnierzy przegoniło mnie i okutaną w różowy szalik Chinkę. „Nie wolno” - tyle usłyszałam i zmuszona byłam wrócić do hostelu. Jest po prostu za zimno, żeby usiłować dowiedzieć się o co chodzi. Jeśli zamarza wyświetlacz telefonu, znaczy, że jest zdecydowanie za zimno.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Jutro mam spotkać się z Arturo. Nie wyobrażam sobie zwiedzania Pekinu w ten ziąb, może uda mi się pożyczyć od niego więcej ubrań?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  A teraz siedzę sobie w ciepłym salonie Peking Youth Hostel i błogosławię herbatę imbirową. Choć dłonie nadal mam zgrabiałe. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-2979259144635844333?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/2979259144635844333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=2979259144635844333' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2979259144635844333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2979259144635844333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2009/01/pekin-pekin-pekin-pekin.html' title='Pekin Pekin Pekin Pekin!!!!'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8868597282035885320</id><published>2008-12-10T05:41:00.000-08:00</published><updated>2008-12-10T05:42:55.735-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/ST_HCQpa0KI/AAAAAAAAAcw/cfKB7O111PI/s1600-h/100_2590.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5278156129943867554" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/ST_HCQpa0KI/AAAAAAAAAcw/cfKB7O111PI/s400/100_2590.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; tak kazdego dnia rozbudowuje sie Hong Kong&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a nowosci ode mnie na &lt;a href="http://www.kawairum.blogspot.com/"&gt;http://www.kawairum.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na razie chinom mowie ZAIJIAN, do widzenia&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8868597282035885320?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8868597282035885320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8868597282035885320' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8868597282035885320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8868597282035885320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/tak-kazdego-dnia-rozbudowuje-sie-hong.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/ST_HCQpa0KI/AAAAAAAAAcw/cfKB7O111PI/s72-c/100_2590.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-2374576320529199295</id><published>2008-12-07T23:48:00.000-08:00</published><updated>2008-12-08T00:11:33.310-08:00</updated><title type='text'>HK tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2008</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wczoraj rano trzy brzydkie Walijki zawinęły się na lotnisko i poleciały na Bali. Do pokoju dokwaterowano mi flegmatyczną Amerykankę, Szwajcara i Łotysza. Amerykanka ratuje w moich oczach honor swoich pobratymców, bo zdaje się mieć całkiem niezłe pojęcie o świecie. Kiedy powiedziałam, że jestem z Polski, zapytała mnie, jak oceniam wizytę Dalajlamy w Gdańsku, z okazji dwudziestej rocznicy obalenia Muru Berlińskiego. Poczułam się głupia. No bo co, no miło, że przyjechał. Polubiłam od razu Amerykankę. Szwajcar jest człowiekiem wyjątkowo nijakim i mimo ze widziałam go rano, nie rozpoznałabym go na ulicy, Łotysz za to zdaje się sympatyczny i po trzech wypowiedzianych przez niego słowach wiedziałam, że pochodzi z Europy Wschodniej. Posądziłam go nawet o bycie Polakiem. (Czy przypadkiem wszyscy nie upierają się, że Polska leży w Europie Centralnej? To kwalifikowało by Rosję, jako Europę...) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Przedwczoraj popłynęłam promem na wyspę Lantau, obfotografowałam wielkiego Buddę z brązu i rybacką wioskę. Na najlepszy widok - czerwone słońce zachodzące za domami na palach - rozładowała mi się bateria. Wczoraj wjechałam tramwajem, pnącym się pod kątem czterdziestu pięciu stopni, na The Peak, czyli punkt widokowy, z którego roztacza się piękna panorama na miasto. Więcej atrakcji w Hong Kongu postanowiłam nie odhaczać. Chcę zostawić sobie coś na następną wizytę w tym mieście, bowiem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;city life &lt;/span&gt;smakuje zdecydowanie lepiej w dobrym towarzystwie. Sama wolę posiedzieć w kawiarni, czytając książkę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Zdaje się, że uda mi się jutro przed wylotem do Manili kupić bilet lotniczy z Shenzhen do Pekinu, co oszczędziło by mi tłuczenia się z bagażami pociągiem ( tak, nadal kocham pociągi, ale noszenie plecaka plus torby komputerowej jest mało sympatyczne.. Zważywszy też na to, że w Chinach przedsprzedaży biletów nie ma wcześniej niż trzy dni przed odjazdem, a kiedy przyjadę tuż przed lunarnym nowym rokiem do Guangzhou wszystkie miejscówki będą już wykupione.) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Jutro wieczorem będę już w Manili, ale pewnie pierwszym, co zrobię, będzie położenie się do łóżka. Następne posty pojawią się pod adresem Kawa i Rum.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Za chwilę wsiadam w metro, żeby zostawić komputer u Chiu. Mam nadzieję, że nie wyniknie z tego nic niesympatycznego, ale babka wydaję się w porządku, polecona mi przez dobrą znajomą. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Życzcie mi dobrej podróży&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-size:180%;"&gt;A ja życzę wszystkim Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! Przecież już po Mikołajkach. Brakuje mi tu kolęd i zimowej atmosfery, brakuje mi Przyjaciół i Rodziny. Dlatego wysyłam tym bardziej serdeczne życzenia zdrowia, radosnych chwil przy wspólnym stole i oby świąteczna życzliwość została z Wami na cały Nowy Rok! Buziaki, kochani!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-2374576320529199295?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/2374576320529199295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=2374576320529199295' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2374576320529199295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2374576320529199295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/hk-tu-przed-witami-boego-narodzenia.html' title='HK tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2008'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3879525872253943626</id><published>2008-12-06T07:34:00.000-08:00</published><updated>2008-12-06T07:42:31.992-08:00</updated><title type='text'>Wyspa Lantau, Hong Kong</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdYMcH8oI/AAAAAAAAAbc/SJf_rlTcvq8/s1600-h/100_2510.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdYMcH8oI/AAAAAAAAAbc/SJf_rlTcvq8/s400/100_2510.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276702952399565442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcz_G-FsI/AAAAAAAAAbU/y-H8iC-3AQI/s1600-h/100_2532.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 192px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcz_G-FsI/AAAAAAAAAbU/y-H8iC-3AQI/s400/100_2532.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276702330345887426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqb7SsPLEI/AAAAAAAAAa0/OtDIZ3jJTrQ/s1600-h/100_2495.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqb7SsPLEI/AAAAAAAAAa0/OtDIZ3jJTrQ/s400/100_2495.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276701356349926466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcIoNHewI/AAAAAAAAAa8/cbnYQEbxcTQ/s1600-h/100_2492.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcIoNHewI/AAAAAAAAAa8/cbnYQEbxcTQ/s400/100_2492.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276701585463278338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqclK2UMrI/AAAAAAAAAbM/2DPXSAi5PVg/s1600-h/100_2521.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqclK2UMrI/AAAAAAAAAbM/2DPXSAi5PVg/s400/100_2521.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276702075799220914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcTvKhLXI/AAAAAAAAAbE/p3tBneE51xo/s1600-h/100_2499.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqcTvKhLXI/AAAAAAAAAbE/p3tBneE51xo/s400/100_2499.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276701776309988722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3879525872253943626?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3879525872253943626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3879525872253943626' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3879525872253943626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3879525872253943626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/wyspa-lantau-hong-kong.html' title='Wyspa Lantau, Hong Kong'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdYMcH8oI/AAAAAAAAAbc/SJf_rlTcvq8/s72-c/100_2510.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1441207811908570087</id><published>2008-12-04T21:19:00.000-08:00</published><updated>2008-12-06T08:02:03.957-08:00</updated><title type='text'>Wyspa Hong Kon, Central, Wan Chai, The Peak</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdllQHTwI/AAAAAAAAAbk/yV5I74eYj7A/s1600-h/100_2378.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 301px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdllQHTwI/AAAAAAAAAbk/yV5I74eYj7A/s400/100_2378.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276703182398377730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STklbm9AsYI/AAAAAAAAAas/Mp2qI91vvSI/s1600-h/100_2348.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 337px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STklbm9AsYI/AAAAAAAAAas/Mp2qI91vvSI/s400/100_2348.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276289594684387714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Mój ulubiony budynek, Lippo Center. Część na dole, z nieregularnymi ogromnymi kolumnami jest nieziemska.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqhTttKwPI/AAAAAAAAAb0/ZPGiGSU2wDU/s1600-h/100_2343.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqhTttKwPI/AAAAAAAAAb0/ZPGiGSU2wDU/s400/100_2343.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276707273476587762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Poproszono mnie o detal&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STkkpJ-PLWI/AAAAAAAAAak/8HGv_R4WMRE/s1600-h/100_2394.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STkkpJ-PLWI/AAAAAAAAAak/8HGv_R4WMRE/s400/100_2394.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276288727911443810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqg6bp3FkI/AAAAAAAAAbs/Ek1Sz2-wiYk/s1600-h/100_2360.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqg6bp3FkI/AAAAAAAAAbs/Ek1Sz2-wiYk/s400/100_2360.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276706839134148162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STkjoWaZa6I/AAAAAAAAAaU/LkpVXMvOOHM/s1600-h/100_2380.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STkjoWaZa6I/AAAAAAAAAaU/LkpVXMvOOHM/s400/100_2380.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276287614559284130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Sweet Christmas&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STi6LobaBhI/AAAAAAAAAaE/H7GiGWFmpFw/s1600-h/100_2270.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STi6LobaBhI/AAAAAAAAAaE/H7GiGWFmpFw/s400/100_2270.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276171672458233362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Wiem, że linia horyzontu jest potwornie krzywo, to efekt braku statywu i używania kosza na śmieci w zastępstwie. Naprawi się później^^&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STi6hK0MouI/AAAAAAAAAaM/wKKOKtMYHmw/s1600-h/100_2284.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 186px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STi6hK0MouI/AAAAAAAAAaM/wKKOKtMYHmw/s400/100_2284.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276172042466271970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqhpbvr7bI/AAAAAAAAAb8/47ExMMCYaBg/s1600-h/100_2181.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqhpbvr7bI/AAAAAAAAAb8/47ExMMCYaBg/s400/100_2181.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276707646612434354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;I jeszcze prom:)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1441207811908570087?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1441207811908570087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1441207811908570087' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1441207811908570087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1441207811908570087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/wiem-e-linia-horyzontu-jest-potwornie.html' title='Wyspa Hong Kon, Central, Wan Chai, The Peak'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/STqdllQHTwI/AAAAAAAAAbk/yV5I74eYj7A/s72-c/100_2378.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5475860741223840383</id><published>2008-12-02T05:34:00.000-08:00</published><updated>2008-12-02T05:35:25.871-08:00</updated><title type='text'>sen o przepychu</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Hongkong przypomina mi Hiszpanię. Pogoda, roślinność, nawet niskie domki na przedmieściu z tarasami na dachach, wszystko to przywodzi na myśl Katalonię. A jednak jest w krajobrazie, w każdym drzewie i każdej latarni przed domem coś nieodparcie orientalnego.  &lt;br /&gt;       Po kantońsku Hongkong, po mandaryńsku Xianggao, to miasto, które urzekło mnie od pierwszej chwili, od momentu, w którym wysiadłam z metra na stacji East Tsim Sha Tsui. Ludzie są tu inni niż w Chinach kontynentalnych, tak jak inni są mieszkańcy Europy Zachodniej od Wschodniej. Po pierwsze rozpieszcza ich morski klimtat, błękit nieba i słona bryza. Po drugie, dobrobyt. Hongkong pełen jest absurdalnie eleganckich kobiet i mężczyzn w niezobowiązujących ubraniach, jakby właśnie zdążali na partyjkę golfa. Może czterdzieści procent ludności spotykanej na ulicach stanowią Chińczycy. Reszta to mieszanina wszelkich ras i narodowości.  Żeby dotrzeć do biznesowego centrum na Wan Chai trzeba wejść na pokład promu, który kursuje od roku 1989. Do futurystycznej wyspy lśniących w słońcu szkalnych domów płynie się więc parowozem, dostojnie kołyszącym się na zielono błękitnych falach. Podróż trwa mniej niż dziesięć minut, a chciało by się, żeby trwała wieczność. Zazdroszczę kobietom w kostiumach Chanel i biznesmenom w nienagannych koszulach, co rano przeklinającym stary prom, śpiesząc się do pracy.&lt;br /&gt;       Na Wan Chai znalazłam biuro wizowe i złożyłam paszport, żeby w piątek odebrać go z wklejoną nową chińską wizą. Nikt o nic nie pytał, nikogo nic nie interesoło. Tu wypełnić, tu podpis i jeszcze tylko zdjęcie. No i opłata, ale to przy odbiorze.&lt;br /&gt;       Zgodnie z planem, zakwaterowałam się  w Chunking Mansions przy Nathan Road. W sąsiedztwie stoją hotele Imperial i Sheraton, a po wyjściu z budynku widąć ogromne sklepy Burberry, Prada, Fendi. Jest nawet Tiffany's, gdyby kogoś dopadła ochota na śniadanie. Choć nie sądzę, żeby wygrawerowali mi litery na pierścionku z paczki krakersów.&lt;br /&gt;       Chunking Mansions zostało ukryte, zabudowane, zepchnięte w głąb ulicy. Z zewnątrz widać tylko bramę, prowadzącą do pasażu handlowego pełnego kantorów i lombardów. Bardzo tanio można kupić piękne qipao, oczywiście ze sztucznego jedwiabiu, więc nie popełnie występku przeciw własnym ideałom i nie skuszę się niską ceną. Pasażem wędruje kolorowy tłum, dumne afrykańskie kobiety w powłuczystych szatach i turbanach na głowie, muzułmanie w dżelabach, wysokie Brytyjki w poszarpanych spodniach i z agrafką w nosie. Pakistańczycy stojący pod ścianami (nie bardzo wiadomo, o co im chodzi, prawdopodobnie szukają kogoś, kogo dało by się na coś naciągnąć) . Hinduski w sari i z henną na stopach. Japończycy w luźnych dżinsach, wełnianych czapach i  z gitarami w pokrowcach przerzuconych niedbale przez plecy. Całe to dziwne towarzystwo, wszyscy oni, jak i ja, mieszkają w Chunking Mansions. W Chunking Mansions nikt nigoko nie pyta o nazwisko, tylko o pieniądze. Jest wystarczająca kwota na opłacenie noclegu, jest i nocleg.&lt;br /&gt;       Mieszkam na trzecim piętrze, w hostelu Tai Wan, prowadzonym przez bezczelnego Chińczyka, mającego się chyba za poważengo biznesmena i rzucającego zdaniami w stylu „marnują moją elektryczność!”, gdy ktoś nie zgasi światła. Za łóżko w dormitorium płacę osiemdziesiąt pięć dolarów hongkońskich, pewnie znalazłabym coś tańszego, choć i ta cena jest bardzo niska. Warunki korelują z ceną, pokój wielkości wychodka mieści dwa piętrowe łóżka, każde długości mniej więcej metra pięćdzieciu. Okna nie ma, jest za to łazienka. Zamek w drzwiach psuje się notorycznie, nie można się dostać do pokoju. Wolę to, niż pokój z którego zrezygnowałam, którego z kolei nie dało się zamknąć. Poza tym nie chciałam szukać pokoi wyżej, bo Chunking Mansions cieszy się sławą pułapki, z której w razie pożaru nie ma ucieczki. Śpiąc na czternastym piętrze czułabym się z tą wiedzą nieswojo.&lt;br /&gt;       Moje współlokarorki to trzy niesamowicie brzydkie Walijki, od kilku miesięcy wciąż w podrózy. Wszystkie mniej więcej w moim wieku, kupiły bilety samolotowe dookoła świata z siedmioma przesiadkami. O   ile pamiętam, na ich trasie na razie był Bangkok, skąd lądem udały się do Singapuru, a tam wsiadły w samolot do Kuala Lumpur. Z Kuala Lumpur przyleciały do Hongkongu. Następnym ich celem jest Bali, później Australia, gdzie chcą się zatrzymać na trzy miesiące i wrócić na Wyspy Brytyjskie.&lt;br /&gt;       Brzydkie, acz sympatyczne Walijki zdołały mnie już wyciągnąć do irlandzkiego pubu tuż obok i za pintę Guinessa zapłaciłam tyle samo, ile płaci się w Warszawie. To było by chyba na tyle jeśli chodzi o luksusy w Hongkongu, bo miasto do tanich nie należy. Ale nie szpilki ze strusiowej skóry ani jadeitowe naszyjniki kuszą mnie najbardziej, ale koreańskie, japońskie i tajskie bary, przed którymi, w letnich ogródkach, stadka biznesmenów i wypielęgnowanych dam, dystyngowanie, ale ze swobodą właściwą ludziom, którzy nie martwią się o rachunek, spożywają posiłki. I kuszą mnie też kawiarnie, zapach mielonych ziaren zdaje się w sposób fizyczny ciągnąć mnie ku wnętrzom zastawionym przytulnymi kanapami, gdzie w spokoju można poczytać gazetę. I gdzie na pewno jest bezprzewodowy internet, za który nie trzeba dotaktowo płacić i można go mieć na swoim komputerze, nie jak w kawiarence internetowej w Chunking, która zresztą zbyt tania też nie jest.&lt;br /&gt;       Dziś zjadłam obiad w relatywnie tanim McDonaldzie i buła z tekturowym kotletem sprawiła mi ogromną przyjemność, po pół roku żywienia się syczuańskimi dziwnościami. Jutro gorzko zapłacę za dzisiejszego Guinessa i pożywię się makaronem instant z Seven/Eleven, ale pojutrze za to, wybiorę się w poszukiwaniu tradycyjnej azjatyckiej kuchni, rybnych pyszności, które gdzieś muszą kryć się w dole, pomiędzy onieśmielającymi wierzowcami. Mam nadzieję, że będzie tanio. Muszę też znaleźć jakieś sensowniejsze miejsce kupowania wody, niż w pasażu Chunking Mansions, bo nie możliwe chyba, żeby litrowa butelka musiała kosztować pięć dolarów.&lt;br /&gt;       Przyszedł też czas, w którym trzeba zastanowić się, co zrobić z rzeczmi rozrzuconymi po moim maleńkim materacu dwa metry nad ziemią, bo chciałabym się zdrzemnąć. Mam nadzieję, że nie obudzi mnie nagłe spotkanie z podłogą, bowiem nie ma żadnej barierki mającej dać poczucie komfortu. Dobrze, że dwie ostatnie noce spędziłam na pryczy w pociągu, może dzięki temu nie spadnę z łóżka i dziś. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5475860741223840383?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5475860741223840383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5475860741223840383' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5475860741223840383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5475860741223840383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/sen-o-przepychu.html' title='sen o przepychu'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-419467381427240336</id><published>2008-12-01T05:31:00.000-08:00</published><updated>2009-01-22T02:29:40.455-08:00</updated><title type='text'>i tak uwielbiam pociagi (tu znow nie ma polskich liter!!)</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wszystko wczoraj poszło dobrze. Riksza na dworzec, autobus, z którego wysiadłam na przystanku Kehua Lu, spacer do Bookworma. Spacer mało przyjemny, bo na prawdę wbrew moim założeniom plecak jest potwornie ciężki. Szczęście, że u Chiu zostawie komputer i kupioną w Zhu Hai figurę roześmianego buddy. Jeśli nie uda mi się wcisnąć jej paczki z ciepłymi ubraniami, zostawie je w hostelu w Manilii, licząc, że w powrotną stronę będę miała co zabrać.&lt;br /&gt;W Bookwormie kupiłam powieść ... i zdecydowałam się złapać taksówkę. Za kurs na dworzec zapłaciłam 20 yuanów. W hali głównej Dworca Północnego duża elektroniczna tablica informuje, w której poczekalni należy oczekiwać na dany pociąg. Informuje oczywiście tylko i wyłącznie w znakach i na prawde nie wyobrażam sobie, jak w takich warunkach ma sobie poradzić osoba, która znaków nie czyta. Udałam się do poczekalni numer 3 i moim oczom ukazał się widok jakże podobny do tego, który zszokował mnie blisko pół roku temu na dworcu w Pekinie. Masa ludzka skłębiona na brudnej podłodze.&lt;br /&gt;Z poczekalni na peron prowadzi sześć bramek, stażnicy przepuszczają przez nie pchających się ludzi ściśle zgodnie z rozkładem jazdy. Znalazłam swoją bramkę i mimo że do odjazdu miałam jeszcze trzy godziny, postanowiłam okupować miejsce, jak najbliżej przejścia. W takich sytuacjach, patrząc na odbijające się w systawie kiosku własne odbicie, zaskakuje mnie, że moja twarz nie jest płaska, nos szeroki, a powieki skośne. To na prawdę zupełnie niespodziewane, że nie jestem Azjatką.&lt;br /&gt;Czas wlókł się niemiłosiernie, a na domiar złego otaczała mnie woń niemytych ciał. Wszędzie wokoło siedzieli wieśniacy, w butach uwalanych błotem, marynarkach odziedziczonych po ojcach, a może dziadach. Siedzieli na workach ze swoim dobytkiem i płodami rolnymi, wielkimi, jakby niedbale wyciosanymi w drewnie rękami skubali słoneczniki. Wkładali je do ust, ruchliwe wargi chwytały pestkę, żeby po chwili wyrzucić łupinki i splunąć nimi na podłogę. Czasem kawałek łupiny przyklejał się im do brody. Ogromna dłoń wędrowała w górę i niezgrabnym ruchem wycierała twarz. Gdy skończyły im się słoneczniki, zaczęli palić. Każda czynność zdawała się pochłaniać całe ich jestestwo, jakby podpalanie papierosa wymagało ogromnej uwagi. Czasem tylko ich małe, głęboko w ciemnych twarzach osadzone oczy, podążały za przepychającym się przez tłum dzieckiem, albo nerwowo zwracały się w stronę, z której dobiegał jakiś zaskakujący dźwięk. Cali byli zakurzeni, fragmenty ciała widoczne spod ubrania szare, pokryte wielodniowym brudem. Gdy akurat nie palili, zdrapywali ów brud, a później z wielką atencją starali się wydłubać zza paznokci.&lt;br /&gt;Na ławce tuż obok przycupnął mężczyzna lat około pięćdziesięciu. Jego dłonie miały długie, smukłe palce, zakończone opiłowanymi paznokciami. Bardzo starał się ograniczyć kontakt fizyczny z brudnym otoczeniem, ze śmierdzącymi ludźmi koczującymi wprost przed nim. Obdarzał ich spojrzeniem, w którym nie było cienia niechęci, a jednak odsuwał złożone razem kolana, jak najdalej od nich i tym sposobem zyskiwał może centymetr odsępu.&lt;br /&gt;Do odjazdu pociągu pozostały jeszcze dwie godziny i nazwałam go w myślach Doktorem. Delikatna skóra, spokojny wzrok, zciągnięte w dół kąciki ust, wszystko to kwalifikowało go jako pracownika naukowego, lekarza, może publicystę. Nienahalnie przyglądaliśmy się sobie. W pewnym momencie nachylił się lekko w moją stronę, każdy jego ruch pełen eleganckiej skromności. Spytał mnie głosem bardzo cichym, nie pasującym do jazgotliwej hali, czy jadę do Guangzhou. Skinęłam głową i porównaliśmy nasze bilety, okazało się, że rozlokowani jesteśmy na przeciwległych końcach pociągu.&lt;br /&gt;Gdy przyszedł czas otwierania bramki na peron, Doktor pomógł mi założyć plecak. Chłopi zaczęli pokrzykiwać mocnymi głosami „Zou, aa! Zou!” i pchać się, jakby mogło zabraknąć dla nich miejsca w pociągu. Warknęłam „wolniej trochę!”, bo czułam, że tracę równowagę. Doktor z determinacją wymalowaną na twarzy, zagrodził drogę do bramki i poprosił mnie przodem. Musiało to być dla niego duże poświęcenie, bo chłop z wełnianą czapą nasuniętą na czubek brudnej głowy bezpretensjonalnie naparł na niego i o zachowaniu jakiegokolwiek dystansu nie było już mowy. Oto rycerskość. Na peronie Doktor poinstruował mnie, w którą stronę powinnam się udać i sam poszedł w przeciwną. Zaaferowana kwestią wsiadania do pociągu, zapomniałam języka w gębie i odpowiedniego podziękowania.&lt;br /&gt;W boksie naprzeciw mnie ma miejscie notorycznie wymiotująca kobieta, nad nią śpi jej mąż, na samej górze dwunastoletnia córka. Nade mną nie ma nikogo, przynajmniej jak do tej pory. Od czternastu godzin słucham miarowego stukania kół. Po śmierdzących towarzyszach z poczekalni nie ma ani śladu, widocznie rozlokowani są w jakiś tańszych wagonach, bez łóżek. W moim wagonie, tak samo jak podczas podróży z Pekinu do Chengdu, ludzie są zupełnie normalni, o ile nazwanie tego w ten sposób jest właściwe.&lt;br /&gt;Podczas gdy polski pociąg to impreza na kółkach, picie piwa, śpiewy i radosne przepychanie, chiński pociąg zapada w sen. Albo przynajmniej w letarg, bo szczytem aktywności jest słuchanie muzyki z głośnika komórki. Kobiety robią na drutach i rozdzielają dzieciom owoce, mężczyźni kontemplują jedna za drugą miski makaronu instant. Mąż kobiety naprzeciwko mnie zajęty był użyczaniem jej kolana, o które opierała się, żeby bez cienia skrępowania wymiotować do kolejnych torebek plastikowych. W pewnym momencie chciałam jej już powiedzieć, żeby na przyszłość nie żarła tyle przed podróżą. Jej wnętrzności zdawały się kryć strawione jedzenie, którym można by było nakarmić afrykańską wioskę. Przed strawieniem oczywiście.&lt;br /&gt;Trasa pociągu wije się między wysokimi pagórkami, co jakiś czas ginie w tunelu. Z godziny na godzinę robi się cieplej, a drzewa za oknem przybierają coraz bardziej egzotyczne kształty. Chwilę temu mijaliśmy tarasy ryżowe, pięknie położone na zboczach gór. Nie wiem, czy ziemię pod ryż trzeba orać, jeśli nie, uprawiają tu także inne rośliny, bo widziałam mężczyznę z pługiem, zaprzężonym w muła. Jak wygladą życie tam, gdzie nie dociera kolej? Parę tygodni temu Denna mówiła mi, że w górach nadal liczne są wioski, których mieszkańcy nie mają pojęcia o istnieniu świata zewnętrznego. Może antropolodzy, zamiast rozkładać ze smutkiem ręce, powinni wybrać się na wycieczkę po Chinach? Zresztą, czy na prawdę, jako obiekt badań potrzebne im amazońskie społeczności izolowane, czy nie wystarczyła by im moja grupka chłopów z dworca w Chengdu? Może udzielili by mi odpowiedzi na pytanie, na ile ja i oni jesteśmy tacy sami. Czy tylko moja duma każe mi sądzić, że jestem zdolna do wyższych uczuć niż oni i tylko egzaltacja każe ubierać proste emocje w piórka wyszukanych słów. Na prawdę chciałabym to wiedzieć. Tylko podejrzewam, że argonauci Malinowskiego pachnieli jednak lepiej od chłopów z dworca w Chengdu i tylko antropolog-masochista chciałby spędzić wśród nich czas podrzebny, do przeprowadzenia badań.&lt;br /&gt;Pójdę teraz spać, zbiorę energię na poranek, na godzinę piątą. O piątej pociąg ma dotrzeć do Guangzhou i potrzebna mi będzie przytomność umysłu, żeby przesiąść się w odpowiedni środek lokomocji, którym pojadę dalej. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-419467381427240336?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/419467381427240336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=419467381427240336' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/419467381427240336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/419467381427240336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/12/i-tak-uwielbiam-pociagi-tu-znow-nie-ma.html' title='i tak uwielbiam pociagi (tu znow nie ma polskich liter!!)'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3657137866524367213</id><published>2008-11-29T19:53:00.000-08:00</published><updated>2008-11-29T20:26:30.696-08:00</updated><title type='text'>Przygoda dopiero się zaczyna:)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Mimo że wysłałam 14 kilo rzeczy do Polski, wbrew przewidywaniom, mój plecak wcale nie jest mały  - przeciwnie, nieprzyzwoicie wypchany i dość ciężki. Może to za sprawą potężnej wałówki, którą zapakowałam na trzydziestogodzinną podróż pociągiem. Kiedy zapasy zostaną zniszczone, plecak powinien zamykać się z pewną łatwością, której teraz zdecydowanie mu brak. Na to liczę.&lt;br /&gt;Syczuan pożegnał mnie dobrym jedzeniem. W przedszkolu obiad był odświętny, na cześć powrotu dyrektorki z pobytu w szpitalu. Oczywiście zafundowała wszystkim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;maoyazi&lt;/span&gt;... Na szczęście oprócz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;maoyazi &lt;/span&gt;były też kwaszone grzyby i dobra zupa. Wieczorem było lepiej, bo wraz z dyrektorką, jej dwiema asystentkami i Denną  podczepiłyśmy się pod imprezę szefostwa Aerospace Company i z minami mówiącymi mnie-tu-wcale-nie-ma wyprawiłyśmy sobie ucztę. Świeże krewetki, makaron z owocami morza, biała ryba, tak delikatna, że trudną ją jeść pałeczkami, ostre mielone mięso, do napełniania mini falafelków, świeże i gotowane warzywa, wyborna zupa ostrygowa, w której pływały podłużne pierogi, kawałki mięs w najróżniejszych sosach. Wreszcie coś wyglądającego, jak gładka sajgonka, obsypanego na brzegach sezamem. Po przegryzieniu chrupkiej skórki miękkie, słodkawe wnętrze, o konsystencji gęstej waty.&lt;br /&gt;Kocham kuchnie syczuańską i będę za nią na pewno tęsknić. Późnym wieczorem, po spakowaniu plecaka, wybrałam się jeszcze ostatni raz na nocny targ.  Zjadłam pieczone ziemniaki, naleśnikowe zawijasy, kilka patyczków z kalmarami. Na wynos wzięłam miskę zimnego makaronu. Och, będzie mi tego brakować..!&lt;br /&gt;Teraz muszę odnieść klucze od mieszkania i zostawić je u stróża w przedszkolu, złapać rikszę na dworzec autobusowy i pojechać do Chengdu. Tam zahaczę o Bookworma, bo zapomniałam kupić książki na drogę, a później wsiądę w autobus na północny dworzec kolejowy. O dwudziestej drugiej mam pociąg do Guangzhou, czyli Kantonu, gdzie wysiądę we wtorek około godziny piątej rano. Znajdę autobus do Shenzhen i tam przekroczę granicę z Hongkongiem. Chcę złożyć paszport w biurze wizowym jeszcze tego samego dnia. Później będę szukać Chunking Mansions, cieszącego się kiepską sławą budynku, w którym mieszczą się najtańsze w mieście hostele. W Hongkongu pewnie znajdę jakiś hot spot i na pewno napiszę choć krótki post.&lt;br /&gt;Oczywiście w pracy nie obyło się bez stresów. Po prawdzie pożegnanie w przedszkolu było bardzo miłe i dostałam nawet prezent (tradycyjny wełniany szal), ale ludzie z biura w Pekinie, jak zwykle się nie popisali. Kiedy w piątek wieczorem sprawdzałam, czy moja pensja wpłynęła na konto, srodze się rozczarowałam. Wściekła zadzwoniłam do Maggie, która smutnym głosikiem stwierdziła, że w weekend nic nie załatwią. Bez ceregieli zwróciłam się do mojego menagera z AIESEC i zdaje się, że użył jakiś ciężkich argumentów, bo w sobotę po południu pieniądze były na miejscu. Co się nadenerwowałam, jak zwykle, moje. Maggie albo zrezygnowała, albo straciła posadę i zapomniała zostawić polecenie przelewu swojemu następcy.&lt;br /&gt;Nie mogłam się także doprosić o list polecający, którego napisanie leży w zakresie obowiązków pracowników z Pekinu. Poratowała mnie Denna i dyrektorka przedszkola - napisałam tłusty kawałek tekstu o moich niewątpliwych zaletach, Denna przetłumaczyła, a dyrektorka postawiła wszystkie możliwe pieczątki. I mam.&lt;br /&gt;Nie chcę mieszać i na tym blogu, pojawią się jeszcze tylko opisy mojej podróży i pobytu w Hongkongu, a później drogi przez całe Chiny do Pekinu. Posty filipińskie zamieszczę pod innym adresem, który pojawi się na pasku bocznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz czas pożegnać się z Syczuanem i moim Longquan. Jak zwykle w życiu, coś się kończy, coś się zaczyna. Mam nadzieję, że zaczyna się przygoda życia i najbliższe dwa miesiące będą przepiękne.  Z resztą, nie ma innej możliwości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3657137866524367213?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3657137866524367213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3657137866524367213' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3657137866524367213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3657137866524367213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/przygoda-dopiero-si-zaczyna.html' title='Przygoda dopiero się zaczyna:)'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-2618003232436295110</id><published>2008-11-25T06:28:00.000-08:00</published><updated>2008-11-25T06:36:02.611-08:00</updated><title type='text'>Ostre...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSwLwR210HI/AAAAAAAAAZ8/kbIG6wiNJFA/s1600-h/100_2038.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSwLwR210HI/AAAAAAAAAZ8/kbIG6wiNJFA/s400/100_2038.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5272602187799056498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jakie to jest dobre... ^^~&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-2618003232436295110?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/2618003232436295110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=2618003232436295110' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2618003232436295110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2618003232436295110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/ostre.html' title='Ostre...'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSwLwR210HI/AAAAAAAAAZ8/kbIG6wiNJFA/s72-c/100_2038.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7160809723983154845</id><published>2008-11-23T05:45:00.000-08:00</published><updated>2008-11-23T05:58:27.112-08:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dziś koło dziewiętnastej stwierdziłam, że moje łóżko podskakuje i chwieje się mocno na boki. W pierwszej chwili nie zrozumiałam, co się dzieje i poczułam się, jak bohaterka jakiegoś filmu grozy klasy b, w którym łóżko pożera swoją właścicielkę. Racjonalne myślenie przyszło dopiero w chwili, gdy zobaczyłam, jak wielka przeszklona szafa wykrzywia się dziwnie, a z sufitu sypie się tynk. Szybko skalkulowałam, czy wybiegać z mieszkania od razu, czy chwycić jeszcze apteczkę, saszetkę z dokumentami i ...aparat fotograficzny. Złapałam wszystkie rzeczy, naszykowane na taki wypadek na półce i pędem znalazłam się na klatce schodowej. Na przeciw mnie stała sąsiadka z kocem w ręku. Spojrzałyśmy na siebie, po kilku sekundach uśmiechnęłyśmy się z ulgą, bo wstrząsy ustały. "Dobranoc" - sąsiadka uśmiechnęła się, zamykając drzwi do mieszkania. Wróciłam do siebie i w porę usiadłam na łóżku (na szczęście nie łóżku-ludożercy), bo poczułam, jak miękną mi nogi. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7160809723983154845?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7160809723983154845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7160809723983154845' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7160809723983154845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7160809723983154845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/blog-post_23.html' title='...'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8102374981364138252</id><published>2008-11-21T04:15:00.000-08:00</published><updated>2008-11-21T04:59:44.923-08:00</updated><title type='text'>Mao Undercover</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Miałam dziś w ręku prawdziwą "czerwoną książeczkę". Z dumą pokazał mi ją sprzedawca staroci. Wydanie angielsko-chińskie. Nie zdążyłam się przyjrzeć, bo wyrwał mi ją z ręki Chris, zniechęcając mnie do dalszej eksploracji straganu. Zdążyłam jeszcze tylko rzucić okiem na metalowe przypinki z przewodniczącym Mao. Za przypinkę średnicy centymetra sprzedawca kazał sobie płacić trzydzieści yuanów. Cena niby śmieszna, ale za tyle, to ja mam nocleg w hostelu, a teraz wszystko przeliczam w ten sposób. Pożegnałam się więc z Mao jakoś bez żalu, a teraz siedzę i jakby zła jestem na Chrisa, że popsuł mi możliwość przyjrzenia się z bliska świadectwom przeszłości. Mam po prostu uczulenie  na tego człowieka i cokolwiek, co z nim związane, przestaje być dla mnie atrakcyjne. I Mao w tamtej chwili wydał mi się nieatrakcyjny, a teraz smutno i tęskno do czerwonej przypinki z pucołowatym przewodniczącym. Nie, żebym skusiła się i miała kupować, ale pooglądać, potrzymać w ręce, nie zaszkodziłoby przecież.&lt;br /&gt;Mao nie jest chyba ostatnio w modzie.  Nawet gdyby chcieli, działacze partyjni nie wypromują go już na gwiazdę i nikt nie będzie chciał przypiąć do kurtki podobizny przewodniczącego. Lepiej przypiąć sobie koreańskiego piosenkarza o wdzięcznym pseudonimie Rain, albo oldschoolową Marylin Monroe.&lt;br /&gt;Myślałam, że w Chinach przewodniczący Mao będzie na mnie patrzył z każdej wystawy sklepowej. Albo chociaż, że ktoś przytoczy czasem jeden z jego cytatów. Nic. Cisza. Przewodniczący nieobecny.&lt;br /&gt;A wystarczy przecież spojrzeć na banknot stu juanowy. O tak, Mao wciąż tu jest. I to nie tylko pod postacią białego pomnika na placu Tianfu. Przewodniczący bawi się w takie przebieranki, że niby go nie ma, a jednak "akuku". I to na każdym kroku. Po prostu bardziej incognito.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSavKXZfyKI/AAAAAAAAAZc/3uUzRS8yybY/s1600-h/mzd25.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 221px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSavKXZfyKI/AAAAAAAAAZc/3uUzRS8yybY/s320/mzd25.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5271093006498252962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8102374981364138252?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8102374981364138252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8102374981364138252' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8102374981364138252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8102374981364138252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/zakurzony-mao.html' title='Mao Undercover'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSavKXZfyKI/AAAAAAAAAZc/3uUzRS8yybY/s72-c/mzd25.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-4392778060008243776</id><published>2008-11-19T03:50:00.000-08:00</published><updated>2008-11-19T04:02:08.536-08:00</updated><title type='text'>:)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSP9yqETdBI/AAAAAAAAAZM/09K4imChuFA/s1600-h/100_2011.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSP9yqETdBI/AAAAAAAAAZM/09K4imChuFA/s400/100_2011.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5270335035681240082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z maleńkim Xie Duohao, czyli Martinem. Jest za malutki, żeby reagować na angielskie imię, a właściwie zbyt rozkojarzony, bo wiecznie w swoim świecie. To musi być bardzo piękny świat, bo Xie Duohao wciąż się uśmiecha. Czasem na chwilkę się "obudzi", wtedy uda mu się policzyć do pięciu i to po angielsku. Albo wspiąć mi się na kolana, złapać mnie za nos i z obłędem w skośnych oczkach powtarzać "saadzy... saaadzyyy..?", czyli po syczuańsku "co to?". Fascynuje go oczywiście mój kolczyk. A jak założę jeszcze aparat na zęby, to zabawy jest na dobry kwadrans!&lt;br /&gt;Do tego maleństwa będę tęsknić w Warszawie! Xie Duohao pewnie nawet mnie nie zapamięta, choć mówi do mnie  "cioteczko".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-4392778060008243776?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/4392778060008243776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=4392778060008243776' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4392778060008243776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4392778060008243776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/blog-post.html' title=':)'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SSP9yqETdBI/AAAAAAAAAZM/09K4imChuFA/s72-c/100_2011.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-690452894318623186</id><published>2008-11-16T03:02:00.001-08:00</published><updated>2008-11-16T03:02:38.265-08:00</updated><title type='text'>Zupka Chińska</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Czyż istnieje lepszy symbol badziewia, niż zupka chińska? To produkt, w którym idealny kompromis między jakością a ceną uzyskuje się, maksymalnie obniżając obie te wartości. Dzieki takiemu zabiegowi nie powstaje dysproporcja, która mogłaby razić i rozpraszać podczas delektowania się daniem. Po prostu zupka jest cholernie tania i cholernie marna. Ale prawdziwa zupka chińska, czyli chińska zupka chińska, to coś zupełnie innego niż produkt znany z naszych polskich sklepów. To królowa zupek! Może przez analogię do faktu, że chińczycy są królami produkcji badziewia.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Chińska zupka chińska, po pierwsze, jest w zestawie z miska i widelczykiem. Po otwarciu wieczka znajdujemy porcję makaronu instant, taką samą, jak w polskiej zupce. I na tym podobieństwa się kończą, bo zamiast jednej torebusi z proszkiem smaku nieokreślonego, naszym wygłodniałym oczom ukazują się cztery saszetki – z przyprawami, suszonymi warzywami, tłuszczem i, w wypadku mojej ulubionej zupki, z kwaszonymi warzywami. Pyyyycha. I to pycha w godziwej ilości, takiej, która nie pozostawia w brzuszku pustego miejsca. W prawdzie jakość wypełniacza mogłaby być lepsza, ale czego spodziewaliście się po chińskiej zupce? I to za trzy pięćdziesiąt, czyli po naszemu złotych jeden i pół.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-690452894318623186?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/690452894318623186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=690452894318623186' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/690452894318623186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/690452894318623186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/zupka-chiska.html' title='Zupka Chińska'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1795046488800727652</id><published>2008-11-14T03:50:00.000-08:00</published><updated>2008-11-14T04:36:42.019-08:00</updated><title type='text'>Ajajajajajajajajjaj!!!!!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ogarnia mnie panika, prawdziwe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Reisefieber&lt;/span&gt;.  A było tak nudno! Dodzwoniłam się do linii lotniczych Cathay Pacific, chcąc potwierdzić lot do Manilii. Kupiłam bilety z Hongkongu kilka dni temu w agencji turystycznej na przeciwko przedszkola. Z kupna przez internet nic nie wyszło, bo strona odrzucała moją kartę. Obawy dotyczące biletu się rozwiały, a ja z podziwu wyjść nie mogę, że można kupić &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prawdziwy&lt;/span&gt; bilet lotniczy od kobiety, która nie mówi w żadnym innym języku niż syczuański, siedzi przed komputerem podobnym do amigi, a do jej nabrzmiałej piersi przyssane jest, zawinięte w ręcznik i dobrze związane sznurkiem, niemowlę.&lt;br /&gt;Z Filipin będę musiała przetransportować się do Malezji lub Indonezji, żeby odnowić tamtejszą wizę. Poczytałam trochę w internecie, przegrzebałam fora i encyklopedie i już wiem, że... hmm, chyba, że nic nie wiem... Przede wszystkim jednak nigdzie nie powinnam ruszać się bez latarki czołowej, którą zostawiłam w Polsce, a która zresztą działa już wedle własnego uznania, raz tak, a raz nie. Czyli muszę kupić latarkę. Muszę kupić moskitierę. Widziałam moskitiery na wieczornym targu kilka dni temu, czy może to było dwa miesiące temu?? Jutro będę szukać. I przydało by się coś na... malarię! Nie mam w apteczce leków przeciwmalarycznych.... Muszę mieć! W poniedziałek będę kombinować, na pewno coś wykombinuje.&lt;br /&gt;Już wiem, że z leniwego leżenia na tropikalnej plaży chyba nic nie wyjdzie, skoro znajdę się w bliskości wiosek łowców głów... Palmy niech sobie czekają!! Z resztą na noclegi w bliskości plaż może mi nie starczyć yuanów, znaczy tfu, pesos. Budżet mam mocno ograniczony.&lt;br /&gt;Teraz tylko, aby jak najwięcej przeczytać, jak najwięcej się dowiedzieć, bo za dwa tygodnie wsiadam w pociąg do Hongkongu i czasu na zastanawianie się nie będzie.&lt;br /&gt;Zostały mi tylko dwa tygodnie?? Co to za magiczna granica tych dwóch tygodni, przed którą czas wlecze się okrutnie, za to po jej przekroczeniu pędzi jak szalony!!&lt;br /&gt;Miałam wielkie szczęście, że parę miesięcy temu w hostelu Maki i Sima spotkałam Małgosię, zapaloną podróżniczkę. Dała mi sporo cennych rad. Jej podróżniczy wyczyny, to jest coś! A poza tym, to jedyna Polka, którą spotkałam w Chengdu i z wielką przyjemnością raczyłam się w jej towarzystwie piwkiem. Mam nadzieję, że nasze szlaki skrzyżują się niebawem, choć wygląda na to, że nie nastąpi to w najbliższej przyszłości, bo dziś Małgosia ruszyła do Kunmingu, a dalej jej celem jest Tajlandia. Dostałam od niej namiary do Chinki, która wraz z mężem Anglikiem, mieszka w Hongkongu. Są to podobno bardzo mili ludzie i tam  mogę zostawić na ponad miesiąc komputer. Nie chcę się z nim szarpać, jeszcze zawilgotnieje i będę dopiero miała kłopot. Niestety na razie Chiu, bo tak Chince na imię, nie odpowiedziała na mojego maila. Jutro krok następny, telefon. Oby poszło dobrze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Zajrzałam do mojej miski z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;maoyazi. &lt;/span&gt;Oprócz składników, które wymieniłam wcześniej, znalazłam kawałki odsączanego tofu i grzyby. Ugotowałam ryż i zmieszałam w proporcji 1:1 z daniem, bo potwornie mi się rozgotował i nie nadawał się do spożycia sam w sobie. Wkroiłam do wszystkiego gruszkę, co pewnie każdemu Chińczykowi wydało by się wyjątkowo paskudnym połączeniem. Całość ma teraz smak całkiem niezły, choć nadal jest potwornie ostre i chyba znów spuchną mi usta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1795046488800727652?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1795046488800727652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1795046488800727652' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1795046488800727652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1795046488800727652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/ajajajajajajajajjaj.html' title='Ajajajajajajajajjaj!!!!!'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-884190801696597017</id><published>2008-11-13T20:47:00.000-08:00</published><updated>2008-11-13T20:49:41.226-08:00</updated><title type='text'>kwa kwa, kaczuszko...</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Panienka z Pekinu, której angielskie imię wdzięcznie brzmi Maggie, a adres mailowy to &lt;i&gt;maggiehappiness, &lt;/i&gt;co dobitnie świadczy o stopniu zgąbczenia jej mózgu, znów dała popis. Ostatnio, załatwiając mi wizę, bardzo chwaliła się, jaka to ona jest zdolna, bo przedłużyła mi pobyt do sześciu miesięcy. „Sofi, Sofi, teraz możesz zostać w Chinach do kwietnia!” Świetnie, kochana Maggie, ale ja nie chcę zostawać w Chinach do kwietnia. Mam inne plany i jadę na południe. „Ojojoj, jaka szkoda, a może skorzystaj jednak z tej wizy i podróżuj po Chinach...” , tak namawiała mnie dumna z siebie Maggie. Cóż z tego, że ważniejsze dla mnie było dodatkowe &lt;i&gt;entry, &lt;/i&gt;możliwość przekroczenia Chińskiej granicy po powrocie z Filipin. Nic to. Cieszyłam się, że mam wizę i gdyby coś z Filipinami nie wypaliło, mogę z Hongkongu spokojnie wrócić do Chin, zobaczyć w końcu wielkiego buddę z Leshan, którego już nie dam rady odwiedzić przed wyjazdem, a później spłynąć w dół nurtu rzeki Chang, czyli Jangcy, aż do Szanghaju. Ale nie!! Nie ma tak dobrze. Wczoraj głupia Maggie dzwoni i pyta, kiedy kończę pracę w Chengdu, bo musi poprosić policję o skasowanie wizy. Cooooooo??? Myślałam, że ją rozszarpię. Okazało się, że w momencie, w którym przestaję być praktykantem nie powinnam mieć wizy typu F. Oczywiście Maggie mogłaby sprawę przemilczeć i nikomu nie mówić, że już nie pracuję w przedszkolu. Nie było by najmniejszego problemu. Ale Maggie, która zazwyczaj o przepisach nie ma pojęcia i łamie je, na moją oczywiście niekorzyść, kiedy już wygrzebała jakiś przepis, chce się go trzymać, po to chyba tylko, żeby udowodnić, że nie jest ignorantką. Robi z siebie tylko jeszcze większą kretynkę i zołzę... A, Bogiem a  prawdą, wiza nie jest mi od grudnia do niczego potrzebna, ale brak kompetencji tej panienki, jej krętactwa (posunęła się nawet do okłamania mojego aiesecowego menadżera, żeby nastawić go przeciw mnie i zmusić do kontynuowania pracy w grudniu) i naiwne minki, które stroi, szargają moje nerwy. Gdyby nie to, że kiedy w styczniu dotrę do Pekinu, będzie miał akurat miejsce Festiwal Wiosenny i biuro będzie zamknięte, zasugerowałabym delikatnie przełożonym, że powinni ją zwolnić. Na szczęście wakacje wiosenne powstrzymają mnie przed tym małostkowym posunięciem, którego dopuściłabym się z wielką rozkoszą i bez wyrzutów sumienia.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Dziś na obiad w przedszkolu podano &lt;i&gt;maoyazi&lt;/i&gt;, ulubione danie wszystkich nauczycieli; plasterki korzenia lotosu, kiełki soi, kluski ryżowe, wodorosty, paseczki słodkich ziemniaków i, najważniejsze, kawałki kaczki – wszystko w potwornie ostrym oleistym sosie, od którego spuchły mi usta. Miałam wątpliwą przyjemność jedzenia tego wcześniej i drugi raz utwierdził mnie w przekonaniu, że nie lubię &lt;i&gt;maoyazi&lt;/i&gt;. A to właśnie ja, za swoją pensję,  kupiłam kaczki i wręczyłam je kucharzowi. Gdy ktoś dostaje w pracy premię, awans, albo odchodzi, w dobrym tonie jest zaprosić współpracowników na kolację. W moim przedszkolu załatwia się to bardziej bezproblemowo, po prostu przynosi świeże kaczki. Postanowiłam się nie wyłamywać i zrobić to samo. Moim zdaniem jedzenie było paskudne, ale przedszkolanki zdawały się wniebowzięte.  Po obiedzie pobiegłam jak strzała do sklepu na rogu i wzięłam na krechę butelkę mleka orzechowego, które gasi płomienie w żołądku po pikantnym posiłku. Produkuje się je tak samo jak mleko sojowe, z tym że podstawą są orzechy włoskie. Początkowo wydawało mi się wyjątkowo przykre w smaku, teraz nie wyobrażam sobie, jak będę bez niego żyła po powrocie do Polski. Kolejny znak mojego „zchińszczenia”...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Szybka drzemka i wracam do pracy. Na wieczór mam jeszcze pół miski &lt;i&gt;maoyazi&lt;/i&gt;, nie dojadłam obiadu. Suuuuper...  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="left"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-884190801696597017?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/884190801696597017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=884190801696597017' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/884190801696597017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/884190801696597017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/kwa-kwa-kaczuszko.html' title='kwa kwa, kaczuszko...'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5751971285736526513</id><published>2008-11-12T02:44:00.000-08:00</published><updated>2008-11-12T02:52:42.853-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Myślałam już, że nic ciekawego mnie tu nie spotka. Ot, przyzwyczaiłam się do mojej chińskiej prowincji i siedzę sobie tu, lekko otępiała, czekając na koniec miesiąca i dzień, w którym wsiądę w pociąg do Hongkongu, a właściwie do Guangzhou, gdzie przesiądę się w autobus do Shenzhen, skąd blisko już do Hongkongu. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego, wychodzę do pracy, kiedy na dworze jest jeszcze szaro. Wracam tuż przed zmrokiem.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Śmiertelnie wynudzona, czekałam na rozpoczęcie popołudniowych zajęć, kiedy okazało się, że są odwołane. Nie ucieszyłam się bardzo, bo po południu mam moje ulubione grupy, ale nie mogę powiedzieć też, żebym żałowała  takiego obrotu spraw. Okazało się, że policjantka z komisariatu, pod którego rejon podpada przedszkole, poprosiła naszą dyrektorkę o przysługę. O nie zgodzeniu oczywiście nie mogło być mowy. Pani policjant potrzebowała obcokrajowców... Przysługa miała dotyczyć komisariatu znajdującego się o region dalej, w okolicy podobno bardzo ciekawej, zostaliśmy więc z Chrisem przekupieniu obietnicą darmowej wycieczki. Po pół godzinie jazdy samochodem dotarliśmy do bardzo tradycyjnej dzielnicy, w której można kupić wszelkie rękodzieło z Syczuanu, Yunnanu i Tybetu, a także wyborne jedzenie. Błogosławię fakt, że wcześniej nie wiedziałam o tym miejscu, bo przetraciłabym całą pensję, kupując kolorowe etno-szmaty. Co do jedzenia zaś, jest oczywiście bardzo tanie, a lepszego makaronu na zimno jeszcze nie jadłam! Poezja... Na deser podano szklistego gluta, którego uwielbiam, ale nijak nie mogę dojść, z czego jest wyrabiany. Glut pławił się w syropie z brązowego cukru i na samo wspomnienie robi mi się przyjemnie.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Przysługa, o którą chodziło, była właściwie drobnostką, choć drobnostka ta ma w sobie więcej absurdu, niż wiele rzeczy całkiem sporych. Mieliśmy z Chrisem udawać zagubionych &lt;i&gt;laowai, &lt;/i&gt;którzy po chińsku ani be ani me i szukają ratunku. A funkcjonariusze mieli się popisać, jak sprawnie obchodzą się z obcokrajowcami i tym sposobem zaimponować przybyłym na wizytacje przełożonym. Cyrk na kółkach. Przed przybyciem przełożonych zdążyliśmy przećwiczyć scenkę dobre pięć razy, pograć w pingponga z policjantami i zaobserwować, że ich praca składa się z przerw na papierosa, rozgrywek pingponga i pożerania jedna za drugą porcji pysznego miejscowego makaronu, oczywiście za friko, bo restauratorom  nie wypada odmówić uprzejmości wobec stróżów prawa i porządku. Obejrzałam też groteskową lekcję walki wręcz i doprowadziłam Dennę do histerycznego śmiechu, parodiując funkcjonariuszy. Zastanawiałam się, czy któryś z nich kiedykolwiek musiał wykorzystać tą drogą nabyte umiejętności i doszłam do wniosku, że za pewne nie, dzięki czemu dalej mogą oni wykonywać te swoje dziwne wymachy w przeświadczeniu, że są  zabójczo groźne.  Oprócz oczywistego faktu słabej koordynacji ruchowej, o funkcjonariuszach nie można powiedzieć jednak złego słowa, bo czy to ich wina, że na państwowej posadzie nie mają nic konkretnego do roboty i mogą się obijać cały dzień?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; W przeciwieństwie do dnia, w którym z obłędem w oczach zgłaszałam w Chengdu kradzież portfela, tym razem mój pobyt na posterunku był bardzo przyjmy i, jak przystało, pouczający. Znów pogłębiłam swoją wiedzę na temat działania sprawnego mechanizmu, jaką jest Chińska Republika Ludowa. Otóż, wszystko opiera się na małym oszustwie, takim zupełnie tycim. Chińczycy po prostu udają, że w tym co robią, nie ma nic dziwnego. Z pobłażliwymi uśmiechami, spokojnie wykonują bezsensowne czynności. W Polsce ten numer nie przeszedł chyba właśnie dla tego, że zbyt wielu ludzi nie umiało się zdobyć ani na pobłażanie, ani na uśmiech, ani na spokój. Chwała im za to, bo dostałabym ciężkiej nerwicy  odstawiając szopki na co dzień i udając, że bardzo mi z tym dobrze, choć nikt nie pytał mnie o zdanie.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; I tym sposobem wyszło patriotycznie, adekwatnie do wczorajszej daty.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pozdrowionka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5751971285736526513?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5751971285736526513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5751971285736526513' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5751971285736526513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5751971285736526513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/mylaam-ju-e-nic-ciekawego-mnie-tu-nie.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6693985426253242550</id><published>2008-11-07T04:45:00.000-08:00</published><updated>2008-11-07T05:13:05.774-08:00</updated><title type='text'>i foto też</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ-CwV_AaI/AAAAAAAAAYo/8iKcNyKvWnA/s1600-h/100_1889.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ-CwV_AaI/AAAAAAAAAYo/8iKcNyKvWnA/s400/100_1889.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265902081360724386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czasem jednak pokaże się kawałek nieba&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ8MW_OTQI/AAAAAAAAAYQ/6rOM3DEhavA/s1600-h/100_1891.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ8MW_OTQI/AAAAAAAAAYQ/6rOM3DEhavA/s400/100_1891.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265900047329807618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kury w Chinach mają wyjątkowo długie nogi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ8GBR1mUI/AAAAAAAAAYI/Nhxt06g1Mgo/s1600-h/100_1906.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ8GBR1mUI/AAAAAAAAAYI/Nhxt06g1Mgo/s400/100_1906.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265899938423085378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Owocowo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ78kbIE2I/AAAAAAAAAYA/Zq8lhrOiAdo/s1600-h/100_1903.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ78kbIE2I/AAAAAAAAAYA/Zq8lhrOiAdo/s400/100_1903.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265899776058594146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dobrocie w marynatach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6_nVdlxI/AAAAAAAAAX4/vAqn4WfjlH8/s1600-h/100_1904.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6_nVdlxI/AAAAAAAAAX4/vAqn4WfjlH8/s400/100_1904.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265898728868124434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przyprawy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6Whte5CI/AAAAAAAAAXw/8FXx0fJ9GiI/s1600-h/100_1913.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6Whte5CI/AAAAAAAAAXw/8FXx0fJ9GiI/s400/100_1913.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265898022983623714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pani uciekła z kadru, kaczki nie mogły&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6CYk51SI/AAAAAAAAAXo/ZM4ReD7FGuo/s1600-h/100_1916.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ6CYk51SI/AAAAAAAAAXo/ZM4ReD7FGuo/s400/100_1916.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265897676934337826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś prawie potknęłam się o taką samą świńską głowę na środku chodnika&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ534fn_HI/AAAAAAAAAXg/pQpMXI93cM8/s1600-h/100_1911.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ534fn_HI/AAAAAAAAAXg/pQpMXI93cM8/s400/100_1911.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265897496523570290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...dlatego właśnie nie smakuje mi tu mięso&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ5iInGxnI/AAAAAAAAAXY/1lmbpvXkxgA/s1600-h/100_1915.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ5iInGxnI/AAAAAAAAAXY/1lmbpvXkxgA/s400/100_1915.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265897122892793458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wystawa "torciarni". Wszystkie torty są obrzydliwe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ5XCz-z3I/AAAAAAAAAXQ/D1ffeGiaKT0/s1600-h/100_1887.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ5XCz-z3I/AAAAAAAAAXQ/D1ffeGiaKT0/s400/100_1887.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265896932357623666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Codzienne jedzenie: ryż z zieloną fasolką, kwaszone ważywa, smażony korzeń lotosu, gęś z papryką&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ9tr9A8pI/AAAAAAAAAYg/nUe54xp5w7w/s1600-h/100_1901.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ9tr9A8pI/AAAAAAAAAYg/nUe54xp5w7w/s400/100_1901.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5265901719404999314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Monopolowy. Czasem to już pozostaje tylko kieliszek;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6693985426253242550?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6693985426253242550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6693985426253242550' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6693985426253242550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6693985426253242550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/11/i-foto-te.html' title='i foto też'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SRQ-CwV_AaI/AAAAAAAAAYo/8iKcNyKvWnA/s72-c/100_1889.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5727283177676159722</id><published>2008-10-30T02:38:00.000-07:00</published><updated>2008-10-30T02:46:43.412-07:00</updated><title type='text'>średniawka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dzień wycieczki do Parku Ludowego był chyba ostatnim dniem lata. Teraz jest już tylko zimno i wciąż pada. Właściwie bardzo zimno nie jest, około 12 stopni, ale Chińczycy nad wszystko inne cenią sobie świeże powietrze. Budynek przedszkola zaprojektowano tak, by mieć pewność, że powietrza nie zabraknie. Ściany zewnętrzne na każdym piętrze kończą się na wysokości około 120 centymetrów.. W pracy mam wiec dokładnie taką samą temperaturę, jak na dworze. W mieszkaniu za ciepło też nie jest, ale bezlitośnie odcinam sobie jak tylko mogę dopływ świeżego powietrza, dzięki temu wieczorem mam może z 15 stopni. Do tego dochodzi zabójcza wilgotność. Nie podoba mi się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Postanowiłam wyjechać dziesiątego grudnia. Poinformowałam o tym szefostwo, a w odpowiedzi dowiedziałam się, że na szesnastego zaplanowano zajęcia otwarte dla rodziców. A ugryźcie się! Trzeba było mi taką wizę załatwić, żebym przed wyjazdem za granicę nie musiała sama użerać się po urzędach. Napisałam im, że potrzebuję dodatkowego czasu w Hongkongu i dlatego nie zostanę do dziewiętnastego, jak zapowiedziałam wcześniej. Mam nadzieję, że panienka z biura w Pekinie nie postanowi mi robić problemów. Choć ona o tym nie wie, wcale nie chce mi robić problemów. Kiedy jestem zmarznięta robię się bardzo drażliwa. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Brrr....&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5727283177676159722?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5727283177676159722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5727283177676159722' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5727283177676159722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5727283177676159722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/redniawka.html' title='średniawka'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-2663840647257078882</id><published>2008-10-23T01:24:00.001-07:00</published><updated>2008-10-23T04:27:01.389-07:00</updated><title type='text'>人民公园</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Pewnego szarego poranka, takiego samego, jak większość poranków w ciągu ostatnich kilku tygodni, Denna spytała mnie, jak spędziłam poprzedni wieczór. Siłownia, sauna, kolacja gdzieś na bazarze. „Och, ty to umiesz cieszyć się życiem!” Denna spojrzała na  mnie zazdrośnie. Biedna Denna, codziennie po południu zasiadająca z torbą orzeszków ziemnych przed telewizorem,   oglądająca do północy teleturnieje i opery mydlane. Może rzeczywiście umiem cieszyć się życiem. Choć ostatnio utrudnia mi to kapanie z nosa i kaszel. Gdy wczoraj dowiedziałam się o planowanej   przedszkolnej wycieczce do parku, powiedziałam, że nie, mowy nie ma, nigdzie nie jadę. Ale dziś rano obudziło mnie słońce, pierwszy ładny dzień od tygodni, wstałam i od razu humor miałam pyszny. Park Ludowy znajduje się w centrum Chengdu, postanowiłam więc zaszaleć i pomalowałam rzęsy maskarą. Jeszcze kozaczki na obcasie i już w wytartych dżinsach kupionych iks lat temu w H&amp;amp;Mie  poczułam się, jak królowa glamour. No bo co innego robią królowe glamour w słoneczne przedpołudnia, jak nie spacerują z gromadą pięćdziesięciu dzieci po miejskim parku?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Ren Min Gong Yuan jest mały i tłoczny. Emeryci z ogromnymi lustrzankami cyfrowymi fotografują chryzantemy i siebie na ich tle, młode kobiety na macierzyńskim fotografują swoje pociechy na tle czego się da, przedstawiciele wszystkich zawodów i grup wiekowych piją hektolitry zielonej herbaty.  Zupełnie sympatycznie. Pogoda była bezwietrzna, słupek rtęci podskoczył do dwudziestu siedmiu stopni i od razu poczułam, że pozbyłam się już przeziębienia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Wielką atrakcją parku w dniu dzisiejszym była oczywiście blondynka, której z ukrycia, a także „na bezczelnego” zrobiono dziesiątki zdjęć. W końcu postanowiłam, że też chcę mieć z tego jakąś przyjemność i zaczęłam fotografować moich fotografów, a także siebie z nimi. Robiąc pewne siebie miny i rzucając półsłówkami, udawałam, że świetnie znam chiński, a Denna tłumaczyła wszystkim, że właściwie to ja jestem Chinką, tylko wychowałam się w Europie. Oszukałyśmy w ten sposób dobre dziesięć osób... Najwyraźniej zupełnie naturalne wydaje się, że od wychowywania w Europie rosną blond włosy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  W drodze powrotnej do Longquan z autobusowej półki zleciała wprost na szanowną głowę szanownej pani dyrektor trzy litrowa butelka wody. Pani dyrektor, kobieta równie szanowna, co twarda, nawet się nie skrzywiła i postawiła butelkę na siedzeniu za sobą, obok Chrisa. A Chris butelkę podniósł i wyciągną w moim kierunku.&lt;br /&gt;- Słucham?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;- Włóż na górę –  zaświeciły białka wznoszonych  wymownie ku półce oczu.&lt;br /&gt;- Wydawało mi się, że gentelmenem w tym towarzystwie jesteś ty –  odpowiedziałam słodziutko i uszczęśliwiona patrzyłam na  biednego Amerykanina, nie mającego pojęcia, o co mi chodzi. Czy na  prawdę, na prawdę nie mogli przysłać do Longquan Europejczyka? Albo chociaż  jeszcze jednego Meksykanina...&lt;br /&gt;   Po dotarciu do przedszkola okazało się, że popołudniowe zajęcia odwołano i dzieci idą spać. Co więcej, strażnik przyniósł grubą kopertę zaadresowaną do mnie, a w niej, wysłane przez tatę, moje ulubione magazyny. Wpadłam na chwilę do mieszkania, zmieniłam kozaczki na klapki i poleciałam do herbaciarni. Rozkoszując się ciepłymi promieniami jesiennego słońca leniwie przejrzałam pachnące nowością magazyny. Na więcej niestety słońca nie starczyło i trzeba było podnieść się z wygodnego fotela i przetransportować cztery piętra wyżej, do mieszkania. Zaraz zajmę się zdjęciami z parku, a później, korzystając z pogody, wywieszę pranie. I będzie czas na kolacje, a po kolacji na spanie.  &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Jaki miły, miły dzień! W taki dzień rzeczywiście nie trudno cieszyć się życiem. Ciekawe, co o tym myśli Denna?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ0YV0yqI/AAAAAAAAAV4/aXK4ItpMgOQ/s1600-h/2.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 301px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ0YV0yqI/AAAAAAAAAV4/aXK4ItpMgOQ/s400/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260285529004755618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ6Tqc1qI/AAAAAAAAAWA/dUMxkqjfl5I/s1600-h/3.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ6Tqc1qI/AAAAAAAAAWA/dUMxkqjfl5I/s400/3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260285630828304034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ_vAmM6I/AAAAAAAAAWI/RGvb3BOjMXA/s1600-h/12.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ_vAmM6I/AAAAAAAAAWI/RGvb3BOjMXA/s400/12.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260285724068295586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKLZrH49I/AAAAAAAAAWQ/lL-bEsCAFuA/s1600-h/11.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 228px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKLZrH49I/AAAAAAAAAWQ/lL-bEsCAFuA/s400/11.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260285924499514322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKRutOvRI/AAAAAAAAAWY/l0W2MWJwgng/s1600-h/100_1416.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKRutOvRI/AAAAAAAAAWY/l0W2MWJwgng/s400/100_1416.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260286033224711442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKYQD-3ZI/AAAAAAAAAWg/u4xtftN9ld8/s1600-h/100_1491.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKYQD-3ZI/AAAAAAAAAWg/u4xtftN9ld8/s400/100_1491.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260286145257725330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKeA006rI/AAAAAAAAAWo/hN9R3QTaNt4/s1600-h/8.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKeA006rI/AAAAAAAAAWo/hN9R3QTaNt4/s400/8.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260286244246842034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKjRATmMI/AAAAAAAAAWw/m-0khLDlUO0/s1600-h/9.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKjRATmMI/AAAAAAAAAWw/m-0khLDlUO0/s400/9.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260286334489303234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKnwbKYZI/AAAAAAAAAW4/3ah88UPmlnE/s1600-h/10.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBKnwbKYZI/AAAAAAAAAW4/3ah88UPmlnE/s400/10.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5260286411642921362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;wieczorem&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;I jak tu nie wierzyć w karmę, fatum, czy cokolwiek w tym guście, skoro kiedy wracam sobie spokojnie z kolacji, w ręku niosąc siatkę pachnących jabłek, zza drzwi sąsiadki na drugim piętrze grzmi z telewizora mazurek Dąbrowskiego? ^^~&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-2663840647257078882?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/2663840647257078882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=2663840647257078882' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2663840647257078882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2663840647257078882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/blog-post_23.html' title='人民公园'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SQBJ0YV0yqI/AAAAAAAAAV4/aXK4ItpMgOQ/s72-c/2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3547736959721151769</id><published>2008-10-21T06:35:00.001-07:00</published><updated>2008-10-23T04:24:14.433-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Cała ta sprawa z czasem jest bardzo dziwna. Po pierwsze, czasu mam tu bardzo dużo i może stąd wynika, że przychodzą mi do głowy różne dziwne rzeczy. Po drugie, chyba nie było nigdy człowieka, którego fenomen czasu na chwilę by nie zainteresował. Właściwie myślenie na ten temat jest tyleż przyjemne, co bezsensowne, bo o ile nie jest się super-fizykiem z NASA, to szanse na wydumanie czegoś odkrywczego są raczej mierne. Niemniej jednak już samo to, że u mnie teraz nadchodzi pora spania, a w Polsce nie skończyły się jeszcze zajęcia uniwersyteckie – już samo to jest na swój sposób dziwne. Zadziwia mnie także fakt, że mogę z przyjaciółką rozmawiać przez gadu, choć dzieli nas siedem tysięcy kilometrów mogę ją nawet usłyszeć, nie wychodząc z domu i nie wydając na to właściwie nic. A jeszcze w czasach młodości mojej babci podróż do Chin równała by się wielomiesięcznemu odcięciu od wieści z kraju. Co tu dużo mówić, w czasach młodości mojej babci, w  ogóle dotarcie do Chin stało by pod dużym znakiem zapytania.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nowy nauczyciel, który przyjechał na miejsce Arturo, a którego nie wspomniałam jeszcze, bo z nim &lt;i&gt;na prawdę &lt;/i&gt;nie mam o czym rozmawiać i nasze kontakty ograniczają się do kurtuazyjnego „hała ju”, nowy nauczyciel ma kilka powiedzonek, które zależnie od dnia z różną częstotliwością lubi powtórzyć. Gdybym słuchała tego, co mówi, mogło by to być nawet irytujące. Ale jedno z jego powiedzonek głupie nie jest, choć może gdyby Chris ograniczył się do wypowiadania go raz dziennie, była bym bardziej skłonna użyczyć ucha. „Człowieku, jak ten czas leci” - tak właśnie Chris raz po raz sobie mówi, kiwając głową i robiąc poważną minę. I tu rzeczywiście Chris ma racje. Czas leci. I to leci coraz szybciej. W prawdzie, gdy pomyślę o dniu w którym wysiadłam z busa wiozącego mnie z lotniska w Pekinie do Pingu, o tamtym upale, o mgle, o ogromnych kałużach i koszuli przyklejonej do ciała, gdy pomyślę o tym dniu mam wrażenie, że oddzielają mnie od niego lata świetlne. Ale już gdy pomyślę o dniu wyjazdu Arturo, mam wrażenie, że było to ledwie wczoraj, a przecież minęło już sześć tygodni.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; W przyszłym tygodniu przypada Wszystkich Świętych. Oczywiście w przedszkolu odbędzie się halloweenowa impreza i oczekuje się ode mnie, że ją poprowadzę. Od Wszystkich Świętych niedaleko już do Bożego Narodzenia, więc może będę miła i się zgodzę. Zwłaszcza, że na Gwiazdkę mnie tu nie będzie. Zapowiedziałam już, że dziewiętnastego grudnia kończę pracę i mam zamiar pociągiem udać się do Hongkongu, skąd wsiądę w samolot i dzień przed Gwiazdką wylonduję w Manilii. Święta spędzę więc w stolicy Filipin, a co dalej, to jeszcze się zobaczy. Grunt, żeby na chiński Nowy Rok wrócić do Państwa Środka. A z tym może być problem... Znaczy, nie – problemu być nie może, wszystko musi się udać i nie dopuszczam do siebie innej możliwości.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Sprawa przedstawia się następująco. Kiedy miesiąc temu ekspirowała moja wiza, naciskałam na szefostwo w Pekinie, żeby dopilnowali załatwienia wszystkich formalności. Oczywiście nie dopilnowali. Już blisko było do tego, żeby mnie chyba deportowali, bo policja z lokalnego komisariatu zaczęła się denerwować, kiedy moi pracodawcy załatwili wizę, a policja nagle ucichła. Oczywiście dali w łapę, a wiza załatwiona została na lewo. Mimo moich wielokrotnych telefonów do Pekinu, że chcę mieć możliwość wjazdu i wyjazdu z Chin, nie udało się tego załatwić, co oznacza, że nierozgarnięta panienka z biura zwyczajnie o tym zapomniała. Postanowiłam na własną rękę załatwić te kwestię, ale okazało się, że przy tej okazji wyjdą na jaw machlojki związane z wystawieniem wizy i nie mogę ubiegać się o przyznanie mi dodatkowych &lt;i&gt;entry&lt;/i&gt;. A jedno przynajmniej jest mi bardzo potrzebne, bo mój samolot do Polski odlatuje pod koniec stycznia z Pekinu i muszę do niego po wyprawie na Filipiny się dostać. O wizę będę się więc starać w Hongkongu, co podobno jest sprawą rutynową i nikomu wiz nie odmawiają. Martwi mnie tylko to „podobno”.  Ale, powtórzę się niczym Chris, &lt;i&gt;no risk, no fun&lt;/i&gt;, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Do dnia w którym skończę pracować w przedszkolu w Longquan zostało mi sześciesiąt dni. Minie w oka mgnieniu. Czas ma tę dziwną właściwość, że ubywa go w różnym tempie, zależy, czy mierzony jest od, czy do. Z „do” bywa tak, że kiedy czegoś już na prawdę nie można się doczekać,  niezmiennie zaskakuje nas, że to właśnie już. I wiem, że dzień, w którym znów będę mogła założyć plecak na plecy, zaskoczy mnie za któtką chwilkę.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Zacznę wtedy tęsknić do „mojego” Longquan, do miasteczka, do którego prawdopodobnie już nigdy ponownie nie wrócę. Choć kto wie. Chengdu to baza wypadowa dla wielu wypraw w Himalaje, a wiem, że Himalaje na mnie czekają. Jeśli zawitam do Chengdu, na pewno wsiądę ze stacji Xin Nan Men w autobus, żeby raz jeszcze zobaczyć moje Longquan. Zobaczymy, co &lt;i&gt;czas &lt;/i&gt;przyniesie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3547736959721151769?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3547736959721151769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3547736959721151769' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3547736959721151769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3547736959721151769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/caa-ta-sprawa-z-czasem-jest-bardzo.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-762125140809791746</id><published>2008-10-14T22:42:00.000-07:00</published><updated>2008-10-14T22:53:51.722-07:00</updated><title type='text'>Mniam</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Znajomi często pytają mnie, a co można zejść dobrego w tych Chinach? Już śpieszę z odpowiedzą.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Chińczycy uwielbiają &lt;i&gt;xiaocan, &lt;/i&gt;coś, co u nas w słusznie minionych czasach nazywało się chyba małą gastronomią. Z tą tylko różnicą, że oprócz niezliczonych garażowych barów i restauracyjek, które czynne są mniej więcej od południa, wieczorem pojawia się jeszcze drugie tyle barów podwożonych na miejsce dzięki zamocowanym kółkom. Czasem są to jakby przyczepki, które można pociągnąć motorynką, czasem mają wbudowany rower. Z takiego wózka można posmakować smażonego ryżu z jajkiem, makaronów, pieczonej kaczki, czy królika. Wszystko , co wymaga podgrzania zostanie oczywiście podgrzane, bo obok wózka stoi wielka butla gazowa. Jest też podłączona pod akumulator żarówka, oświetlająca specjały, stoi maleńki stoliczek i stołeczki dla gości. Z dużym prawdopodobieństwem jest też zimne piwo. Gdy minie pora kolacyjna wszystko to  tajemniczym sposobem zostaje poskładane, załadowane na wózek i znika do następnego wieczora.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wczoraj zaczęłam posiłek od kawałków jakiegoś morskiego stworzenia ponabijanych na patyczki, obsmażanych na gorącym blacie. Wszystko jest dość słone, zwłaszcza macki, do których przykleja się nadprogramowo duża ilość przypraw, więc z sąsiedniego stoiska wzięłam picie. Kruszony lód miesza się ze szklistymi kawałkami delikatnej galaretki produkowanej zapewne z ryżu, dodaje się kilka rozdrobnionych orzeszków ziemnych i polewa syropem, arbuzowy to mój ulubiony. Uporawszy się z porcją patyczków, z kubkiem w dłoni poszłam na drugi koniec targu, gdzie tęga kobieta wylewa na patelnie bez brzegów ciasto naleśnikowe. Następnie wbija na to jajko i rozprowadza po całej powierzchni naleśnika, smaruje brązowym sosem, posypuje siekanymi piklami i pietruszką. Przed zawinięciem dodaje jeszcze sekretny składnik całej receptury, niesamowicie chrupkie, cienkie jak opłatek wafelki. Nie mam pojęcia z czego się je robi, bo podobne  są zupełnie do niczego, co oznacza, że pewnie ryżowe. Gotowe rolki są całkiem spore i można się najeść. Chińczycy życzą sobie jeszcze do środka mięsną mielonkę, bardzo popularną, ale mi za bardzo przypomina konserwę turystyczną, żeby psuć sobie jej smakiem przyjemność jedzenia rolki.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Cała kolacja kosztowała mnie w sumie osiem i pół juana, czyli niecałe trzy złote. W tej niewygórowanej cenie dostać tu można na prawdę pyszne posiłki, pod warunkiem, że przymknie się oko na wątpliwą higienę takiego żywienia. Szczurów jest zresztą całkiem mało, między straganami kluczą koty o wrednych płaskich pyskach i sprawnie wyłapują gryzonie. Częściej widzi się mysz dumnie niesioną przez kota w zębach niż biegającą wolno. Niewątpliwą wadą jedzenia na ulicy jest zapach koszy na śmieci, który czasem przyniesie wiatr.  Wielkie metalowe beczki ustawione są w grupach mniej więcej po dziesięć i wyrzucane są tam wszelkie odpady kuchenne. Latem smród po całym dniu był potworny, teraz jest znacznie lepiej i jestem jedyną osobą, której zdaje się to przeszkadzać.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Ogólnie jedzenie na ulicy jest tanie, smaczne i co najważniejsze, jeszcze nigdy mi nie zaszkodziło.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;A poza tym pragnę ogłosić, że jutro minie sto dziesięć dni, odkąd przyjechałam do Chin! Nie powiem, żeby zupełnie niepostrzeżenie, ale rzeczywiście szybko. O stopniu mojego zasymilowania może świadczyć fakt, że zaczęłam mlaskać przy jedzeniu. Po prostu, po pierwsze wszystko jest tak ostre, że mlaskanie to pewna forma wietrzenia języka, a po drugie nie da się nie wydawać siorbiąco-mlaszczących odgłosów próbując zjeść pałeczkami metrowej długości makaron. Szkoda tylko, że poziom mojego chińskiego nie świadczy tak dobitnie o asymilacji z otoczeniem. Ale siorbanie też ważna rzecz! :)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-762125140809791746?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/762125140809791746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=762125140809791746' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/762125140809791746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/762125140809791746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/mniam.html' title='Mniam'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8804651441814286543</id><published>2008-10-11T00:29:00.000-07:00</published><updated>2008-10-11T00:30:43.713-07:00</updated><title type='text'>Hm  hmmm...</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Zauważyłam pewną tajemniczą zależność między ilością tekstu wyprodukowanego a tekstu przyswojonego. Oczywiście dotyczy to tekstów spełniających wymóg sensowności. Od ponad miesiąca, po przeczytaniu dwóch części powieści Wei Hui, nie miałam w ręku dobrej książki. No dobrze, w ręku miałam – Eileen Chang, „Love in a fallen city”. Problem w tym, że &lt;i&gt;nie mogę&lt;/i&gt; tego przeczytać. A sam kapitan Jack Sparrow powiedział, że wszystko kręci się wokół pytania, co człowiek może, a czego nie może... A wracając do tematu - Chang, autorka „Ostrożnie, pożądanie”, na podstawie którego nakręcono skandalizujący film, który podobał mi się raczej średnio, sama przetłumaczyła swoje nowele na język angielski. Niestety obie wersje trafiły w ręce jakiejś szalonej literaturoznawczyni lingwistki, która stwierdziła, że wersje owe mają się do siebie nijak i popełniła nowe tłumaczenie, kierując się piękną zasadą mówiącą, że jeśli pierwowzór napisany jest prze trundym językiem, tak samo powinno być z tłumaczeniem. Efekt jej artystyczno naukowej pracy - nie jestem w stanie przeczytać „Love in a fallen city”, bo zwyczajnie nie wiem, o co chodzi. Cierpi moja duma, bo wydawało mi się, że znam angielski. Pomyliłam się najwyraźniej. Tak, czy inaczej, Chang czytać nie daję rady, ale póki prawie nietknięta książka stoi na mojej półce, nie mogę się zebrać i kupić kolejnej, co wymagało by zresztą pojechania do odległego Bookworma  i wydania bajońskiej sumy na nie-chińską powieść. Tak oto, nie przyswajając tekstu pisanego spełniającego wymóg sensowności, borykam się z nie lada problemami, tekst takowy próbując wyprodukować.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8804651441814286543?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8804651441814286543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8804651441814286543' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8804651441814286543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8804651441814286543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/hm-hmmm.html' title='Hm  hmmm...'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8980926016739992144</id><published>2008-10-05T00:20:00.000-07:00</published><updated>2008-10-11T00:41:05.303-07:00</updated><title type='text'>Emei - tym razem naprawdę</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; W niedzielę wieczorem spakowałam plecak i pojechałam do Sima. Dzięki temu już wczesnym rankiem mogłam na dworcu Xin Nan Men wsiąść w autobus do miasteczka Emei, skąd czekały mnie już tylko dwie przesiadki i zgodnie z tym, co napisano w przewodniku Lonely Planet, znalazłam się u stóp świętej góry.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Jadąc przez wsie i miasteczka uświadamiałam sobie, że Chiny to nie tylko wielomilionowe metropolie i wymuskane dzielnice, takie jak moje Longquan, że szkolne podręczniki do geografii, w których pisano o kraju nędzy, wcale nie kłamały. Jechałam przez brud, biedę i kto wie, czy nie głód. Zbudowane z czego popadnie, często walące się budynki kryją warsztaty samochodowe i „restauracje”, których właściciele żyją chyba tylko dzięki nieszczęśnikom, którym w tych okolicach popsuje się silnik. Przed budynkami, na zydelkach i położonych wprost na ziemi kartonach siedzą pracownicy, grają w karty, rzucając na prowizoryczne stoły śmieszne kwoty, które tu, w tych zapomnianych miasteczkach, mogą zapewnić utrzymanie przez tydzień. Gdzieniegdzie przemyka zachudzony pies, kot leniwie liże łapkę, przyglądając się, jak szeroko uśmiechnięty sąsiad sprawia świnię. Wolę nie wiedzieć, jak bardzo świąteczny to dzień dla jego rodziny. Bose dzieci stoją przy drodze, gapiąc się na samochody. Sporo ludzi pracuje w polu, zgięci w pół wykonują  ręcznie czynności, które z użyciem traktora można by wykonać w godzinę. Ale tutaj ten, kto ma traktor, jest bogaty i nie wszyscy mogą liczyć na takie udogodnienia.  Bród i beznadzieja. Stąd nie ma ucieczki, kto tu się urodził, tu umrze i prawdopodobnie przez wiele pokoleń nic jeszcze tego nie zmieni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Baoguo, położone u stóp Emei, to inny świat, to chińskie Zakopane, kurorcik, kraina sklepów z pamiątkami i dobrobytu. Szczęśliwi turyści robią zdjęcia pod każdym drzewem, pomnikiem i domkiem, szczęśliwi mieszkańcy narzucają na wszystko czterokrotną marżę i zacierają ręce myśląc o zyskach. Poszczęściło im się, święta góra zapewnia miasteczku dostatek. Szybko znalazłam polecony mi u Sima hostel, równie szybko okazało się, że miejsc już nie ma. No tak, w przewodniku ostrzegali – „postaraj się unikać podróży na Emei podczas świąt państwowych”. A czy ja miałam jakiś inny termin do wyboru? Ugodziłam się z pracującą w recepcji kobietą, że przenocuje mnie za 60 yuanów. Na to jeszcze  mnie stać. W międzyczasie okazało się, że hostelowe  dormitorium z sześcioma łóżkami wynajęła grupa Francuzów, pięciu grzecznie wyglądających chłopców. Ku mojemu zaskoczeniu zaprotestowali, gdy zapytałam, czy mogę zająć szóste łóżko. Primo – hostel to takie schronisko, więc co za wredni ludzie z was, ekipo Francuzów? Secundo – albo geje albo jakaś tajemnicza sekta. Powędrowałam do domu kobiety z recepcji. Kiedy zadowolona z siebie otworzyła przede mną drzwi małego pokoiku, obie zrobiłyśmy krok w tył. Odetchnęłam szybko, bo to, co zobaczyłam na ścianie, wzięłam za zabawkę z jednego ze sklepów z pamiątkami, ale kobieta powstrzymała mnie przed przyjrzeniem się jej z bliska. Siedzący na ścianie czarny, włochaty pająk o rozstawie nóg sięgającym dwunastu centymetrów był prawdziwy. Zaproponowałam, że złapię go miską i kartonikiem, ale dostałam pokoik naprzeciwko. Bo te pająki podobno umieją skakać. Cudnie. Z nadzieją, że nie umieją przenikać przez ściany poszłam spać.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Następnego dnia w kompletnych ciemnościach żegnając się z moja gospodynią zasięgnęłam ostatecznych informacji o górze. Dwa dni na szczyt, jeden dzień na dół. W drogę!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Lekkim niepokojem napawała mnie fatalna widoczność – powyżej zalesionych wzgórz nie było widać nic, prócz bieli. Po kilku godzinach szybkiego marszu prawie płaskimi alejkami, zaczęły się schody, nie w przenośni, dosłownie. Schody w górę i schody w dół, strome, strome, strome. Mam wrażenie, że moje łydki rosną i rosną, że zaraz rozerwą spodnie. Dobrze im tak, zawsze były za chude... Mijam całe rodziny zasapanych, podpierających się kijkami Chińczyków. Jako jedyna niosę spory plecak. Skąd mogłam wiedzieć, że podczas październikowych wakacji tragarze wnoszą pod górę zapasy, żeby oferować pielgrzymom owoce, makaron na zimno, napoje. Wszystko nieludzko drogie, ale czemu się dziwić – wnieść to nie jest lekko.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Ja w moim plecaku miałam praktycznie wszystko, co mogło by się przydać – od ubrań na wypadek nagłego ataku zimy, przez sporo dobrego jedzenia, do apteczki rozmiarów i wagi cegły, kryjącej zestaw ratunkowy mający zapewnić przeżycie w razie ataku atomowego. Z lekkim uczuciem wyższości, w pełni samowystarczalna, szybko szłam w górę, żałując trochę, że górę Emei odarto nieco z tego, co w górach najpiękniejsze – uroku nieprzewidywalności.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nastrój poprawił mi się, gdy na wysokości mniej więcej półtora tysiąca metrów zaczął lać deszcz i gęsta mgła spowiła las. Wyjęłam z plecaka kurtkę przeciwdeszczową i dalej całkiem zadowolona szłam po schodach, wyprzedziwszy większość piechurów byłam wreszcie sama. Upodobanie do słuchania kropli deszczu i własnego, spowolnionego toku myśli sprawia, że uwielbiam takie chwile. Plecak na plecach, zapach mokrej ziemi, ostre, świeże powietrze. Choćby wzdłuż szlaku na szczyt rozstawiono setkę kramów, góra pozostanie górą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pogoda zaczęła się poprawiać i na drodze przede mną z mgły wyłoniła się drobna, siedząca figurka. Małpka. Spojrzała na mnie obojętnie, podczas gdy ja uśmiechnęłam się szeroko. Cóż za miłe spotkanie!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nad moją głową zamykał się tunel z gałęzi, po lewej stronie zbocze pięło się ostro w górę, po prawej między drzewami nie widać było nic, oprócz bieli. Kawałek wyżej ku mojemu zdziwieniu okazało się, że turyści zbierają się w większe grupy, żeby przejść przez fragment drogi, nad którym władanie przejęło stadko małp. Zdawały mi się zupełnie nieszkodliwe, póki plecak idącego przede mną mężczyzny nie został w ułamku sekundy otwarty, a zawartość porwana ku koronom drzew przez dwie ewidentnie działające w porozumieniu małpy. A to sprytne stworzenia! Odtroczyłam od mojego plecaka bambusowy kij zabrany na taką właśnie ewentualność i przysięgłam sobie w razie czego prać bez litości te bestie, usiłujące oszukać pielgrzyma niewinnymi spojrzeniami.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Kolejny odcinek trasy pokonałam znów idąc sama. Co jakiś czas mijała mnie sympatycznie wyglądająca para, co jakiś czas ja mijałam ich. W końcu przy okazji robienia zdjęć nawiązała się rozmowa i zdecydowaliśmy iść dalej razem. Ładna wysoka dziewczyna biegła w górę po schodach z prędkością, przy której o mało nie wyplułam płuc. Zamierzali jeszcze dziś stanąć na szycie Emei, tam przenocować, by rano zobaczyć wschód słońca. Pomysł bardzo mi się spodobał i obiecałam sobie nie zwalniać. Godzinę przed szczytem, w miejscu, do którego dochodzi asfaltowa droga wiodąca z drugiej strony góry mniej stromym zboczem, dowiedzieliśmy się, że na szczycie nie ma miejsc noclegowych. Przeklęłam w duchu turystyczne busiki, dowożące tu zbyt leniwych pielgrzymów.  Z mojego punktu widzenia droga powinna być otwarta tylko dla zaopatrzeniowców i służb ratowniczych, tak jak ma to miejsce w Tatrach na drodze z Brzezin do Murowańca. Chińczycy niestety nad uroki gór przedkładają uroki pieniądza i za 30 yuanów każdy w trzy i pół godziny może zostać zawieziony tu, gdzie ja dotarłam po dwunastu godzinach morderczej wędrówki po schodach.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wraz z Wiki, instruktorką pływania (tajemnica żelaznej kondycji rozwiązana) i jej chłopakiem, którego imienia nie pamiętam, postanowiliśmy razem wynająć pokój, żeby obniżyć nieco koszty. Ceny okazały się szalone. Za trzy osobowy pokój, warunki spartańskie, zapłaciliśmy 450 yuanow.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wejście prawie na sam szczyt Emei w jeden dzień okazało się nie być przysłowiową pestką i czując tętniący w łydkach ból nie mogłam spać. O czwartej rano wyłączyłam budzik już umyta (w zimnej wodzie) i ubrana. Wyszliśmy na drogę, ale nieco zdegustowani ogólnym „uturystycznieniem” postanowiliśmy nie udawać alpinistów i wyjechać na górę kolejką. Posunięcie mądre o tyle, że zajęliśmy dobre miejsca do podziwiania wschodu słońca. Głupie, bo zamiast maszerując, na wschód słońca czekaliśmy stojąc i trzęsąc się jak galaretki przez dobre dwie godziny.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pogoda nie dopisała. Wschodu widać nie było. Zawiedzeni, jak wszyscy inny, zaczęliśmy zwiedzać Świątynie Złotego Szczytu i podziwiać ogromną stupę buddy Puxiana. Nagle ten całkiem spory, zgromadzony na szczycie tłum, dzikim biegiem ruszył w kierunku miejsca, gdzie bezskutecznie czekaliśmy na słońce. I okazało się że mgła opadła, jest pod nami, w dole, a nad kłębami białej waty, śmietany, puchu, czy lodów, wznosi się gorąca, pomarańczowa kula słońca. Po chwili wszystko zalało złoto.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Tak oto dobre trzy setki ludzi na szczycie masowo dostąpiły błogosławieństwa buddy. I nawet ta masowość chyba nikomu nie przeszkadzała, piękno wschodu na górze Emei sprawiło, że tłum ucichł, w skupieniu obserwując to mistyczne zjawisko.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Zmarznięta, zmęczona, ale szczęśliwa,  zeszłam w dół do miejsca, w którym spędziłam noc. Tam zrządzeniem losu znów spotkałam zaprzyjaźnioną parę i wszyscy razem wsiedliśmy w busik do Baoguo. Wiki zachęciła mnie opowieścią o szalonej drodze stu zakrętów. Żeby pozostać wierna prawdzie przyznam, że wielkiej zachęty nie potrzebowałam, moje nogi bardzo wyraźnie domagały się odpoczynku. Zdecydowanie więcej sensu miało by wejście na Emei rozłożone na dwa dni, ale w świątyniach położonych wzdłuż szlaku tak czy inaczej nie było już miejsc noclegowych, a kultura backpackerska nie jest tu chyba dobrze znana i nigdzie nie można wynająć podłogi.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pierwotnie po wejściu na Emei zamierzałam odpocząć jeden dzień w Baogou i wsiąść w autobus do Leshan, gdzie znajduje się największy na świecie posąg buddy. Zdecydowałam się jednak odłożyć tę wycieczkę na inny czas - inny niż święto narodowe. Czekam teraz na chińską zimę, liczę, że chłód zatrzyma turystów w domach i wtedy udam się do Leshan.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Trzy godziny jazdy szaloną drogą w dół Emei, przesiadka w Baoguo, kolejna w miasteczku Emei i znalazłam się znów w Chengdu. Myślałam o przenocowaniu u Sima, ale nieplanowane wydatki ostatnich paru dni zrobiły ze mnie sknerę i za 4 yuany wsiadłam w bus do Longquan.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pamiątki z wycieczki na Emei? Jak zwykle doświadczenie i dużo zdjęć. Wspomnienia pięknego wschodu słońca. I ból łydek, który nie opuści mnie chyba przez najbliższe dwa tygodnie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8980926016739992144?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8980926016739992144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8980926016739992144' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8980926016739992144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8980926016739992144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/06/emei-tym-razem-naprawd.html' title='Emei - tym razem naprawdę'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6010366927611826043</id><published>2008-10-01T07:20:00.000-07:00</published><updated>2008-10-02T02:08:55.776-07:00</updated><title type='text'>Emei</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; W sobotę wieczorem, po dość zdezorganizowanym dniu ostatecznych przygotowań, przedszkolanki odtańczyły na chwałę kraju, komunizmu, przewodniczącego Mao i tego typu bzdetów całkiem niezły taniec. &lt;span style=""&gt;B&lt;/span&gt;ardzo żałuję, że  musiałam odmówić, gdy miesiąc temu pytały mnie, czy wystąpię z nimi (próby zbiegły się w czasie z pobytem Magdy). Zrobiły na mnie duże wrażenie. Przynajmniej one. Reszta zespołów uczestniczących w uroczystości - każdy z nich reprezentujący dany zakład pracy - nie była nawet w połowie tak dobra. W połączeniu z siąpiącym deszczem żenujące popisy przerywane okrzykami „Chiny! Jaoyou!” doprowadziły mnie do stanu co najmniej lekkiej irytacji. Nigdy nie znosiłam kolonii dla dzieci, a to, co miałam okazję podziwiać,  przywodziło na myśl właśnie kolonię. Zresztą nie poraz pierwszy od czasu przyjazdu do Chin miałam tego typu skojarzenie. Żeby nie tłumaczyć długo – Chińczycy zachowują się często, jak banda dzieciaków, którym ktoś musi powiedzieć, co mają robić.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Brzydzę się rasimem, przez co większym jeszcze smutkiem napawa mnie konkluzja, że Chińczycy, jako naród, wydają się po prostu głupi. Starałam się wybić sobie z głowy tego typu generalizacje do momentu, w którym Denna, jakby nie patrzeć pełnokrwista Chinka, sama z pełną powagą wsunęła taki wniosek. Zresztą może, żeby oprzeć się na moim doświadczeniu i nie posuwać za daleko, powinnam powiedzieć, że tylko mieszkańcy Syczuanu sprawiają wrażenie idiotów... Nie mam pomysłu, jak ująć tę myśl, żeby nie była tak rażąca, jaką jest i chyba nic już z tym nie zrobię.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Po pierwsze, Chińczycy są infantylni. Śmieszą ich dziecinne żarciki, oglądają filmy przeznaczone dla widowni „plus trzy”, przepychają się i szarpią dla zabawy chyba niezależnie od wieku.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Po drugie, Chińczycy są zdezorganizowani. Za nic nie umieją się wziąć, wszystko odkłądają na później, wszelką odpowiedzialność starają się zrzucić na innych, co w końcu prowadzi do ogólnej kłótni na temat „kto ma się &lt;i&gt;tym&lt;/i&gt; zając?”, podczas kiedy nikt już nie pamięta, co było owym tym.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczycy nie wiedzą, co to skrępowanie. Śpiewają, nastawiają muzykę z komórek nawet zwiedzając świątynie, drą się w parkach narodowych, żeby usłyszeć echo. Załatwiają potrzeby fizjologiczne nie przymykając drzwi od kabiny toaletowaj, charczą i smarczą, gdzie popadnie. Co nie jest chyba elementem ich tysiącletniej kultury, bo nie tylko mi się to nie podoba, ale i w miastach karane jest grzywną. Teoretycznie.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczycy pieją owładnięci ekscytacją i pokazują mnie palcami, gdy idę ulicą. Niektórzy nie są wstanie przyswoić, że jestem zdolna do aktu komunikacji w ich języku. Przecież wyglądam, na niemowę. Albo przynajmniej na Amerykankę, wszystko jedno, bo ani z jednym ani z drugim porozumieć się wszak nie da. Nawet jeśli wyraźnie po chińsku pyta, po ile jabłka.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczycy nie umieją korzystać w dóbr, do których mają dostęp. Najlepszym na to przykładem jest sauna w Blue Ideal, gdzie od włażenia nogami na ławeczkę, rzeczona ławeczka załamała się, a od kręcenia w kółko klepsyderką, rzeczona klepsyderka urwała się. (Rymuję?) Chińczycy nie zdejmują folii ochronnej z nowo kupionych mebli, skuterów, urządzeń elektronicznych, czekąją aż sama się porwie, urwie, krótko mówiąc spadnie na ziemie, a co na ziemi, to nie moje – zgodnie z tą zasadą na chodniku lądują także wszysktkie papierki, niedojedzone potrawy, pety i chustki higieniczne.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczyków stać na względnie dobre i szybkie samochody i jeżdżą nimi po względnie dobrych, w porównaniu z polskimi bardzo dobrych, drogach i autostradach. Co nie jest nadal wystarczającym powodem do używania lusterek i kierunkowskazów, przecież łatwiej jest wciskać klakson za każdym razem, gdy się mija inny pojazd. Zresztą w ten sposób można też donośnie oznajmić, że właśnie oto nadjeżdżam.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczycy mają pod nosem setki znanych europejskich i amerykańskich marek. Każdy ma dostęp do tanich podróbek, Chińczycy obwieszają się więc Diorem, D&amp;amp;G, Versace, czy Burrbery i mieszają to z Adidasem, Pumą i Reebokiem. Pysznie. Szkoda tylko, że często na jednej koszulce widnieje logo Pumy obok loga D&amp;amp;G. Albo że złoty napis Dior na srebrnych szpilkach nadrukowany jest w odbiciu lustrzanym. Oczy na prawdę, na prawdę bolą.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Chińczycy stoją grzeczne w kolejkach, tak długo, aż nie zaświta im w głowach myśl, że czegoś zabraknie lub na coś nie zdążą. Wtedy zaczynają się pchać tak intensywnie, że po chwili  nikt nie jest w stanie ruszyć się ani w jedną, ani w drugą stronę.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Te i wiele innych przykładów przywiodły mnie do ogólnego wniosku o debilizmie narodu Chińskiego. I cóż mogę mięć na swoją obronę? Otóż to, że nie neguję instenia ani normalnych, ani także wybitnych Chińczyków. A także to, że nie uważam debilizmu za cechę temu narodowi wrodzoną. Naród ten debilizmu nauczono i uczy się go dalej – od przedszkola po liceum tępiąc wszelkie przejawy kreatywności i indywidualizmu. Wiadomo przecież, że nie każdy będzie syoał dobrymi pomysłami, jak z rękawa i tylko niektórzy są do tego stworzeni. Tylko, że tych niektórych w Chinach sprowadza się szybko do parteru. Kiedy na zajęciach chcę pochwalić dziecko, bo przyniosło mi rekwizyty do zajęć, nauczycielka zaraz daje mu po łapach, bo przecież nikt mu nie kazał. Stosując taki model wychowania zabija się w ludziach inicjatywę i odwagę. Co do manier zaś, cóż – rewolucja wytępiła rodzimą arystokrację, ale odcieła też dostęp do alternatywnych wzorców z zachodu. Także zostali sami, jak określa ich Denna „village people”, wioskowi ludzie.  Mężczyźni, którzy w upał podwijają koszulki, ukazując spocone brzuchy i kobiety, które odcharknąwszy, plują przez okno autobusu. Dzieci, które kucają na środku chodnika, żeby zrobić siusiu. A Denna? Denna jest magistrem czegoś tam i to wystarczy. Choć uniwersytety są państowe, ludzie posiadający dostęp do informacji i umiejętność ich syntezowania, od nowa uczą się myśleć sami. Tylko co im z tego przychodzi? Denna opiera w pracy głowę na biurku, wzdycha „co za banda debili z tych Chińczyków” i dalej cierpliwie podszeptuje nieporadnej pani dyrektor, jak zarządzać przedszkolem.  Nie zmieni pracy, bo tu jej wystarczająco dobrze płacą i na pewno nie wyrzucą. Tylko czasem cichutko coś sobie mamroczę, że chciałaby otworzyć firmę. Jakoś jej nie wierzę, choć życzę jak najpepiej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  A ja miałam napisać o zupełnie czym innym, zamiast tego popełniłam kawałek tekstu, który zdradza, że tęskno mi do zachodniej kultury. Albo do braku kultury, byle tylko w wersji zachodniej. Bronisław Malinowski, mądry człowiek, miał rację, kiedy mówił, że trzeba mieć jakąś odskocznię od codzienności wśród tubylców.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Boże, jak dobrze, że moi tubylcy noszą buty z krzywym napisem Dior, a nie spódniczki z trawy...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Jestem potwornie zmęczona, a na okazję Dnia Narodowego huczą sztuczne ognie. Chyba i tak zasnę. A jak już się obudzę, co nie powinno nastąpić wcześniej niż za dwanaście godzin, zabiorę się wreszcie do opisania cudowności, które zwiedziłam z Magdą, nierozstrzygniętej walki o wizę i  samotnej wycieczki na górę Emei. A później przejadę się do Bookworma popatrzeć na zblazowane białe twarze ludzi zachodu, co powinno pozytywniej, a przynajmniej z większą tolerancją, nastawić do chińszczyzny.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Poniżej zdjęcia z Emei.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Po raz kolejny, dobranoc.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  I teraz już wiem, że ten post powinien mieć tytuł „Życie antropologa jednak nie było takie proste, jak ci się Zosiu wydawało, kiedy czytałaś o przygodach odważnych naukowców i myślałaś, że też byś tak chciała”.  Zastanawiam się, czy powyższy tekst nosi jakiekolwiek znamiona sensu bądź logiki, bo teraz właśnie, kiedy wklejam go na bloga, jestem zupełnie nieprzytomna.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6010366927611826043?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6010366927611826043/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6010366927611826043' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6010366927611826043'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6010366927611826043'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/emei.html' title='Emei'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-2190429592516762683</id><published>2008-10-01T04:06:00.000-07:00</published><updated>2008-10-01T05:29:51.802-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbdIPsEuI/AAAAAAAAAUw/Lv7Aoc5MdTQ/s1600-h/100_1067.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbdIPsEuI/AAAAAAAAAUw/Lv7Aoc5MdTQ/s200/100_1067.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252142146431750882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kolacja przed drogą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbWzMlqOI/AAAAAAAAAUo/OVVfPcAp9UQ/s1600-h/100_1080.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbWzMlqOI/AAAAAAAAAUo/OVVfPcAp9UQ/s200/100_1080.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252142037702387938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Siódma rano, czas ruszać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbQhjcICI/AAAAAAAAAUg/Xs8aKze72-w/s1600-h/100_1091.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbQhjcICI/AAAAAAAAAUg/Xs8aKze72-w/s200/100_1091.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141929887178786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nowoczesność w domu i zagrodzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbKY91Q0I/AAAAAAAAAUY/-CTyx2YeN-A/s1600-h/100_1088.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbKY91Q0I/AAAAAAAAAUY/-CTyx2YeN-A/s200/100_1088.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141824502743874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Bardzo Żółte Kukurydze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbD_F7KZI/AAAAAAAAAUQ/5Lsg9iVIpUI/s1600-h/100_1090.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbD_F7KZI/AAAAAAAAAUQ/5Lsg9iVIpUI/s200/100_1090.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141714478147986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To dopiero początek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONa75kUvkI/AAAAAAAAAUI/6pVBRGPJYDs/s1600-h/100_1104.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONa75kUvkI/AAAAAAAAAUI/6pVBRGPJYDs/s200/100_1104.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141575556087362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Małpka modelka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONa2q1Cf1I/AAAAAAAAAUA/OhJyCFrNjJM/s1600-h/100_1111.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONa2q1Cf1I/AAAAAAAAAUA/OhJyCFrNjJM/s200/100_1111.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141485700317010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Małpka nieletnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONavZoK52I/AAAAAAAAAT4/WEQMh5S1oEg/s1600-h/100_1115.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONavZoK52I/AAAAAAAAAT4/WEQMh5S1oEg/s200/100_1115.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141360823854946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wiszący mostek,  ciekawe dlaczego nie da się zrobić ostrego zdjęcia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONrkabHLBI/AAAAAAAAAU4/QeBSE7hMfgU/s1600-h/100_1131.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONrkabHLBI/AAAAAAAAAU4/QeBSE7hMfgU/s200/100_1131.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252159863756631058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"Łer Spajdermen?" spytał mnie stojący obok chłopiec. Jak to, łer. Zajęty, świat ratuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaosldP6I/AAAAAAAAATw/SrWfBnmtahM/s1600-h/100_1126.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaosldP6I/AAAAAAAAATw/SrWfBnmtahM/s200/100_1126.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141245653663650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Widmowe drzewa we mgle&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaibIdTwI/AAAAAAAAATo/GlpDkJUzmT4/s1600-h/100_1137.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaibIdTwI/AAAAAAAAATo/GlpDkJUzmT4/s200/100_1137.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141137889414914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przed Jeziorem Słoniowej Kąpieli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONac3T7rRI/AAAAAAAAATg/rqVo3ktPeHM/s1600-h/100_1140.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONac3T7rRI/AAAAAAAAATg/rqVo3ktPeHM/s200/100_1140.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252141042374520082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Rozpogadza się pod wieczór&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaTjeeT_I/AAAAAAAAATY/klg2Bj7Crxg/s1600-h/100_1211.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaTjeeT_I/AAAAAAAAATY/klg2Bj7Crxg/s200/100_1211.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252140882431201266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Masowe błogosławieństwo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaOcIx2gI/AAAAAAAAATQ/0Hr0I7Cm21g/s1600-h/100_1232.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaOcIx2gI/AAAAAAAAATQ/0Hr0I7Cm21g/s200/100_1232.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252140794561812994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Złoty wschód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaH5k1wCI/AAAAAAAAATI/WCj-8YuNyto/s1600-h/100_1235.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaH5k1wCI/AAAAAAAAATI/WCj-8YuNyto/s200/100_1235.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252140682205052962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie umiałam oddać na zdjęciu jego piękna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaBWvBIkI/AAAAAAAAATA/rTOtYlzSlAA/s1600-h/100_1243.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONaBWvBIkI/AAAAAAAAATA/rTOtYlzSlAA/s200/100_1243.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252140569773285954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Malarstwo tuszem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONZ73AABNI/AAAAAAAAAS4/MmF9be-Gpbw/s1600-h/100_1205.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONZ73AABNI/AAAAAAAAAS4/MmF9be-Gpbw/s200/100_1205.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252140475355235538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Stupa Puxiana jest na prawdę duża..&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-2190429592516762683?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/2190429592516762683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=2190429592516762683' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2190429592516762683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/2190429592516762683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/10/blog-post.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONbdIPsEuI/AAAAAAAAAUw/Lv7Aoc5MdTQ/s72-c/100_1067.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6057549691485447182</id><published>2008-09-26T07:23:00.000-07:00</published><updated>2008-09-26T07:32:13.631-07:00</updated><title type='text'>ojejej, jak tu zacząć.. działo się, działo</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nie pisałam od ponad dwóch tygodni. Zupełnie wybiłam się z rytmu i nie wiem, jak zacząć.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Od wczoraj bez przerwy pada. Obudziłam się dziś i stwierdziłam, że temperatura spadła o dziesięć stopni. Chińczycy powyciągali jakieś pomięte marynarki, Chinki trochę mniej pomięte żakiety. Ale nadal nie mogę zrozumieć, po jaką cholerę w sklepach pojawiły się watowane kurtki we wściekłych kolorach, przypominające puchową odzież alpinistów. Chyba aż tak zimno się tu nie zrobi, nadal przecież nawet w nocy słupek rtęci nie schodzi poniżej dwudziestego stopnia. Poza tym, kurtki i pulowerki doszczętnie wyparły tiszerty i wcale mi się to nie podoba, bo kicz tiszertowy nawet lubię, ale na większych sztukach odzieży ten numer po prostu nie przechodzi.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Nie mogłam pisać na bieżąco, bo ku mojemu zaskoczeniu miałam gościa. Wysłałam do Polski sporo listów z zaproszeniami, umożliwiającymi wyrobienie Chińskiej wizy. W odpowiedzi na taki właśnie list w moich drzwiach stanęła Magda. W pierwszej chwili trochę przeraziłam się perspektywą, że mój błogi spokój zostanie zmącony, a szerokim łóżkiem będę się musiała podzielić.  Ale to była na prawdę krótka chwilka. Ku zaskoczeniu i mojemu i Magdy, mimo pewnego podobieństwa naszych charakterów, które w dzieciństwie prowadziło do ostrych spięć między nami, w jednym mieszkaniu przez dwa tygodnie żyło nam się zaskakująco spokojnie i dobrze. Jedynym punktem zapalnym stało się okno – przeze mnie cichaczem zamykane, przez Magdę chwilkę później cichaczem otwierane. Zdaję sobie sprawę, że upodobanie do spania w duchocie to swojego rodzaju zboczenie, ale nic na nie nie mogę poradzić.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Spędziłyśmy dziewięć leniwych dni w Longquan i dwa niezwykle pracowite weekendy w Chengdu. Podczas tych weekendów zatrzymałyśmy się w hostelu u Maki i Sima, japońsko singapurskiej pary. Hostel stał się naszą bazą wypadową do świątyń, parków, centrów handlowych i ogólnie &lt;i&gt;wszystkich&lt;/i&gt; miejsc wartych zobaczenia w Chengdu. Pięciomilionowe miasto przestało mieć dla nas tajemnice. Mimo że mieszkam tu już trzeci mięsiąc, nadal Chengdu było dla mnie środowiskiem obcym, w pewnym sensie nieprzyjaznym – po przejściu stu metrów w dowolną stronę od stacji Xin Nan Men nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Po wyprawach z Magdą orientuję się w mieście lepiej, niż Denna. Wiem, które autobusy dowiozą mnie tam, gdzie zechcę, wiem, gdzie łatwo złapać taksówkę i które dzielnice robią się niebezpieczne po zmroku. Nie sądziłam, że w ciągu pięciu dni można poznać topografię miasta tak dobrze. Ale trzeba przyznać, że zrobiłyśmy po mieście i wokół niego taką ilość kilometrów pieszo i do tego w tak zawrotnym tempie, że mięśnie nóg bolały mnie jeszcze przez trzy dni po każdym z dwóch weekendów.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Teraz potrzebuje spokojnego popołudnia na to, żeby wszystkie widziane cuda opisać. Ale spokojne popołudnie nie wydaje się być mi danym w najbliższej przyszłości. Jutro, mimo że jest sobota, idę do pracy. Odrabiamy wakacje, które zaczynają się w poniedziałek w związku z Dniem Narodowym. Po godzinach odbędzie się uroczystość, na której przedszkolanki odtańczą choreografię na cześć żołnierzy, ratujących ofiary trzęsienia. Później liczę na wystawną kolację.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  W niedzielę także idę do pracy, a ponadto muszę pojechać do biura wizowego załatwić formalności. Na szczęście biuro wizowe też odrabia wakacje i jest czynne w niedziele. Jeśli tylko nie okaże się, że jestem w Chinach nielegalnie, wieczorem znów pojawię się u Sima, żeby w poniedziałek wczesnym świtem wyjechać w kierunku świętej góry Emei. Mam zamiar unikąć wszelkich busów, gondolek i tego typu nowoczesności i jak normalny zdrowy człowiek wejść na szczyt znajdujący się nieco powyżej trzech tysięcy metrów nad poziomem morza. Może nawet uda mi się zobaczyć stamtąd wschód słońca, tak piękny, że każdego, kto go ujrzał, uznawano za błogosławionego.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ale nie uprzedzajmy wypadków, czeka mnie jeszcze sporo pracy z opisaniem przygód, jakie w chińskiej krainie przeżyłyśmy z Magdą i mam nadzieje, że zrobię to nim rozpocznę wspinaczkę na Emei, w innym bowiem wypadku wszystko zleje mi się w jeden kolorowy sen o Chinach, w którym między dachami świątyń przeskakiwać będzie wdzięcznie boski Jet Li.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6057549691485447182?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6057549691485447182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6057549691485447182' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6057549691485447182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6057549691485447182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/09/ojejej-jak-tu-zacz-dziao-si-dziao.html' title='ojejej, jak tu zacząć.. działo się, działo'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-4434557681195884356</id><published>2008-09-21T06:39:00.000-07:00</published><updated>2008-10-01T05:32:06.710-07:00</updated><title type='text'>There is no sky in China</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zdjęcia ze świątyń w mieście i poza nim, ze świętej góry Qingsheng, z Chengdu nocą i za dnia. Pomieszane, nie chronologiczne. Migawki z Krainy Snów, Meng Du. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;There is no sky in China. Brzmi, jak slogan z reklamy biura podróży, tylko treść jakaś dziwna. Tak Magda, używszy języka Angielczyków, skwitowała białe plamy na świeżo zrobionych zdjęciach. Rzeczywiście, budynki, drzewia, ludzie - wszystko wygląda, jak wycięte i naklejone na białą kartkę. Syczuan nie jest przychylny fotografom, a już na pewno nie fotografom amatorom. I wszystkim tym, którzy nie władają fotoszopem - im też Syczuan nie jest przychylny. Mówi się trudno i wrzuca się fotki takimi, jakimi są, ewentualnie troszkę przy nich pogrzebawszy za pomocą painta... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Relacje z odwiedzonych miejsc już wkrótce. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZU02TvD4I/AAAAAAAAAOc/-nP94opM2So/s1600-h/1.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZU02TvD4I/AAAAAAAAAOc/-nP94opM2So/s200/1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475682655113090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUujoRpqI/AAAAAAAAAOU/ZdVBaZKcqyk/s1600-h/2.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUujoRpqI/AAAAAAAAAOU/ZdVBaZKcqyk/s200/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475574561777314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUpnRh7qI/AAAAAAAAAOM/7_cD14nQ0Vs/s1600-h/3.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUpnRh7qI/AAAAAAAAAOM/7_cD14nQ0Vs/s200/3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475489640771234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUkLIxiaI/AAAAAAAAAOE/TGAhGkUu7D0/s1600-h/4.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUkLIxiaI/AAAAAAAAAOE/TGAhGkUu7D0/s200/4.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475396188506530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUeB7RaEI/AAAAAAAAAN8/ox_4d4RbkN4/s1600-h/5.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUeB7RaEI/AAAAAAAAAN8/ox_4d4RbkN4/s200/5.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475290636740674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUWExzbgI/AAAAAAAAAN0/Pp6XSsXRxb4/s1600-h/6.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUWExzbgI/AAAAAAAAAN0/Pp6XSsXRxb4/s200/6.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475153963380226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUP2sTcVI/AAAAAAAAANs/7v0D1x2lGsM/s1600-h/7.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUP2sTcVI/AAAAAAAAANs/7v0D1x2lGsM/s200/7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248475047103000914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUKOmdK9I/AAAAAAAAANk/yocyvT1gdgw/s1600-h/8.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUKOmdK9I/AAAAAAAAANk/yocyvT1gdgw/s200/8.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474950441708498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUFzHF18I/AAAAAAAAANc/JZ8O6Sh621o/s1600-h/9.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUFzHF18I/AAAAAAAAANc/JZ8O6Sh621o/s200/9.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474874342922178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUAD_LECI/AAAAAAAAANU/eQiUJhAU1Ig/s1600-h/10.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZUAD_LECI/AAAAAAAAANU/eQiUJhAU1Ig/s200/10.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474775793897506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZT3tr3tGI/AAAAAAAAANM/ZsQ-xl2VrpE/s1600-h/11+%282%29.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZT3tr3tGI/AAAAAAAAANM/ZsQ-xl2VrpE/s200/11+%282%29.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474632368403554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTxYnwEpI/AAAAAAAAANE/_qNb2-CsQYk/s1600-h/12.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTxYnwEpI/AAAAAAAAANE/_qNb2-CsQYk/s200/12.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474523634766482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTr9h1ScI/AAAAAAAAAM8/99_f2QGvuTw/s1600-h/13.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTr9h1ScI/AAAAAAAAAM8/99_f2QGvuTw/s200/13.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474430462839234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTkiq053I/AAAAAAAAAM0/99PUcStdmTk/s1600-h/14.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTkiq053I/AAAAAAAAAM0/99PUcStdmTk/s200/14.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474302993721202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTeTwQKdI/AAAAAAAAAMs/osvShPjk3uU/s1600-h/15.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTeTwQKdI/AAAAAAAAAMs/osvShPjk3uU/s200/15.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474195910732242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTXOvyveI/AAAAAAAAAMk/vXZNFSxIRP4/s1600-h/17.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTXOvyveI/AAAAAAAAAMk/vXZNFSxIRP4/s200/17.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248474074307542498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTQrzdlCI/AAAAAAAAAMc/rOZGlHqt0Lo/s1600-h/18.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTQrzdlCI/AAAAAAAAAMc/rOZGlHqt0Lo/s200/18.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248473961848476706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTJkVzLgI/AAAAAAAAAMU/Fnu_s1wKlY0/s1600-h/19.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZTJkVzLgI/AAAAAAAAAMU/Fnu_s1wKlY0/s200/19.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248473839585930754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONtsD8DSlI/AAAAAAAAAVA/SUYPjYi2AZc/s1600-h/DSC00330.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SONtsD8DSlI/AAAAAAAAAVA/SUYPjYi2AZc/s200/DSC00330.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252162194182982226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;Ostatnie zdjęcie z hostelu u Sima i Maki. Link z boku strony.&lt;br /&gt;Zdjęcie pary na pasach z cyklu "Znajdz nie pasujący element".&lt;br /&gt;I jest pewien szczególny powód, dla którego fotografuje w Chinach pająki.&lt;br /&gt;Acha, jeszcze jedno. Dziewczynka wkładająca kijek do sadzawki w rzeczywistości karmi karpie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-4434557681195884356?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/4434557681195884356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=4434557681195884356' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4434557681195884356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4434557681195884356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/09/there-is-no-sky-in-china.html' title='There is no sky in China'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SNZU02TvD4I/AAAAAAAAAOc/-nP94opM2So/s72-c/1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6273412706544891197</id><published>2008-09-10T07:10:00.000-07:00</published><updated>2008-09-12T07:26:41.254-07:00</updated><title type='text'>iluminacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Mojej makaronowej kobiety nie ma na jej stałym miejscu od dwu dni. Mam nadzieję, że wróci. Zmuszona sytuacją zjadłam kolację u innej kobiety, makaron miał lekko słodkawy posmak i był doskonały. Po posiłku urwałam kawałek ligniny z rolki stojącej na moim stoliku i wytarłam usta. Rzuciłam ligninę pod nogi, między skórki od arbuza i kulki ligniny pozostawione przez poprzednich klientów. Nowa makaronowa kobieta spytała mnie, czy się najadłam, czy mi smakowało. Pokiwałam z uznaniem głową, zapłaciłam dwa juany i klucząc między straganami wróciłam do mieszkania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;I olśniło mnie. O tym, gdzie jest koniec świata, nie decyduje, czy ludzie biegają w dżinsach czy w opasce biodrowej, albo czy mają, czy nie mają dvd. W Longquan ani dżinsów, ani dvd nie brakuje. To mentalność ludzi sprawia, że tu świat się kończy. To, czy społeczność rządzi się tymi samymi prawami, którymi rządziła się zanim przyszły dżinsy - to jest czynnik, który decyduje o tym, gdzie jest koniec świata. W Longquan jest kilka salonów fryzjerskich, ale i tak po nowe uczesanie chodzi się do golarza na rogu, który rozstawia swój kram codziennie koło południa. A do fryzjera się idzie po masaż głowy. I do póki tak jest, tu właśnie jest koniec świata. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6273412706544891197?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6273412706544891197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6273412706544891197' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6273412706544891197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6273412706544891197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/09/iluminacja.html' title='iluminacja'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6325988292343477038</id><published>2008-09-05T05:30:00.000-07:00</published><updated>2008-09-05T06:03:28.362-07:00</updated><title type='text'>W sumie, to  mi tu nadal dobrze</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; No i porobiło się. Stojąc na parkingu z  plastikowymi siatkami w obu rękach nie mogłam pomachać odjeżdżającemu w żółto-czarnej taksówce Meksykaninowi. Zresztą, muszę przyznać, że nie czułam specjalnej potrzeby. Zaskakujące, że jeszcze tak niedawno, niecałe dziesięć lat temu przyjaźnie zawierało się tak łatwo. Ot, poznało się kogoś i duchowe porozumienie właściwie gotowe. Dzieciństwo jednak było łatwiejsze.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Dwa miesiące spędzone z Arturo nie zaowocowały żadnym szczególnym porozumieniem, ani to duchowym, ani na pewno, i dzięki za to niebiosom, fizycznym. Mimo że w pewnym sensie byliśmy drużyną, graliśmy My – przeciw Nim. Oni to oczywiście szefostwo firmy w Pekinie, a tu w Longquan przemądrzała dyrektorka przedszkola, czasem Denna, czasem wszyscy Chińczycy. Bo nie da się ukryć, że biały człowiek jest tu inny, obcy.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Tak więc przez dwa miesiące, dzień w dzień, byłam ja i Arturo, Arturo i ja. I jest mi dokładnie obojętne, że widziałam go dziś prawdopodobnie ostatni raz w życiu.  Pa, pa.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Większe emocje niż odjazd Meksykanina wywołał spadek po nim – plastikowe siatki w rękach pełne makaronu instant i środków czystościowych. Trafiła mi się także butelka podłego wina marki Chengdu Red  i przewodnik po Chinach. Nieźle. Rzuciłam wszystko na podłogę w przedpokoju i zajmę się tym jutro.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Początkowo Arturo planował zostać w Longquan do stycznia. Rzeczywistość szybko plany zweryfikowała, bo nie mógł znieść małomiasteczkowej atmosfery i braku gejowskich klubów.  W sumie mogę go zrozumieć. Postanowił wyjechać stąd, jeśli tylko trafi mu się, a dokładniej sama wlezie w ręce, oferta pracy w ciekawszej okolicy. Sprawy uległy zmianie, gdy podczas wtorkowego lunchu, ni z gruchy ni z pietruchy, Denna dostała szału. Arturo dowiedział się, że uważa się za lepszego od Chińczyków, że nikt go nie lubi w pracy, że jest rasistą, że wiecznie narzeka i Denna absolutnie, ale to absolutnie ma tego dość. Nie wiem dlaczego dostało się właśnie jemu, skoro najwięcej problemów Denna ma z załatwianiem moich spraw – może dla tego, że jestem od Arturo ładniejsza i moje blond włosy troszkę zaburzyły jej ogląd sytuacji. W końcu na porządku dziennym są tu w stosunku do mnie komentarze typu „Och, jesteś bardzo piękna, wielu ludzi musi Cię kochać..!” Arturo też do brzydali nie należy, ale blond włosów nie ma i frustracje Denny spadły na niego.  Przelało to widać czarę goryczy, bo spakował się i wyniósł do Chengdu, do ekskluzywnego apartamentu swojego francuskiego kochanka. Podobno w przyszłym tygodniu ma lecieć do Pekinu, jakaś firma zdaje się potrzebować nauczyciela. I dobrze, krzyżyk na drogę, było miło. Serio. Chętnie wypiję z nim kiedyś zimne piwo w Mexico City, jeśli tylko mnie tam poniesie. I jeśli Arturo kiedykolwiek tam wróci, bo z jego deklaracji wynika, że w Chinach już chyba zostanie. Może odpowiada mu sytuacja, w której jest w centrum uwagi tylko dla tego, że nie ma skośnych oczu. A może ma zupełnie inne powody, bo przecież w Chińskich metropoliach mieszkają tysiące białych i nikt na nich nie zwraca uwagi, a zdaje się, że na prowincję Meksykanin już się nie wybiera.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  A mi na chińskim zadupiu w sumie całkiem dobrze. Mam swoje mieszkanko, mam mojego najlepszego przyjaciela Hjuleta Pakarda, no i mam za czym tęsknić. Czas w Warszawie wydaje mi się teraz czasem magicznym, znajomi paczką przyjaciół, jak z amerykańskiego serialu. Życie idealne. Dobrze mi się o tym myśli, zwłaszcza, kiedy tutejsza codzienność mnie irytuje. A zdarza się, że irytuje mnie mocno.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Cały problem, jaki miałam po kradzieży (oprócz świadomości, że za skradzioną sumę mogłabym kupić lustrzankę cyfrową) sprawił fakt, że mój paszport został wysłany do agencji wizowej i zostałam bez żadnego dokumentu. Szczęściem miałam skany i na tej podstawie zablokowałam konto w banku i załatwiłam kilka innych spraw. Wszystko było by pięknie, ale bez oryginału dokumentu nie mogłam podjąć pieniędzy. Nie mogłam wymienić także zachowanych na czarną godzinę dolarów, no bo bez paszportu niet, nie lza. Spoko. Żyłam za pożyczone. Już to wprawiało mnie w lekki stan irytacji. Irytacja pogłębiła się i można ją już spokojnie było nazwać niecenzuralnymi słowy, gdy Denna wręczyła mi i Arturo pakiet „rules for foreign teachers”, a w nim informacje, że nie wolno nam opuszczać mieszkań po dwudziestej trzeciej, że nikt nie może zostawać u nas na noc, że to siamto i owamto będzie karane grzywną w wysokości stu juanów, a z kolei inne przewinienia grzywną w wysokości dwustu. Szlag mnie trafił i natychmiast nasmarowałam maila to Pekinu, tłumacząc jak to ja nie chcę, nie mogę i generalnie to możecie się ugryźć. Rekord użycia form negacji w jednym liście został pobity, ale poziom mojej złości nie opadł. Wzrósł natomiast, gdy po prawie trzech tygodniach czekania przyszedł mój paszport, a w nim wiza turystyczna ważna jeden miesiąc. Jak burza wpadłam do gabinetu dyrektorki i zażądałam dostępu do telefonu. Oświadczenia, że jeśli dalej tak pójdzie niedługo zostaną w przedszkolu nie z jednym, ale bez żadnego zagranicznego nauczyciela poskutkowały. Idiotyczne przepisy nagle okazały się nieaktualne, a kwestia wizy oczywiście zostanie rozwiązana jak najszybciej. Przeprosiny troszkę mnie ułagodziły, ale sposób w jaki Chińczycy zabierają się do czegokolwiek hmm, no kolokwialnie mówiąc, rozwala mnie ten sposób.  Będąc nieco bardziej rozgarnięta niż ludzie, których zawodem (sic!) jest załatwianie wiz, podałam im adres do państwowego biura bezpieczeństwa w Chengdu, a także prywatnej firmy zajmującej się wizami – obie te instytucje za stosownymi opłatami mogą zaradzić zaistniałemu kryzysowi paszportowemu. Zachwytom nie było końca, jaka mądra, światowa z Ciebie kobieta, Sophie! Z tą wiedzą wszystko szybko załatwimy!  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Ludzie, co wy, gugla nie macie?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Ale w sumie, tak, całkiem mi dobrze na chińskim zadupiu. Teraz jak zwykle siedzę sobie w ulubionej herbaciarni i popijam napar z chryzantem. Podobno zdrowy.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;Kiedy zamówiłam go po raz pierwszy i podniosłam szklankę do ust, zapach w ułamku sekundy przeniósł mnie w okolice Witerbskiej w Dzień Zaduszny, między ludzi tłoczących się przed bramą cmentarną.  Muszę powiedzieć, że intensywność doznania była niesamowita. Choć pachnie cmentarnie, to nadal całkiem przyjemnie. Jest mi dobrze. Jest mi spokojnie. Tak naprawdę wszystkie te perypetie z ostatnich dni mało mnie obchodzą i dalej leniuchuję sobie bezkarnie, robię to, na co w Polsce nie ma czasu. Jutro spędzę cały dzień w Blue Ideal – najpierw w siłowni a później na basenie, wypluskam się i wysaunuję. Może wieczorem wykaligrafuję kilka znaków. Obejrzę bzdury na jutjubie, przejdę się na nocny targ.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  A teraz muszę kończyć, bo z Polski przyszedł do mnie Twój Styl i mam zamiar zagłębić się w lekturze. W horoskopie wyczytałam już, że „chciałabym wspiąć się w szpilkach na Kilimandżaro”. Tak, to zdecydowanie ja!  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Komary nie dają za wygraną, jakieś inne robaczydła wydają miłe dźwięki, przed herbaciarnią kilka osób rozgrywa turniej w badmintona. Miło.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6325988292343477038?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6325988292343477038/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6325988292343477038' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6325988292343477038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6325988292343477038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/09/w-sumie-to-mi-tu-nadal-dobrze.html' title='W sumie, to  mi tu nadal dobrze'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7794227882728745586</id><published>2008-08-24T21:27:00.000-07:00</published><updated>2008-08-24T21:50:37.154-07:00</updated><title type='text'>Riksza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Riksze w Longquan należą do jednej korporacji, jak wszystko w miasteczku prawdopodobnie do Aerospace Company. Co robi aerospejs, oprócz tego, że posiada wszystko, łącznie z moim przedszkolem, nie wiadomo. Nazwa sugerowała by coś mocno kosmicznego, a że opatrzono to coś klauzulą "ściśle tajne", wolę chyba nie zgłębiać tematu. Tak czy inaczej, riksze też należą do aerospejsu. Wszystkie pomalowane są na żółto, a rikszarze noszą czerwone koszule. Jazda ode mnie na dworzec autobusowy kosztuje cztery juany.&lt;br /&gt;Gdy nie da się znieść upału, riksza daje chwilę wytchnienia. Na wygodnym ocienionym siedzeniu, bezpiecznie schowana przed ciekawskim wzrokiem przechodniów, sama mogę patrzeć na wszystko, bo riksza jedzie dostatecznie wolno żeby dostrzegać szczegóły i dostatecznie szybko, by się nimi nie znudzić. Patrzę na sklepy i na restauracje, na ludzi jedzących ryż i na sprzedawców wędzonego kociego mięsa. Na życie ludzi mieszkających przy tych uliczkach, na które nie chciałabym wybrać się spacerem. Na mężczyzn grających w chińskie szachy, kucając nad planszą rozłożoną na ziemi. Na kobietę zarzynającą kurę, żeby sprzedać ją na targu. Na dzieci grające w piłkę i bawiące się ze szczeniętami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu, po całonocnej ulewie i burzy, od gór z zachodu przyszło chłodniejsze powietrze. Rikszarze zaczęli jeździć szybciej, na zakrętach wychylając całe ciało, by nie przewrócić pojazdu. Wczoraj riksza, którą jechał Arturo zderzyła się z dwoma rowerami, była wielka sensacja-atrakcja dla wszystkich w okół. Myślę, że i mnie to nie minie, slalom między straganami, rowerami, pieszymi poruszającymi się bez zastosowania żadnych zasad i  pędzącymi autobusami, klaksonem oznajmiającymi, że należy zejść im z drogi, musi często kończyć się stłuczką. Oby z rowerem, a nie z autobusem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy opowiedziałam Dennie moją sobotnią przygodę na targu He Hua Chi. Spojrzała na mnie dziwnie i zapytała "A co ty tam w ogóle robiłaś?". Okazało się, że choć towary są tam tanie, zakupy nader często przychodzi opłacić bardzo słono. Denna nie wydała się szczególnie zszokowana tym, co mnie spotkało. Dowiedziałam się, że sama straciła portfel z trzema tysiącami juanów, odtwarzacz mp3, okulary słoneczne i ...dużo kosmetyków - puderniczki, drogie szminki, tusz do rzęs. Po prostu w Chinach, co jakiś czas coś znika z twojej torebki i nie pytaj, jak to się stało. Przestałam się czuć, jak ostatnia ofiara losu. Saszetka wraca do łask, a na targ He Hua Chi sama już się nie wybiorę. Nie chcę dać się ponownie okraść, a przyłapać niedoszłego złodzieja też nie mam ochoty. Oczami wyobraźni już widzę tę aferę. Nie, dziękuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz idę spać. Godzina drzemki i znów do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7794227882728745586?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7794227882728745586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7794227882728745586' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7794227882728745586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7794227882728745586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/riksza.html' title='Riksza'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5497901124149070949</id><published>2008-08-23T04:05:00.001-07:00</published><updated>2008-08-23T04:42:41.042-07:00</updated><title type='text'>I love China</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Sobota. Coś trzeba zrobić z czasem. Wyjść do ludzi, porozmawiać. Umówiłam się z Arturo, że wstaniemy wcześnie i spotkamy się przy osiedlowym mostku, żeby pojechać na poranny targ na odległym krańcu Chengdu. Za pięć siódma Meksykanin zapukał do moich drzwi w piżamie, powiedział, że chce mu się spać i wraca do swojego mieszkania. Trudno, pojadę na targ sama. Riksza, autobus, postój przy bankomacie, kolejny autobus, riksza - dotarłam na miejsce bez przeszkód, z portfelem wypchanym banknotami stujuanowymi, gotowa do zakupów. Targ w pobliżu dworca kolejowego, z podejrzanymi typami kręcącymi się to tu, to tam i  wszystkimi innymi atrybutami niesympatycznej dzielnicy nie spodobał mi się od pierwszej chwili.  Czujnie trzymałam rękę na suwaku torby, żałując, że zapomniałam z mieszkania saszetki na pieniądze. Szłam niespiesznie wzdłóż straganów, omiatając wzrokiem tony chińskiej tandety i nic nie przykuło mojej uwagi, dopóki nie zobaczyłam krótkich dżinsików opatrzonych wygniecioną kartką z napisem "19 yuanów". Zatrzymałam się, rzuciłam okiem, "na macanego" sprawdziłam jakość dżinsu. Na prawde świetne spodenki! Sięgnęłam do suwaka torby i gdy zobaczyłam, że jest rozpięty, wiedziałam od razu. Kieszonkowiec! Ale nie, nie możliwie, nigdy nie dałam się okraść, przecież jestem na to zbyt czujna. Wsunęłam rękę do torby i im bardziej szukałam, tym bardziej portfela tam nie było. Krzyczeć? Rozejrzałam się w okół, tłum bezustannie przemieszczał się we wszystkich możliwych kierunkach. W takim tłumie nawet ja z moimi blond włosami mogłabym zniknąć w sekundę. Dystans, dystans, dziewczyno! Uśmiechnęłam się kwaśno sama do siebie - czy na prawdę jestem jak Miś o wiadomo jakim Rozumku? Ale ochota do żartobliwej autorefleksji szybko mi minęła. Dokładnie w tej sekundzie, w której zrozumiałam, że jestem w nieznanej sobie części miasta, daleko od Longquan, bez grosza, dokumentów, ani karty kredytowej. Jak teraz zablokować kochaną złotą visę?! To chyba był obiaw paniki, przecież visa została w saszetce, bezpieczna, w mieszkaniu. Dobrze - nie jestem aż tak głupia, jak myślałam. Jestem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tylko trochę&lt;/span&gt; głupia. Już chciałam wygrzebać z torebki telefon, ale uświadomiłam sobie, że awaryjna kartka z numerami telefonów do pracy, konsulatów i na policję została razem z kartą kredytową w saszetce i równie bezpieczna, co nieprzydatna, leży na mojej półce. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Znalazłam komisariat, złożyłam zeznania. Mój paszport został wysłany do agencji wizowej, nie mogłam go pokazać, odnalazłam więc w internecie skan i podałam funkcjonariuszom numer. Proszę się nie martwić, znajdziemy pani portfel. Jasne. Jeśli tak się stanie, zostanę orędowniczką komunizmu, socjalizmu i wszelkiego innego izmowego reżimu, przysięgam.  Niech żyje przewodniczący Mao i te sprawy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Co zaskakujące, nie mam poczucia niesprawiedliwości, jestem zła tylko  na siebie. Pożegnałam się z ulubionym czerwonym portfelem, kartą bankową i okrągłą sumką. Cóż, przynajmniej pokonał mnie profesjonalista, a nie jakiś byle zbir z kranem w ręku. Należy szanować każdego, kto jest dobry w swoim fachu, prawda? Choć nie odmówiła bym użycia kranu na głowie tegoż fachowca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Człowiek uczy się całe życie. Teraz przynajmniej wiem, że moja obsesja na punkcie trzymania pieniędzy zawsze w bezpiecznym miejscu nie była bezpodstawna. I nie zamierzam już więcej próbować się z niej leczyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5497901124149070949?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5497901124149070949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5497901124149070949' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5497901124149070949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5497901124149070949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/i-love-china.html' title='I love China'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6625352768032221617</id><published>2008-08-18T10:14:00.000-07:00</published><updated>2008-08-18T10:16:11.761-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:Verdana;font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[The piano keys are black and white, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; But they sound like a million colours in your mind.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6625352768032221617?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6625352768032221617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6625352768032221617' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6625352768032221617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6625352768032221617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/piano-keys-are-black-and-white-but-they.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5831931408548236102</id><published>2008-08-18T06:21:00.000-07:00</published><updated>2008-08-18T06:58:40.825-07:00</updated><title type='text'>[*]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SKl3kHWLhcI/AAAAAAAAAKA/c_SRqs5ZAw8/s1600-h/DSCN0053.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SKl3kHWLhcI/AAAAAAAAAKA/c_SRqs5ZAw8/s200/DSCN0053.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5235847504125986242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;płk Jerzy Ostrowski&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;mój Dziadek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;zm. 17.08.2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;br /&gt;Nie ma mnie w Polsce, więc nie mogę&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;inaczej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt; wyrazić , jak bardzo będę tęsknić.&lt;br /&gt;Cieszę się z każdej chwili,&lt;br /&gt;którą spędziłam ze wspaniałym&lt;br /&gt;człowiekiem, jakim był mój Dziadek.&lt;br /&gt;Dziękuję, że byłeś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="file:///C:/Users/Reych/Desktop/znicz.jpg" alt="" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5831931408548236102?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5831931408548236102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5831931408548236102' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5831931408548236102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5831931408548236102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/blog-post_18.html' title='[*]'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SKl3kHWLhcI/AAAAAAAAAKA/c_SRqs5ZAw8/s72-c/DSCN0053.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3823291963053221283</id><published>2008-08-17T01:58:00.000-07:00</published><updated>2008-08-17T02:20:43.564-07:00</updated><title type='text'>Samodzielność</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Mieszkanie w pojedynkę wiąże się z pewnymi przywilejami. Otóż można bezkarnie zasyfić wszystkie pokoje, można poczekać aż talerze w zlewie zaczną wydzielać dziwny zapach a kupa brudnych ubrań na podłodze w łazience zacznie się ruszać. Można. Tylko że później trzeba to sprzątnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świadoma kolei rzeczy kupiłam nową butelkę uniwersalnego płynu i jak grzeczna pani domu zaczęłam pucować mieszkanie. Gdy miałam właśnie zabrać się za pranie i wrzucić wszystkie brudy do plastikowej miski, mój wzrok padł na  n i ą.&lt;br /&gt;Stała spokojnie w kącie przedpokoju, niezdobyta i dumna. Chińska pralka. Od kiedy wykurzyłam z niej rodzinę żuków, nie miałam z nią żadnych kontaktów. Nadszedł czas to zmienić. Z elektronicznym słownikiem w ręku podeszłam do trzech guzików na obudowie. Każdy opatrzony czterema kolorowymi diodkami, każda diodka podpisem. Gdyby nie diodki - chińska pralka do złudzenia przypomina starą dobrą franię. Ponaciskałam guziczki, wrzuciłam ubrania i spory,  odcięty nożem kawałek kostki do prania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kwadransa słucham jak pralka buczy, gulgocze i powarkuje. W mieszkaniu unosi się niepokojący zapach. Gdyby jego nazwa miała widnieć na butelce płynu do płukania, brzmiałaby "Archaiczna Świeżość"...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieje, że gdy pranie się skończy moje ubrania nie będą w gorszym stanie niż przed włożeniem do chińskiej pralki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadzieja matką głupich - tak to się mówi?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3823291963053221283?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3823291963053221283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3823291963053221283' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3823291963053221283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3823291963053221283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/samodzielno.html' title='Samodzielność'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-414839576976120022</id><published>2008-08-09T02:26:00.000-07:00</published><updated>2008-08-09T02:43:55.375-07:00</updated><title type='text'>zły dzień</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wstałam późno, rzuciłam okiem na mieszkanie i postanowiłam dziś posprzątać. Pora była akurat lunchowa, więc najpierw zebrałam się na basen, powinien być pusty. Nie był. W wodzie pływały jakieś muszki. Niezbyt usatysfakcjonowana zdecydowałam się zjeść obiad w Dico's i tym sposobem poprawić sobie nastrój.  Po drodze zaczęło lać. Nie zrażając się wyjęłam parasol z torebki i w niezłym humorze szłam przed siebie, aż poślizgnęłam się na obłoconym krawężniku, ubrudziłam cały but i skręciłam kostkę. Przestało mi się podobać, ale do Dico's było już blisko, bez sensu brać rikszę. Na miejscu zamiast upragnionych nuggetsów dostałam jakieś niesprecyzowane kawałki kurczaka - niezłe, ale nie to, o co mi chodziło. Okazało się, że ich nazwa różni się od nazwy nuggetsów jednym znakiem. Pogryzając frytki zauważyłam około pięć osób, personel z kuchni, ukradkowo mi się przyglądających. Wszystko bylo dobrze, dopóki nie podeszła do mnie dziewczyna z aparatem fotograficznym i nie zapytała, czy można mi robić zdjęcia. Można... Następne pytanie - czy mam QQ (chinska wersja GG). Nie, nie mam QQ... Uff.&lt;br /&gt;Kiedy wyszłam z Dico's nadal lał deszcz. Pierwszy zagadnięty rikszarz nie wiedział, gdzie jest ulica, na której mieszkam. Drugi wiedział, ale zażądał pięciu yuanów. Wydawało mi się, że zgodziliśmy się w końcu na cztery, ale przy wysiadaniu okazało się, że jednak byłam w błędzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam zamiaru już dziś sprzątać. Teraz uratować mnie może tylko piwo i Aileen Chang. Wieczorem zjem makaron na najbliższym straganie i możliwie szybko wrócę do mieszkania. Po co kusić licho..&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-414839576976120022?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/414839576976120022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=414839576976120022' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/414839576976120022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/414839576976120022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/zy-dzie.html' title='zły dzień'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-253119685131566658</id><published>2008-08-08T21:17:00.000-07:00</published><updated>2008-08-08T21:23:19.752-07:00</updated><title type='text'>zdjęcia bardzo zwykłe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0ac8wWhnI/AAAAAAAAAJQ/DIeJdkpdHDM/s1600-h/100_0447.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0ac8wWhnI/AAAAAAAAAJQ/DIeJdkpdHDM/s400/100_0447.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232367426721973874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;moja kuchnia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0akn7XWWI/AAAAAAAAAJY/KL6MmuMdtvQ/s1600-h/100_0463.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0akn7XWWI/AAAAAAAAAJY/KL6MmuMdtvQ/s400/100_0463.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232367558569974114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;mój chiński but na treningi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0a3W61NuI/AAAAAAAAAJg/oSJ89-mYMPs/s1600-h/100_0465.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0a3W61NuI/AAAAAAAAAJg/oSJ89-mYMPs/s400/100_0465.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232367880421848802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;"chleba naszego powszedniego..." ...ee, nie pasuje?&lt;br /&gt;mój lunch: kleik ryżowy z dynią i marchewką, knedliczek z mięsem, wędzone tofu siekane z papryką, zielona herbata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0bg1fekyI/AAAAAAAAAJo/lwlE7GnF5C4/s1600-h/DSCN1417.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0bg1fekyI/AAAAAAAAAJo/lwlE7GnF5C4/s400/DSCN1417.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5232368593003254562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ten neon oznacza, że pod nim dają herbatę - z dużym prawdopodobieństwem po 5 yunanów&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-253119685131566658?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/253119685131566658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=253119685131566658' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/253119685131566658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/253119685131566658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/zdjcia-bardzo-zwyke.html' title='zdjęcia bardzo zwykłe'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/SJ0ac8wWhnI/AAAAAAAAAJQ/DIeJdkpdHDM/s72-c/100_0447.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1096527365257746369</id><published>2008-08-08T20:52:00.000-07:00</published><updated>2008-08-08T21:10:51.366-07:00</updated><title type='text'>加油!!!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Uzbrojona w piwo i krakersy zasiadłam wczoraj przed telewizorem, aby obejrzeć otwarcie Olimpiady. Chińczycy przeszli samych siebie, żeby pokazać, jak radosna i pokojowa w wyrazie jest to impreza, a jednocześnie nie dać nikomu zapomnieć, że są wielkimi, bogatymi, silnymi Chinami. Miks wypadł pomyślnie, choć okulary jednego z dostojnych panów polityków w niepokojący sposób przypominały okulary generała Jaruzelskiego. Zaczęłam się zastanawiać i grzebać w pamięci, żeby znaleźć w głowie jakąś ludową rewolucję, która nie pociągnęła za sobą katastrofy w świecie mody. Nie udało mi się.  Najwyraźniej w kapitalistycznych państwach ludzie zmuszani są do podążania za trendami i tylko w wolnych państwach należących do ludu można swobodnie być niemodnym. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;A może te okalary to element misternie przygotowanego PR, którego nie udało mi się przejrzeć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy inaczej, kilku pragnących swobody oszołomów w różowych piżamach nie przeszkodzi Chińczykom w perfekcyjnym poprowadzeniu tej imprezy, jak trzeźwo zauważył jeden z moich ulubionych znajomych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Let The Games Begin!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* 加油 &lt;span style="font-size:85%;"&gt;[jiayou] czyli po naszemu: DAAAAJEEEESZ!!!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1096527365257746369?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1096527365257746369/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1096527365257746369' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1096527365257746369'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1096527365257746369'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/blog-post.html' title='加油!!!'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-4618576999510501634</id><published>2008-08-07T21:28:00.000-07:00</published><updated>2008-08-08T20:52:27.131-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wydawało mi się, że wyjechać na pół roku - to tylko chwila, że nie zdążę poczuć się, jakbym m i e s z k a ł a w Chinach. Po raz kolejny pomyliłam się. Kilka tygodni spędzonych w "moim" mieszkaniu, codzienna rutyna w pracy, te same twarze w sklepie na rogu, znajomy dozorca, karta na basen, ulubione miejsce, gdzie kupuję smażony ryż i kolejne, gdzie zawsze jem makaron na zimno - to wszystko sprawiło, że zadomowiłam się tu trochę i czuję się jakby u siebie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przeprowadzić się do Chin, to jak Discovery Channel dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie ma dnia, w którym coś by mnie nie zaskoczyło - może poczułabym się zaskoczona, gdyby wszystko było &lt;span style="font-style: italic;"&gt;normalnie&lt;/span&gt;, w moim europejskim tego słowa znaczenia.&lt;br /&gt;Jedną z rzeczy, którą kocham w podróżowaniu najbardziej, jest jedzenie. Zapach przypraw, nowe smaki i kolory, których mimo wszechobecnej globalizacji nie można doświadczyć w Polsce. Preferencje kulinarne - to chyba coś, co zmienia się najwolniej, głęboko zakorzenione w mentalności, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Chińczycy nie lubią pizzy, a w kotlet w hamburgerze smakuje tymi samymi przyprawami, co kurczak na straganie.&lt;br /&gt;Specjalnością regionu jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;chongqing huoguo&lt;/span&gt;, popularnie nazywany przez cudzoziemców hotpotem.  Czekałam z degustacją długo, chciałam przyzwyczaić się trochę do tutejszej kuchni, żeby nie zaskoczona zbytnio odmiennością dania, móc je w pełni docenić. Denna wraz z mężem zaprosili mnie wczoraj do restauracji i pomknęliśmy rikszą w kierunku ich ulubionego lokalu.&lt;br /&gt;W środku stołu wycięta jest jakby dziura, w którą wstawia się kociołek z czarnym od przypraw, bulgocącym sosem. Butla gazowa pod  kociołkiem zapewnia odpowiednią temperaturę. Na specjalnym kilkupoziomowym stoliczku przyjeżdżają talerze z surowymi warzywami, mięsem, owocami morza - wszystko pokrojone w cienkie paseczki lub plasterki. Trzeba tylko wrzucić to do kociołka i poczekać, aż ugotuje się w wywarze. Później rozpoczyna się łowienie smakołyków pałeczkami, maczanie ich w stojącym przed każdym gościem specjalnym oleju i degustacja. I... wszystko jest pyszne, ale tak ostre, że trzy butelki chińskiego piwa ledwo starczają, żeby ugasić pragnienie.  Większość kobiet popija hot pot mlekiem sojowym - nie pijają piwa, bo zbyt szybko uderza im do głowy, a mleko sojowe podobno chroni żołądek, jednak mi myśl o mieszaniu jagnięciny na ostro z mdłym, słodkawym mlekiem nie przypadła do gustu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny spotkanie z tradycyjną kuchnią syczuańską wypadło pomyślnie!  Hot pot jest rzeczywiście niezły, ale nie wspominam go z takim rozrzewnieniem, jak kruszonego lodu z orzeszkami ziemnymi i pysznym złotym syropem, albo kolby słodkiej kukurydzy pieczonej na rozżarzonych węglach.  Dziś wieczorem wybiorę się poszukać moich ulubionych smakołyków, które niestety migrują i nigdy następnego dnia nie zastaję ich tam, gdzie dnia poprzedniego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-4618576999510501634?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/4618576999510501634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=4618576999510501634' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4618576999510501634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4618576999510501634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/wydawao-mi-si-e-wyjecha-na-p-roku-to.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-9009114206827820831</id><published>2008-08-02T23:31:00.000-07:00</published><updated>2008-08-02T23:37:58.525-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Oparłam się setkom sukienek. Nie zmogły mnie tysiące par butów. Pokonały mnie sklep z suplementami i księgarnia. Wróciłam do mieszkania z trzema fiolkami "witaminek" i torbą pełną książek. Jeśli Japończycy za najpiękniejsze uważają rzeczy ulotne, to pieniądze, a zwłaszcza moje pieniądze, powinny mieć dla nich ogromną wartość estetyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;eleganckie:&lt;br /&gt;Chinka ubrana w jedwabną małą czarną, na wysokich szpilkach, z czarnymi włosami upiętymi w prosty kok na czubku głowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cool:&lt;br /&gt;śliczna dziewczyna wyglądająca, jak chłopak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;odpychające:&lt;br /&gt;chłopak wyglądający, jak niekoniecznie śliczna dziewczyna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tandetne:&lt;br /&gt;Chinka ubrana w różowe koronki, z plastikowymi brylancikami wpiętymi w utlenione włosy i gumowymi japonkami na niezadbanych stopach&lt;br /&gt;                &lt;br /&gt;wzorowanie się na stylu Sei Shounagon&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-9009114206827820831?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/9009114206827820831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=9009114206827820831' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/9009114206827820831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/9009114206827820831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/oparam-si-setkom-sukienek.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-4797211374715508001</id><published>2008-08-01T19:27:00.000-07:00</published><updated>2008-08-02T05:51:20.157-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRW2-p0RZI/AAAAAAAAAIw/sNCCncjbCjQ/s1600-h/100_0457.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRW2-p0RZI/AAAAAAAAAIw/sNCCncjbCjQ/s400/100_0457.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5229900569815303570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Chengdu bywa takie...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRXG0h438I/AAAAAAAAAI4/zEdrwS5fjd0/s1600-h/100_0460.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRXG0h438I/AAAAAAAAAI4/zEdrwS5fjd0/s400/100_0460.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5229900841975603138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;...ale częściej bywa takie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRYEGrOEtI/AAAAAAAAAJI/bPMC49BwuJI/s1600-h/100_0449.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRYEGrOEtI/AAAAAAAAAJI/bPMC49BwuJI/s400/100_0449.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5229901894818599634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;The Bookworm. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Love in a Fallen City&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shanghai &lt;/span&gt;czeka, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;baby&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;______________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Sobota, dziesiąta rano. Wstałam z ambitnym planem dotarcia do anglojęzycznej księgarni, apteki i drogerii. Gdy tylko posprawdzam w słownikach nazwy tego, co chcę kupić, ruszam rikszą na dworzec autobusowy. Mam też nadzieje w powrotną stronę zdążyć na autobus i nie wydawać siedemdziesięciu yuanów na taksówkę. Może jednak powinnam wstać wcześniej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę dni temu spotkałam na siłowni (tak, na siłowni właśnie, tam, gdzie z a w s z e jestem kompletnie sama) bardzo sympatyczną dziewczynę, której angielski pozwala nam na nadrobienie braków mojego chińskiego. Christina jest, jak na Chinkę, bardzo nietypowa - mówi po angielsku, lubi ćwiczyć, nie popiskuje jak dwunastolatka. I pije piwo! Po wspólnym treningu poszłyśmy więc napełnić nasze skatowane brzuszki boskim trunkiem i z radością stwierdziłam, że nowa znajomość bardzo mi się podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy wszytko idzie dobrze, oprócz tego, że znów zapomniałam, że w piątki zaczynam wcześniej. Z ciekawostek - kiedy skończyłam wczoraj ostatnie zajęcia i spokojnie czekałam na obiad, zobaczyłam nauczycielki wyprowadzające dzieci na podwórko. Nie podejrzewając niczego zaczęłam wygłupiać się z moimi ulubionymi uczniami i kiedy oparłam się o balustradę na pierwszym piętrze, poczułam dziwne drżenie. W tym samym momencie twarz stojącej obok nauczycielki jakby skurczyła się i popędziła krzykiem wszystkie dzieciaki. Nauczyciel fortepianu spojrzał na mnie i powiedział "trzęsienie ziemi". Jakoś się nie przeraziłam, ale nie było mnie tu dwunastego maja i pewnie po prostu nie wiem, czego powinnam się bać.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-4797211374715508001?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/4797211374715508001/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=4797211374715508001' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4797211374715508001'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4797211374715508001'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/08/sobota-dziesita-rano.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SJRW2-p0RZI/AAAAAAAAAIw/sNCCncjbCjQ/s72-c/100_0457.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7933731913196562424</id><published>2008-07-29T01:34:00.000-07:00</published><updated>2008-07-29T20:55:59.040-07:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:130%;"&gt;A dziś jedno z dzieci zrobiło na moich zajęciach kupę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na krzesełko...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że było bez majteczek... bo wcześniej zrobiło siusiu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupa była na krześle...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I spadła...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I malutka Susanah natychmiast w nią wbiegła...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7933731913196562424?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7933731913196562424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7933731913196562424' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7933731913196562424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7933731913196562424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/blog-post.html' title='...'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5061423752113918545</id><published>2008-07-27T07:27:00.000-07:00</published><updated>2008-08-01T19:27:49.127-07:00</updated><title type='text'>Through The Bamboo Forest (Bamboo Sea in The South of Sichuan)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;W środę pani dyrektor stanęła w drzwiach biura zagranicznych nauczycieli i z groźną miną wyartykułowała swoim chrapliwym głosem kilka szybkich zdań. Jedynym, co zrozumiałam było moje imię powtarzane średnio co pięć słów. Denna sprawnie przetłumaczyła, że muszę zdecydować, czy jadę w weekend na wyjazd integracyjny ze wszystkimi pracownikami przedsz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;kola. Pomyślałam o pizzy, którą planowałam zjeść w centrum Chengdu w sobotę, ale &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;powiedziałam, że chętnie pojadę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; i teatralnie pokiwałam głową na wypadek, gdyby mój chiński zawiódł.&lt;br /&gt;O piątej rano w sobotę zapakowałam śniadanie do papierowej torby i powlekłam się na umówione miejsce. Dwa autokary już czekały.&lt;br /&gt;Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do prowincji Yunnan (skąd pochodzi dobrze wszystkim w Polsce znana czerwona herbata, która mi osobiście przypomina zapachem stajnię), zjedliśmy obiad i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;już &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;około trzynastej byliśmy w wodnym parku, którego główną atrakcją miał być basen z ogromnymi falami.&lt;br /&gt;Kiedy zobaczyłam Chińczyków stojących w kolejce po kamizelki ratunkowe, nie wiedziałam czego się spodziewać. Za chwile cała grupa stała w wodzie po pas, wszyscy ubrani w pomarańczowe kapoki, niektórzy dodatkowo w dmuchane koła. Zawahałam się przez moment, ale nie znalazłam sensu w zakładaniu kamizelki. Wchodząc do basenu ot tak sobie, wywołałam sensacje. Większe niż zdziwienie Chińczyków na mój widok, było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w niemal całym basenie mam grunt... Coś jest nie tak, pomyślałam, ale szybko porzuciłam tę obawę, tłumacząc sobie płytkość basenu ogromnymi falami, na które czekaliśmy.&lt;br /&gt;Czekaliśmy...&lt;br /&gt;I czekaliśmy...&lt;br /&gt;I czekaliśmy...&lt;br /&gt;W pewnym momencie około stu stojących (sic!) w wodzie osób zaczęło odliczać, a z najodleglejszego końca basenu zaczęła wznosić się fala. Wszyscy Chińczycy, trzymając się za ręce, utworzyli kilka wielkich kół i zaczęli piszczeć, jak dzieci w kolejce górskiej. Wyłamałam się z towarzystwa, bo co jak co, ale piszczenie to nie mój styl i razem z jednym jedynym chłopakiem, który nie nosił kamizelki, popłynęliśmy w stronę fali. Nie była zbyt duża, ot, wystarczająca na chwilę zabawy. Za nią przyszły dwie mniejsze i... to był koniec.&lt;br /&gt;Emocje w basenie sięgnęły zenitu i zdawało się, że te pół godziny, które upłynęło, zanim pojawiły się kolejne trzy fale, uratowało ludzi przed niebezpiecznym dla zdrowia nadmiarem ekscytacji...&lt;br /&gt;Więc tak pływają Chińczycy. Może więcej niż na uczeniu angielskiego zarobiłabym ucząc pływania?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie największą atrakcję tego dnia stanowił basenik, w którym   moczących się w gorącej wodzie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; podgryzają&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; małe rybki, co podobno ma zbawienny wpływ na skórę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedziela podobała mi się zdecydowanie bardziej, bo po kolejnych kilku godzinach w autokarze odwiedziliśmy bambusowy las na południu Syczuanu, ten sam, który zagrał w boskich scenach z "Przyczajonego Tygrysa, Ukrytego Smoka" i "Domu Latających Sztyletów".  Niestety podążyliśmy skomercjalizowanym turystycznym szlakiem, wzdłuż którego węszący zysk sprzedawcy ryżu, herbaty i amuletów ze sztucznego jadeitu rozłożyli swoje kramy.  Mogło być lepiej, ale widoki i tak były piękne. Zastanawiam się tylko, czy może istnieje jakiś inny sposób na podziwianie bambusowego lasu i jeśli to tylko możliwe, podejrzewam że wrócę tam z plecakiem, aby pospacerować z dala od kupującego wszystko, co na jego drodze, tłumu turystów.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGEwJhlkI/AAAAAAAAAHo/BAxWy38Iepk/s1600-h/100_0339.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGEwJhlkI/AAAAAAAAAHo/BAxWy38Iepk/s400/100_0339.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227700683672753730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGLLONV4I/AAAAAAAAAHw/J9VyzeiE2hQ/s1600-h/100_0328.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGLLONV4I/AAAAAAAAAHw/J9VyzeiE2hQ/s400/100_0328.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227700794019370882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGaN6WDAI/AAAAAAAAAH4/EbrUCbhJ3xI/s1600-h/100_0430.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGaN6WDAI/AAAAAAAAAH4/EbrUCbhJ3xI/s400/100_0430.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227701052439399426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGyxv9tYI/AAAAAAAAAII/ZamsLzlYd0s/s1600-h/100_0360.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGyxv9tYI/AAAAAAAAAII/ZamsLzlYd0s/s400/100_0360.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227701474376398210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyG-WbGzNI/AAAAAAAAAIQ/Vm2bnmYJntI/s1600-h/100_0446.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyG-WbGzNI/AAAAAAAAAIQ/Vm2bnmYJntI/s400/100_0446.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227701673199586514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyHQ0ppjSI/AAAAAAAAAIg/xl6rIZJemes/s1600-h/100_0439.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyHQ0ppjSI/AAAAAAAAAIg/xl6rIZJemes/s400/100_0439.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227701990551293218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyHa2E3ZXI/AAAAAAAAAIo/uj2tlQcdkJ0/s1600-h/100_0377.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyHa2E3ZXI/AAAAAAAAAIo/uj2tlQcdkJ0/s400/100_0377.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5227702162732574066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5061423752113918545?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5061423752113918545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5061423752113918545' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5061423752113918545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5061423752113918545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/through-bamboo-forest-bamboo-sea-in.html' title='Through The Bamboo Forest (Bamboo Sea in The South of Sichuan)'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIyGEwJhlkI/AAAAAAAAAHo/BAxWy38Iepk/s72-c/100_0339.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1104261748604607177</id><published>2008-07-24T21:46:00.000-07:00</published><updated>2008-07-24T21:48:54.186-07:00</updated><title type='text'>War Time</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Przychodzi taki czas, w którym nie ma miejsca na litość. Wypowiedziałam wojnę moim współlokatorom.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Na pierwszy ogień poszły osy (a może pszczoły?), które założyły gniazdo w szparze między ramą okienną a skrzydłem. Gniazdo nie było duże, osy za to tak. Ich szara sadyba przywodziła na myśl jakiegoś obcego, kiszkowato-nerkowata w kształcie przywarła do rogu okna.  Gdy je otwierałam, mogłam dokładnie się przyjrzeć, jak pracowite stworzenia rozbudowywały fortecę. One też mogły mi się przyjrzeć, co więcej mogły rzucić okiem na mój pokój i zdaje mi się, że robiły to chętnie, z miną konkwistadora.  Kupiłam więc mopa.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Długi bambusowy kij wydawał się odpowiednim narzędziem zagłady, ale kiedy Denna zobaczyła gniazdo, stwierdziła, że te właśnie osy są bardzo niebezpieczne a ich ukąszenia bolesne. Poszłyśmy po strażnika, który uzbrojony w gumowy płaszcz i wielką miotłę przystąpił do anihilacji gniazda. Przyznać tu muszę, że przygotowywał się do tego co najmniej, jakby miał walczyć z hordą Hunów. Tak czy inaczej, po kwadransie otwarły się drzwi mojej sypialni i strażnik, cały mokry pod gumowym płaszczem, oświadczył, że gniazdo zrzucił, a osy pofrunęły het. Poczęstowałam wojaka papierosem (nadal Chmirka Dymu) i pożegnaliśmy się w poczuciu triumfu.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Następnego dnia w moim ulubionym sklepie na rogu dostrzegłam ogromną butlę jaśminowego środka przeciw insektom. Natychmiast pomyślałam o rodzinie żuko-karaluchów zamieszkującej moją pralkę. Długo oglądałam specyfik, ale kiedy zobaczyłam rysunek przedstawiający martwego żuko-karalucha ze smętnie wystawionymi do góry kończynkami, zmiękło mi serce i odłożyłam truciznę na półkę.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Kiedy cała rodzina z pralki wybrała się wieczorem na przechadzkę po przedpokoju, pakt o nieagresji został zerwany. Rano uzbroiłam się w jaśminową trutkę i kilka razy nieśmiało psiknęłam w środek pralki. Na szczęście żuki potraktowały to jako strzał ostrzegawczy i dwa z nich szybko się ewakuowały, złapałam je więc do szklanki i wypuściłam na balkonie. Za żukami podążył tłusty pająk, któremu chyba trutka zdążyła zaszkodzić, bo powłóczył jedną nogą, ale po chwili też był bezpieczny na balkonie. Mam nadzieje, że reszta społeczności z pralki szybko pójdzie po rozum do głowy i wywędruje, jutro bowiem strzałów ostrzegawczych już nie będzie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Co do os, kilka z nich naiwnie wróciło, by odbudować swą twierdzę. Kierując się słowami Arturo, który powiedział, że przed odgryzieniem mi głowy osy powstrzymuje tylko ich rozmiar, obwicie spryskałam całe towarzystwo. Część zdążyła uciec po pierwszej salwie, za to najbardziej zaciekli wojownicy znaleźli jaśminową śmierć.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Chwała poległym.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1104261748604607177?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1104261748604607177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1104261748604607177' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1104261748604607177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1104261748604607177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/war-time.html' title='War Time'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3196136052419791852</id><published>2008-07-24T08:31:00.000-07:00</published><updated>2008-07-24T08:33:32.606-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Przedwczoraj przeprowadziłam się do nowego mieszkania. To odbicie lustrzane mieszkania Arturo, z tymże nie na pierwszym, a na czwartym piętrze. Możemy machać do siebie z balkonów, a gdyby zaszła potrzeba nawet się usłyszeć. Jak do tej pory potrzeba nie zaszła.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Przez dwa tygodnie dzielenia lokum z Arturo dokonałam znaczącego odkrycia.  Sprawa ma się mniej więcej tak – kiedy twój budzik dzwoni o szóstej trzydzieści, osoba homoseksualna płci męskiej, dla uproszczenia gej  –  jest w łazience. Kiedy twój budzik dzwoni o siódmej, osoba homoseksualna płci męskiej, dla uproszczenia gej – jest w łazience.  Kiedy twój budzik dzwoni pół do ósmej – cholerny gej nadal jest w łazience. A kiedy lepiej ogolony niż twoje nogi kiedykolwiek wychodzi z rzeczonej łazienki uśmiechnięty i szczęśliwy, ty właśnie spóźniłaś się do pracy. Tu właśnie leży źródło homofobii&lt;a class="sdfootnoteanc" name="sdfootnote1anc" href="#sdfootnote1sym"&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;&lt;/a&gt;, względnie mizoginii, choć mój umysł o wąskich horyzontach  z większą łatwością zaakceptuje zajmującą mi łazienkę kobietę, niż mężczyznę.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Myślę, że moja przeprowadzka dodatnio wpłynie na stosunki z Arturo.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Niezależnie od pochodzenia, płci, wieku, wyznania i orientacji seksualnej – człowieku, nie zajmuj mi rano łazienki!  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;" id="sdfootnote1"&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;"&gt;  &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;a class="sdfootnotesym" name="sdfootnote1sym" href="#sdfootnote1anc"&gt;1&lt;/a&gt;    O ile badania na grupie liczącej jednego badanego można uznać  za miarodajne&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;"&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3196136052419791852?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3196136052419791852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3196136052419791852' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3196136052419791852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3196136052419791852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/przedwczoraj-przeprowadziam-si-do.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6555330855643052637</id><published>2008-07-23T08:36:00.000-07:00</published><updated>2008-07-25T08:44:14.737-07:00</updated><title type='text'>Chmurka Dymu</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Po południu&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;W herbaciarni na ulicy Tian Sheng Cośtam Lu siedzę, popijam zielonkawy napar i palę eleganckie papierosy Chmurka Dymu. Dostałam paczkę przedwczoraj, w ramach poczęstunku od szefa. Bardzo ucieszył się, gdy powiedziałam, że wcześniej paliłam Czerwoną Śliwę, bo Śliwa jest ponad dziesięciokrotnie tańsza od Chmurki, co wyniosło jego dar na wyżyny hojności. Co kraj, to obyczaj. Bardziej od paczki fajek interesowało mnie czternaście dań, które po kolei wjechało na stół podczas eleganckiej kolacji i sześciesięcioprocentowa chińska wódka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wieczorem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Leżę na łóżku w paskudnym mieszkaniu i słucham burzy za oknem. Ulewa daje wytchnienie od upału, który nie chce zelżeć, od kiedy przyjechałam do Chin. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zawsze wydaje mi się, że burze są po to, żeby przypominać ufnym w swoje siły ludziom, że choć mieszkamy w pozornie bezpiecznym mieście, to natura rozdaje karty i jeśli będzie kapryśna, zapłacimy wysoką cenę za budowanie zuchwale strzelistych wieżowców. Tak jak dwa miesiące temu, tuż przed moim przyjazdem, gdy największe zarejestrowane w historii ludzkości trzęsienie ziemi pogrzebało tysiące ludzi pod gruzami. „Moje” Longquan nie ucierpiało bardzo, ale wczoraj do drzwi zapukał przerażony sąsiad pytając, czy czułam w nocy wstrząsy. Nie, nie czułam żadnych wstrząsów. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Idę zapalić na taras. Niebo rozświetlane błyskawicami będzie stanowić idealną oprawę dla mojego drogiego papierosa marki Chmurka Dymu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wstrząsy podobno były silne. Jeśli prawdziwe trzęsienie ziemi znów się wydarzy, prawdopodobnie zginę, niczego nie zauważywszy. Mój świat trząsł się bez przerwy przez dwadzieścia lat i dodatkowe kilka stopni w skali Richtera może łatwo umknąć mojej uwadze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6555330855643052637?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6555330855643052637/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6555330855643052637' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6555330855643052637'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6555330855643052637'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/po-poudniu-w-herbaciarni-na-ulicy-tian.html' title='Chmurka Dymu'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7913848061811644180</id><published>2008-07-21T20:46:00.000-07:00</published><updated>2008-07-24T08:34:51.143-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIVbCbTwBcI/AAAAAAAAAHg/LUm_IZwmqz4/s1600-h/100_0222.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIVbCbTwBcI/AAAAAAAAAHg/LUm_IZwmqz4/s400/100_0222.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5225683039881790914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;                                                                                                                                                                  To nie bajka, to tylko Chiny. (Aparat jednak mnie kocha!)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Chcesz schudnąć? Wyjedź do Chin.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Chińskie jedzenie jest z reguły smaczne, ale zawsze jest go za mało. Co więcej, najatrakcyjniejsze w oczach Chińczyków kąski to te, które biały człowiek z odrazą wyrzuca do kosza. Kości, chrząstki, łój... Smacznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Pozostaje mi serwowany na zimno makaron, ryż smażony z jajkiem, no i moje ulubione grillowane patyczki. Potrawą, którą zazwyczaj żywią się Amerykanie jest tu kurczak z orzeszkami ziemnymi w sosie o głębokiej, brązowej barwie. Poezja.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Parę dni temu na oficjalnej i bardzo eleganckiej kolacji z szefostwem zakochałam się w pękatej rybie podawanej w całości, z chrupiącą skórką ponacinaną wzdłuż i wszerz. Białe mięso było idealnie delikatne, a przyprawy na wierzchu wyraziste. Wspominam z tęsknotą i rozrzewnieniem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wszystko jest dobrze i pod kontrolą tak długo, aż Chińczycy nie postanowią zaimponować obcokrajowcowi swoją bogatą  kulturą kulinarną. I tak oto na stół wjeżdża słynna potrawa "Smok walczy z tygrysem", czyli wąż i kot pieczone w całości, podane na jednym półmisku. Specjał ten jest drogi, wykwintny i podawany od święta. Dzięki Bogu. Głowa królika nie jest już tak wykwintna i niestety zdecydowanie bardziej popularna. Moja rzeczowa mama, gdy opisałam jej te potrawę spytała "Głowa? Ale dlaczego tylko głowa?". No jak to dlaczego? A dlaczego w Polce podajemy carpaccio tylko z polędwicy? Bo to najlepsza część!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Idę rozejrzeć się za jakimś obiadem. Może do Dico's?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7913848061811644180?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7913848061811644180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7913848061811644180' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7913848061811644180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7913848061811644180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/to-nie-bajka-to-tylko-chiny.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SIVbCbTwBcI/AAAAAAAAAHg/LUm_IZwmqz4/s72-c/100_0222.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-5163210039819000763</id><published>2008-07-15T08:17:00.000-07:00</published><updated>2008-07-15T08:54:32.575-07:00</updated><title type='text'>Trzecie Oko</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHy_vgkMRXI/AAAAAAAAAGQ/HN6qPB-56PA/s1600-h/nowy+aparat+017.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHy_vgkMRXI/AAAAAAAAAGQ/HN6qPB-56PA/s400/nowy+aparat+017.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223260490759423346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Panie i Panowie, oto wreszcie mam mój aparat. Nie rozgryzłam jeszcze wszystkich jego funkcji, mimo że nie jest to skomplikowana lustrzanka, ale malutka cyfróweczka. Tak czy inaczej, kocham mojego Kodaka Z812IS i mam nadzieję, że on też będzie mnie kochał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzBRNC0fzI/AAAAAAAAAGY/zcNthhFhqUQ/s1600-h/nowy+aparat+087.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzBRNC0fzI/AAAAAAAAAGY/zcNthhFhqUQ/s400/nowy+aparat+087.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223262169146359602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Szanghajskie marzenie i ja.  Tak podjeżdżam pod mieszkanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzBsQTDDhI/AAAAAAAAAGg/FJmsMlKOg60/s1600-h/nowy+aparat+074.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzBsQTDDhI/AAAAAAAAAGg/FJmsMlKOg60/s400/nowy+aparat+074.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223262633876196882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Przeciwległy róg skrzyżowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzCOFv0xHI/AAAAAAAAAGo/ysXw8sOa-OQ/s1600-h/nowy+aparat+091.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzCOFv0xHI/AAAAAAAAAGo/ysXw8sOa-OQ/s400/nowy+aparat+091.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223263215159657586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzDOLRl5cI/AAAAAAAAAGw/r0oDtmDvaX4/s1600-h/nowy+aparat+098.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzDOLRl5cI/AAAAAAAAAGw/r0oDtmDvaX4/s400/nowy+aparat+098.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223264316155094466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Na targu można kupić wszystko i tanio!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzEW7uxGyI/AAAAAAAAAG4/YAMqtn7FUZw/s1600-h/nowy+aparat+105.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzEW7uxGyI/AAAAAAAAAG4/YAMqtn7FUZw/s400/nowy+aparat+105.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223265566112946978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;A to już w centrum Longquan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzEv5a0KlI/AAAAAAAAAHA/sVdl2AMl2sk/s1600-h/nowy+aparat+103.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzEv5a0KlI/AAAAAAAAAHA/sVdl2AMl2sk/s400/nowy+aparat+103.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223265994989120082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tak się płaci za rikszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzG-dW28FI/AAAAAAAAAHI/cOB4sg5-x4k/s1600-h/Arturo.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzG-dW28FI/AAAAAAAAAHI/cOB4sg5-x4k/s400/Arturo.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223268444177625170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Arturo niepedagogicznie pali przed przedszkolem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzHroEoECI/AAAAAAAAAHQ/m8oPLcZ2g7E/s1600-h/Susanah.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzHroEoECI/AAAAAAAAAHQ/m8oPLcZ2g7E/s400/Susanah.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223269220148056098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Oby mała Susanah nie wpadła w szpony nałogu... ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzH9BF2YPI/AAAAAAAAAHY/0lXs41SdwvI/s1600-h/nowy+aparat+052.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHzH9BF2YPI/AAAAAAAAAHY/0lXs41SdwvI/s400/nowy+aparat+052.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5223269518921851122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Z moją ulubioną klasą i przebiegłą Monicą na kolanach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-5163210039819000763?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/5163210039819000763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=5163210039819000763' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5163210039819000763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/5163210039819000763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/trzecie-oko.html' title='Trzecie Oko'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHy_vgkMRXI/AAAAAAAAAGQ/HN6qPB-56PA/s72-c/nowy+aparat+017.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-124312313969259150</id><published>2008-07-12T08:37:00.000-07:00</published><updated>2008-07-12T09:05:03.656-07:00</updated><title type='text'>u pand i u fotografa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nie ma ucieczki przed Aieseciem. Już myślałam, że na dobre dałam nogę z korporacyjnych szpon, ale płonne moje nadzieje – Sammy z LC BJTU (dla nie wtajemniczonych skrót ten oznacza komitet lokalny w Pekinie) akurat szczęśliwie przyjechał na wakacje do Chengdu i może się ze mną spotkać. Kaszana – pomyślałam – i chcąc nie chcąc umówiłam się na sobotę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Wstałam dzielnie o dziewiątej, zgarnęłam słownik elektroniczny i mini-rozmówki i takoż uzbrojona ruszyłam do boju. Złapałam rikszę i po kwadransie machania rękami, pisania znaków palcem w powietrzu i pokrzykiwania udało mi się wytłumaczyć, że chcę na dworzec. Pan rikszarz naciągnął mnie na niebotyczną kwotę ośmiu yuanów, ale zadowolona z dotarcia na miejsce nie miałam zacięcia do targów. Na dworcu udało mi się nie zrobić z siebie idiotki, kupiłam bilet na stację Shin Nan Men i wsiadłam do autobusu. Gdy okolica zaczęła wyglądać, jak centrum, zajrzałam do słownikia i dukając spytałam siedzącej obok dziewczyny, czy to mój przystanek. Twój, twój, to tu. Wysiadłam. Oczywiście przystanek nie był mój, tylko nazwa podobna. Pokrwieństwo nazwy miało wszakże swoje źródło w pokrewieństwie położenia i po krótkim spacerze znalazłam spory dworzec. Niestety żaden napis nie określał go jako stacji Shin Nan Men, ale zagadnięci przechodnie podtwierdzili, że to z całą pewnością właśnie tu. Cóż mogłam zrobić, pozostało mi liczyć, że tym razem to nie pomyłka. Do spotkania z Sammym zostało mi jeszcze pół godziny, skoczyłam więc do Dico's, chińskiego odpowiednika McDonalda. Pokrzepiona hamburgerem z orientalnie smakującym kurczakiem wróciłam na stację i ku mojemu zaskoczeniu chłopak w czerwonej koszulce Aiesec zawołał mnie po imieniu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Powiedzieć, że Sammy mówi po angielsku, było by dość odważnie. Byliśmy w stanie dokonać prostego aktu komunikacji, ale bardziej skomplikowane rozmowy jakoś się nie kleiły. Brat Sammy'ego nie mówi po angielsku w ogóle i nie ma też angielskiego imienia, mogę tylko zgadywać, że jego chińskie imię powinno się zapisywać Huang. Niewątpliwą zaletą Huanga jest klimatyzowany samochód, do którego wsiedliśmy i pomknęliśmy w stronę ośrodka badawczego pandy wielkiej.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Kiedy przybyliśmy na miejsce panda wielka spała. Spały też małe pandy, czyli młode pandy wielkie,  spała też panda mała, czyli rudo-czarny kot, taki sam, jaki mieszka w warszawskim zoo. Młodych pand małych (pand małych do kwadratu?) nie było.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;   &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Myślałam, że nie spotka mnie już nic dziwniejszego tego dnia. Myliłam się. Po spacerze po uroczych zakątkach Chengdu i obiedzie składającym się z tradycyjnych syczuańskich dań zostałam zaprowadzona do narzeczonej Huanga i przez trzy godziny czesano mnie, malowano i robiono mi zdjęcia w studiu... Zdjęcia rewelacyjne nie wyszły, ale zabawa była przednia. Sammy miał coś do załatwienia i po raz pierwszy zostałam wśród ludzi zupełnie nie znających angielskiego. Nie wiem, jak to możliwe, ale gdzieś między eyelinerem a pudrem, czy może akurat kiedy suszono mi włosy, zaczęłam rozumieć pojedyncze słowa, aż w końcu proste zdania. Na nowo uwierzyłam, że nauczę się tego przedziwnego języka.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Oczywiście uciekł mi ostatni autobus do Longquan. Zatrzymałam taksówkę, wytargowałam cenę i ruszyliśmy. Nie znam adresu mieszkania Arturo, musiałam pokierować kierowcę. I... bez najmniejszych trudności wytłumaczyłam mu, gdzie chcę jechać. Po chińsku! Kiedy zachęcony moją wymownością zagadną mnie z prędkością karabinu maszynowego wymamrotałam tylko „ting bu dong”, czyli „nie rozumiem”, ale i tak wysiadłam bardzo zadowolona z siebie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Zapomniałam dodać, że cieszę się ze spotkania z Sammym i jego bratem, bo bez nich prawdopodobnie nie odważyłabym się na włóczęgę po Chengdu. Zachęcona dzisiejszym sukcesem, na przyszłość będę już bardziej odważna. W końcu minął już tydzień, odkąd mieszkam w Syczuanie:)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQHY-0fBI/AAAAAAAAAE4/kQqPSP-Xqx4/s1600-h/DSCN1456.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQHY-0fBI/AAAAAAAAAE4/kQqPSP-Xqx4/s400/DSCN1456.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222152593319689234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Ja i Sammy pod pomnikiem pand.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQX_syyRI/AAAAAAAAAFA/YcJJVlzYKHE/s1600-h/DSCN1459.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQX_syyRI/AAAAAAAAAFA/YcJJVlzYKHE/s400/DSCN1459.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222152878590970130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Bambusy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQhXDB2iI/AAAAAAAAAFI/_0NoxX2Qybk/s1600-h/DSCN1469.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQhXDB2iI/AAAAAAAAAFI/_0NoxX2Qybk/s400/DSCN1469.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222153039477070370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tak śpi panda wielka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQsm8zTcI/AAAAAAAAAFQ/VuRf4uLhOpc/s1600-h/DSCN1502.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQsm8zTcI/AAAAAAAAAFQ/VuRf4uLhOpc/s400/DSCN1502.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222153232724479426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tak śpi panda mała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQ3DC6ikI/AAAAAAAAAFY/A8d8xJGyZv4/s1600-h/DSCN1512.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQ3DC6ikI/AAAAAAAAAFY/A8d8xJGyZv4/s400/DSCN1512.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222153412065004098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Bracia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjSLTtlREI/AAAAAAAAAF4/7o8KomWxyts/s1600-h/DSCN1509.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjSLTtlREI/AAAAAAAAAF4/7o8KomWxyts/s400/DSCN1509.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222154859647943746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Cztery lata przerwy i  prawe ramię i ręce i noga i ech... Bu hao de, bu hao.. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjSzVpG9WI/AAAAAAAAAGA/7dG9TO-gcrw/s1600-h/DSC_0017.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjSzVpG9WI/AAAAAAAAAGA/7dG9TO-gcrw/s400/DSC_0017.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222155547360818530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Charlize? Lepiej mi idzie wyglądanie ładnie niż wu shu niestety... A na ładnie wyglądanie teraz już też trochę późno. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjTBEdqswI/AAAAAAAAAGI/s7_KMxNWpOY/s1600-h/DSC_0054.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjTBEdqswI/AAAAAAAAAGI/s7_KMxNWpOY/s400/DSC_0054.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222155783267595010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Z ekipą od make-upu, ciuchów i fryzury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ciągle nie rozwiązałam problemu aparatu fotograficznego. Chyba zdecyduję się na eBay, czyli na fajne fotki muszę jeszcze trochę poczekać. A te wszystkie stragany, mężczyźni grający w chińskie szachy, uśmiechnięte dzieci, zielone listki miłorzębu i cała armia robali aż krzyczą, żeby je sfotografować...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Myślę, że nie powinnam opisywać wszystkiego tego samego dnia, którego się dzieje. Mam dziwne wrażenie, że moje posty czyta się jak chaotyczne sprawozdanie sportowe...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-124312313969259150?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/124312313969259150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=124312313969259150' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/124312313969259150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/124312313969259150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/u-pand-i-u-fotografa.html' title='u pand i u fotografa'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHjQHY-0fBI/AAAAAAAAAE4/kQqPSP-Xqx4/s72-c/DSCN1456.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7067006613534068291</id><published>2008-07-11T07:00:00.000-07:00</published><updated>2008-07-11T07:01:10.692-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; W przedszkolu zaczynam o 9 rano. Powinnam pojawić się w pół godziny wcześniej i zająć się tak zwaną pracą biurową. Mój kapitalistyczny umysł nie zgadza się na sztuczne nabijanie godzin i ostentacyjnie przekraczam próg przedszkola za pięć dziewiąta. Przełożeni nie narzekają, w ich mniemaniu jestem dość piękna, aby zdaje się samo to było dobrym powodem do wypłacani mi wysokiej jak na chińskie standardy pensji. Tym razem kapitalistyczny umysł nie protestuje, nie mam zamiaru buntować się przeciw traktowaniu mnie jako luksusowego elementu  wyposażenia elitarnego przedszkola. Od jedenastej do pół do trzeciej mam przerwę, którą spędzam na siłowni lub basenie. Kończę pracę przed siedemnastą i najchętniej znów pobiegłabym ćwiczyć, ale kolano i kilka innych trzeszczących stawów przypominają mi, gdzie moje miejsce. W ten sposób sprowadzona do parteru wracam do mieszkania, po drodze zaliczam makaron, biorę prysznic i raczę się herbatą, która równie dobrze smakuje w brzydkim mieszkaniu, jak w brzydkiej herbaciarni. Jak głosiła dobrych dziesięć lat temu polska reklama – czysty zysk, po co przepłacać. Następnie dbam o swoją edukację i włączam film na dvd (dziś poszedł ostatni z szóstki filmów z Jetem Li - „Fist of Legend” - polecam tylko prawdziwym fanom talentu i urody Jeta).  I tak oto nadchodzi wieczór.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wieczór to zdecydowanie najbardziej ekscytująca część mojego dnia. Temperatura spada o kilka stopni i można wyjść na dwór. Poczułam się już nieco bezpieczniej i oswojona przestrzeń w promieniu kilkuset metrów od środka mojego świata, czyli trójkąta wyznaczonego przez przedszkole, mieszkanie i siłownie przestała mi wystarczać. Wsiadłam na rower i postanowiłam dokonać samodzielnego rekonesansu większej części Longquan. To, że przeżyłam jazdę wśród innych rowerów, samochodów, riksz, trójkołowych ciężarówek i skuterów zawdzięczam chyba przypadkowi, albo kociemu instynktowi wywołanemu przez butelkę wypitego piwa. W każdym razie nic mnie nie rozjechało i mogę donieść z linii frontu, że wszystko w miarę pod kontrolą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Moje dzisiejsze odkrycie to balkony. W Chinach wszytko jest &lt;i&gt;inne, &lt;/i&gt;reguła nie omija nieczego. Inaczej niż swoi europejscy krewni, tutejsze balkony to nie bezużyteczne kawałki podłogi smutnie wystające poza fasadę budynku, to prawdzie wiszące ogrody przedzierające się przez zardzewiałe kraty, to dobódówki do mieszkań, przedłużenie przestrzeni życiowej o każdy możliwy do zagarnięcia centymetr. Na zawnątrz krat na specjalnych uchwytach stoją klimatyzatory, rowery, suszy się pranie. Wszystko to nadaje blokom mieszkalnym klimatu fantastycznych kolonii rodem z nigdy nie nakręconej części „Mad Maxa”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Najdziwniejsze jest to, że tylko mnie cokolwiek dziwi, że jestem jedyną osobą, która zwraca uwagę na balkony i setki innych dziwactw, które wcale nie są dziwne, tylko to ze mną jest coś nie tak, skoro poświęcam im tyle uwagi. Dla mieszkańców tego dziwnego świata to właśnie ja jestem jedynym dziwactwem. Nie wiem nawet, czy po jedzeniu wstać i płacić, czy użyć jakiegoś nieznanego mi jeszcze magnetyzmu i przywołać sprzedawcę do siebie. Nie wiem, jak przeliczyć chińskie jednostki wagi na europejskie. Nie wiem, jak skorzystać z toalety.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Stan niewiedzy bardzo mi odpowiada, niczego się ode mnie nie wymaga, kiwa się tylko głową na mój widok i tłumaczy mi się wszystko bardzo drobiazgowo. To, że nic nie rozumiem z tych objaśnień nie zraża prawie nikogo.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; A teraz pójdę na taras i broniąc się wahlarzem przed komarami spróbuję zamieścić powyższego posta.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7067006613534068291?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7067006613534068291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7067006613534068291' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7067006613534068291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7067006613534068291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/w-przedszkolu-zaczynam-o-9-rano.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3770390569419693281</id><published>2008-07-10T05:31:00.000-07:00</published><updated>2008-07-10T05:39:07.719-07:00</updated><title type='text'>codzienność mi się podoba</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Próba załatwienia z przełożonymi kwestii wynajmu mieszkania rozstroiła mnie do tego stopnia, że po pracy byłam zbyt głodna, żeby iść do upragnionej sauny. Przedszkole jest bardzo blisko od osiedla, gdzie teraz mieszkam, zbyt blisko by brać rower, namówiłam więc Arturo na przechadzkę w stronę straganu z grillowanymi różnościami.  Droga do niego wiedzie przez główną handlową ulicę Longquan. Nie jest to centrum, ale to właśnie tutaj około trzynastej powstaje swojego rodzaju bazar. Tu wczoraj kupiłam parę adidasów za 25 juanów. Dobra cena.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Napełniwszy żołądek grillowanym mięsem, warzywami, wszelkiego rodzaju flakami i morskimi paskudztwami, rozejrzałam się wśród straganów. Od razu wpadł mi w oko słomkowy kapelusz z szerokim rondem i przypomniała mi się bohaterka filmu „L'amant”.  Sprzedawca poinstruował mnie, że kapelusz przeznaczony jest dla mężczyzn, tym prędzej dobyłam więc z porfela cztery yuany i wsunęłam kapelusz na głowę.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Mieszkańcy Longquan ledwo przyzwyczailili się do &lt;i&gt;laowai&lt;/i&gt; kupującej warzywa na sztuki, a ta wariatka teraz paraduje po mieście w męskim kapeluszu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nie tylko dla mnie to w jakimś sensie jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;koniec świata&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  W poszukiwaniu połączenia z internetem usiadłam na tarasie w mieszkaniu Arturo i popijam z plastikowego kubka jaśminową herbatę. Upalne powietrze przestało być idealnie nieruchome już dzisiejszej nocy, później kilka wielkich kropel deszczu spadło koło czternastej, a teraz gdzieś poza granicami Longquan czai się burza i gdy tylko zapadnie zmrok rozpęta się coś, czego w Polsce nigdy nie widziałam, a co miałam okazję przeżyć pierwszej nocy w Pingguo.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Tuż przed moimi oczami przeleciała niebieska ważka. Mam nadzieje, że to znak zapowiadający ulewę.  Cztery dni temu skuszona słońcem usiadłam na tarasie rozkoszując się gorącem. Tego samego wieczora czułam się jak po wypiciu kilku setek wódki bez należytych odstępów. Myślę, że kupno kapelusza ma też swoje praktyczne uzasadnienie...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Longquan to kilka osiedli takich jak to, w którym usytuowane jest mieszkanie Arturo, dwie, czy trzy ulice, pełne straganów, kilka sklepów w stylu zachodnim (centrum) i osiedle z moimi ukochanymi basenem i siłownią. Kontrast jest oczywisty.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Plujący co chwila flegmą sprzedawca zabija listewką muchy. Muchy, niepomne zagrożenia, spokojnie przechadzają się po kapiących od tłuszczu kawałkach mięsa. Mięso wisi na metalowych hakach i wydziela odór, który przyprawia o zawrót głowy.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Przy drzwiach do basenu śliczna dziewczyna ubrana w śliczny mundurek wskazuje mi drogę dłonią w idealnie białej rękawiczce, a przy przebieralni dostaje idealnie biały ręcznik.  Z pozoru – wszystko jest idealnie. Dopiero po chwili można dostrzec, że całe osiedle z basenem, to w rzeczywistości twór bardzo chiński. Za nie więcej niż pół roku żadna z eleganckich szafek w przebieralni nie będzie się zamykać, a kafelki na dnie basenu będą groziły skaleczeniem. Minie jeszcze kilka lat, nim Chińczycy zorientują się, że luksusu nie da się udawać.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Nie wiem, co sprawiło, że Longquan mnie urzekło. Może to porównanie do paskudego Pingguo, a może to, że śmiejący się na widok blondynki w kapeluszu mieszkańcy są w gruncie rzeczy bardzo mili. Kobieta, od której prawie codziennie kupuję miskę pysznego makaronu, zawsze nakłada mi podwójną porcję i patrzy uważnie, czy wszystko zjadłam. Młode przedszkolanki koniecznie chcą mnie wyciągnąć na zakupy, starają się mówić po angielsku i chętnie tłumaczą mi wszystko, czego nie rozumiem po chińsku (nie rozumiem większości oczywiście).   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Na prawdę mi się tu podoba i ani trochę nie żałuję przyjazdu. Kupiłam za równowartość dolara sześć filmów z Jetem Li. Idę oglądać kolejny. Później od razu zasnę, bo rano muszę przywitać przy drzwiach przedszkola małe skośnookie stworzonka, które na mój widok wołają „Sofi-mama!”. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;  Moja chińska sielanka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Chciałabym napisać, że spadły pierwsze krople deszczu, niestety nic takiego się nie stało i nadal jest upalnie. Ale burza przyjdzie, nie tylko niebieska ważka, ale i ból kolana upewnia mnie, że to kwestia kilku godzin.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(niewiele brakuje mi do szczęścia. boże narodzenie za pięć miesięcy...! :*)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3770390569419693281?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3770390569419693281/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3770390569419693281' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3770390569419693281'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3770390569419693281'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/codzienno-mi-si-podoba.html' title='codzienność mi się podoba'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1374930093369010666</id><published>2008-07-06T00:00:00.000-07:00</published><updated>2008-07-06T00:36:41.208-07:00</updated><title type='text'>foto</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wczorajsza wyprawa do centrum zaowocowała rozczarowaniami - Arturo nie spodobał się klub, do którego dotarliśmy po dwóch godzinach poszukiwań, a ja dostałam prawdziwych drgawek na widok cen aparatów fotograficznych (około dwukrotnie wyższych niż w Polsce). Czy to możliwe? Wysyłanie aparatu z Polski do Chin byłoby chyba największym absurdem, jaki można sobie wyobrazić. Zdawało mi się, że powinno być odwrotnie... Mój aparacik naprawdę nie nadaje się do niczego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przez sprawę aparatu chodzę na prawdę wściekła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Poniżej kilka zdjęć z Pingguo. Jak bardzo cieszę się, że nie musiałam tam zostawać. Longquan jest zdecydowanie bardziej w moim guście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBvx5p9_XI/AAAAAAAAAEI/hNAbjnJlbh0/s1600-h/DSCN1357.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBvx5p9_XI/AAAAAAAAAEI/hNAbjnJlbh0/s400/DSCN1357.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219794871203528050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przedszole. Okropny moloch, paskudztwo z zewnątrz, wewnątrz śmierdzące stęchlizną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBwM6WRefI/AAAAAAAAAEQ/LJnG0Z4Uz1A/s1600-h/DSCN1353.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBwM6WRefI/AAAAAAAAAEQ/LJnG0Z4Uz1A/s400/DSCN1353.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219795335245822450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Widok z okna mojego tymczasowego mieszkania. Na zdjęciu ma jakoś więcej gracji niż w rzeczywistości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBwmWOL46I/AAAAAAAAAEY/e6cdj2GQrH0/s1600-h/DSCN1359.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBwmWOL46I/AAAAAAAAAEY/e6cdj2GQrH0/s400/DSCN1359.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219795772224824226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na prawde obskurne centrum Pingguo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Teraz czekam tylko na to, aż dorwę w miarę dobry nowy aparat i dla kontrastu będę mogła wrzucić widoczki z mojego uroczego Longquan. Do tego czasu lepiej się do mnie nie zbliżać. Jestem na prawdę zła...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Acha, zapomniałabym. Ja i mój dostęp do internetu, murek na pierwszym piętrze. Oczywiście tylko w nocy, bo w dzień jest tam zbyt gorąco.  To już Longquan, ale niestety cały czas nie na swoich śmieciach. Ech...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHByW-Xj7NI/AAAAAAAAAEg/qLugJXCxQ44/s1600-h/100_7701.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHByW-Xj7NI/AAAAAAAAAEg/qLugJXCxQ44/s400/100_7701.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219797707146915026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHB1KKuyN9I/AAAAAAAAAEw/yS5oK3_XWpo/s1600-h/DSCN1395.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHB1KKuyN9I/AAAAAAAAAEw/yS5oK3_XWpo/s400/DSCN1395.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5219800785662130130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I jeszcze Chengdu nocą. Ja i  Tony Leung. I to by było na tyle jeśli chodzi o randki w Chinach xD Niestety dla Arturo okazało się zbyt skomplikowane zrobienie zdjęcia z tej perspektywy, o którą mi chodziło...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę na siłownię. W przeciwnym razie poziom mojej złości przekroczy dopuszczalne limity i wydarzy się jakaś katastrofa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1374930093369010666?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1374930093369010666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1374930093369010666' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1374930093369010666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1374930093369010666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/foto.html' title='foto'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SHBvx5p9_XI/AAAAAAAAAEI/hNAbjnJlbh0/s72-c/DSCN1357.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-529326205179036063</id><published>2008-07-04T23:03:00.000-07:00</published><updated>2008-07-04T23:25:28.620-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wystarczyły niecałe dwa dni od mojego przyjazdu, a wiadomość o złotowłosej &lt;i&gt;laowai &lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;obiegła już chyba miasto. Nikt nie zwraca na mnie szczególnej uwagi, jestem już jakby przezroczysta. Przynajmniej dziś tak się czuję i mam nadzieję, że to nie zbieg okoliczności i że tak już zostanie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Znalazłam maleńką siłownię w nowo wybudowanym, jeszcze nie zamieszkałym osiedlu o koszmarnej nazwie w rodzaju „Szczęśliwe Błękitne Wybrzeże” czy „Perłowa Amerykańska Przystań”. Chińczykom kojarzy się to chyba z zachodnim luksusem, dla mnie to tylko nieudana próba zafałszowania sytuacji tego kraju. Tak czy inaczej, przy drzwiach dwornie zasalutował mi strażnik, a piękność w mundurku i białych rękawiczkach oprowadziła mnie od wejścia przez bieżnie i rowerki aż po nowiutkie toalety. Jeśli jest tu siłownia (i kryty basen!), chyba mogę tu żyć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Wracając na różowym Szanghajskim Marzeniu zatrzymałam się na zieloną herbatę, kupiłam jajka i arbuza na śniadanie. Wszyscy chyba już zrozumieli, że &lt;/span&gt;&lt;i&gt;laowai &lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;chce się uczyć chińkiego i wzajemnie pokazujemy sobie różne przedmioty – ja powtarzam po chińsku i staram się chłonąć lokalny akcent, oni powtarzają po angielsku, wyraźnie zadowoleni z tej wzajemnej lekcji.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt; Brakuje mi tylko własnego mieszkania, na szczęście odpowiedzialny za mnie chłopak z Komitetu Lokalnego Aiesec w Pekinie, dowiedziawszy się wczoraj, że dziele lokum z innym nauczycielem, wpadł w prawdziwy szał i zdaje się, że już w poniedziałek przyciśnie moich tutejszych przełożonych.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Mój współlokator to spokojny Meksykanin, miły chłopak, z którym absolutnie nie mam o czym rozmawiać, nie licząc komentowania urody chińskich amantów. Mimo że Arturo jest bardziej dziewczęcy ode mnie, postanowiliśmy zakomunikować w firmie, że to bardzo krępująca sytuacja dla nas obojga,  mieszkać z przedstawicielem płci przeciwnej. Mamy nadzieje, że przyspieszy to proces poszukiwania mieszkania dla mnie. Poprzednie, usytuowane na trzynastym piętrze najwyższego budynku w  Longchung, ucierpiało w wyniku trzęsienia ziemi.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;Obiecałam &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;dziś &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;mojemu współlokatorowi wypad do centrum Chengdu, do jakiegoś ekskluzywnego i bardzo eleganckiego gejowskiego klubu. Przynajmniej będę miała okazje założyć moje klapki na koturnie. Musimy jeździć do miasta razem, żeby dzielić się kosztami taksówki, bo po 19.00 nie ma już &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;powrotnych &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;autobusów. Rozejrzę się za nowym aparatem, bo nie mam serca fotografować Chin moją "małpką", której soczewka zmętniała już chyba doszczętnie i wszystkie zdjęcia wychodzą zamazane.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Ciągle nie mam odwagi zabrać się, do opisania Longchung. Boję się nieostrożnym słowem spłoszyć jego nierealną atmosferę. Może patrząc przez obiektyw aparatu fotograficznego uda mi się wybrać to co najważniejsze i te właściwe słowa pojawią się same.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Notatka etnograficzna (z ukłonem dla dr Godzińskiej): Tydzień mówienia po angielsku przeplatanego nieśmiałymi próbami używania chińskiego, a już wydaje mi się, że tracę spójność wypowiedzi po polsku. Ciekawe, co na to Noam Chomski.&lt;br /&gt;(tak, to właśnie był żarcik ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-529326205179036063?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/529326205179036063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=529326205179036063' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/529326205179036063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/529326205179036063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/wystarczyy-niecae-dwa-dni-od-mojego.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-7534551517928882398</id><published>2008-07-04T08:24:00.000-07:00</published><updated>2008-07-06T00:34:50.412-07:00</updated><title type='text'>Longquan</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Przemierzam tłoczne uliczki Longquan, przemierzam uliczki klucząc między straganami. Uciekam przed dzwoniącymi nagląco rikszarzami, pogryzając z patyka pieczonego kalmara. Mijam niezliczonych przechodniów, uwikłanych w sobie tylko znane sprawy, które sprawiają, że to nierealne miasteczko jest ich domem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemierzam tłoczne uliczki Longquan na moim tandetnym różowym rowerku. Napis na ramie głosi "Miłosne marzenie z Szanghaju".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Groteskowy opis groteskowej sytuacji, która sprawia, że wreszcie czuje się dobrze, wreszcie naprawdę poza domem, wreszcie tam, gdzie od tak dawna chciałam być.  Przystanek w drodze, nic istotnego, co należało by zrobić oprócz istnienia i pozwolenia istnieć tej chwili . Jak szybko moja rzeczywistość zawęzi się do tych kilku ulic, do straganów z kurzymi łapkami, do przestrzeni, którą oswoiłam na moim rowerku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Na prawdę, na prawdę nie chce mi się odpowiadać samej sobie na głupie pytania. Lepiej wezmę książkę i poczytam i będę jej bohaterką, bo co innego mam do roboty.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-7534551517928882398?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/7534551517928882398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=7534551517928882398' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7534551517928882398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/7534551517928882398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/longqung.html' title='Longquan'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-3414996039003459127</id><published>2008-07-04T08:22:00.001-07:00</published><updated>2008-07-04T08:23:19.701-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;sdfield type="DATETIME" sdval="39632,2427082176" sdnum="1045;1045;D.MM.YYYY"&gt;3.07.2008&lt;/sdfield&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Za oknem powitały mnie wzgórza, soczysta zieleń i mgła. Granitowe uskoki rozbudzają wyobraźnie wspinacza. Wszystko tonie w gęstej mgle, wilgoć jest widoczna w każdym fragmencie krajobrazu, a więc i skały są mokre. Cóż, ponoć ideał nie istnieje.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nie jestem pewna, co mnie obudziło. Zasnęłam wcześnie, zmęczona zmianą czasu, a otworzyłam oczy najpóźniej ze wszystkich.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Uwielbiam spać w pociągu.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Moi chińscy przełożeni niefrasobliwie zapomnieli o bilecie lotniczym do Syczuanu. Ku mojej radości, ale i lekkiemu przerażeniu, kupiono mi bilet kolejowy za 450 yuanów. Podobno pierwsza klasa, miejsce na dole,  najwygodniejsze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Miałam okazję dowiedzieć się, jak daleko od centrum znajduje się „moje” przedszkole, gdy jechałam w taksówce na dworzec. Bardzo daleko. Wydaje mi się nawet, że Pingguo nie leży w mieście,  należy jedynie do okręgu municypalnego Pekin.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Podejrzewam, że nie miałam okazji zobaczyć najładniejszej części stolicy. Żadnych zabytków, ale też żadnych strzelistych wieżowców, ani eleganckich bulwarów. To, co widziałam, przypomina każde inne wyrosłe w totalitaryzmie miasto, z tą tylko różnicą, że między ogromnymi szarymi blokami przemykają setki rowerów. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Wcześniej myślałam, że dworzec kolejowy w Berlinie musi być największy na świecie, ale... Tu Chińczycy walczą, by przepchnąć się przez malutkie wejście i bramki ochrony, używając łokci, bagażu i wyzwisk, jako skutecznej broni. Nie jestem delikatna,  moje łokcie są celne a angielskie przekleństwa robią wrażenie, ale  gdyby nie Susie, Chinka pracująca w biurze „mojej” firmy, nie miałabym szans na odnalezienie właściwego pociągu. Żadne napisy nie są przetłumaczone na angielski, w zasięgu wzroku żadnego okienka, gdzie można by zasięgnąć informacji. Dla pasażerów każdego pociągu wyznaczone są oddzielne poczekalnie, skąd przez kolejne bramki przechodzi się wprost na peron. W poczekalni ludzie leżą na podłodze, siedzą, stoją – brakuje tylko żeby podwieszali się pod sufitem. Krótko mówiac, największy ścisk, jaki kiedykolwiek widziałam.   &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Pociąg jest znacznie tańszy niż samolot (mój bilet jest najdroższy), więc i pasażerowie różnią się od tych, których spotkałam na lotnisku. Palą, pogryzają jakieś pestki i bez skrępowania rzucają łupinki na ziemię, śpią jedni na drugich.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Na szczęście w pociągu trafiłam na dobre toważstwo. Wokół mnie kilku studentów i spokojny staruszek. Wagon nie jest podzielony na przedziały, tylko na „boksy”, czyli sześć łóżek w trzech poziomach, a między nimi stoliczek z dużym metalowym dzbankiem na herbatę. Nie udało mi się jeszcze rozgryźć, gdzie Chińczycy je napełniają.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Czy wspomniałam już, że jestem jedyną  białą w pociągu? Dla mnie atrakcje stanowi widok za oknem, dla Chińczyków atrakcję stanowię ja. Rewelacja. Szlag mnie trafi, jeśli nie nauczę się w ekspresowym tempie ich języka i nie będę mogła rzeczowo spytać „czego się gapisz, koleś?”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Nie udało mi się spędzić dużo czasu po przebudzeniu w spokoju. Zjadłam ciasteczko, poszłam do śmierdzącej łazienki (jedyny minuś chińskiego pociągu), wyjęłam komputer i zaczęłam pisać, a już przysiadł się poznany na dworcu chłopak, student informatyki z Chengdu. I co?? I przyniósł ze sobą aparat forograficzny. Chyba zacznę fotografować Azjatów w Warszawie, tak dla równwagi.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Następnym razem poproszę o środkowe łóżko, bo dolne traktowane jest, jak wspólna własność i nikomu nie wydaje się stosowne zapytać, czy można się przysiąść. A może to moje przewrażliwienie? Może Chińczycy są po prostu toważyscy i gościnni, więc nie przychodzi im do głowy, ze komuś może przeszkadzać, jeśli przywłaszczą sobie kawałek jego łóżka? Tak, czy inaczej nie chcę wprowadzać niemiłej atmosfery i nie zacznę tłumaczyć studentowi informatyki, że to moje łóżko i może spadać. Postanowiłam nie odzywać się i tym sposobem zniechęcić go do siedzenia tu, ale plan spalił na panewce, bo na przeciwległym łóżku maleńka Chinka jest niezwykle rozmowna.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Co kraj, to obyczaj.  &lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Przede mną jeszcze dwanaście godzin podróży. Mam nadzieje jeszcze się przespać, może przeciągając się dam znać, że&lt;/span&gt; potrzebuje całej długości łóżka, także jego ostatniego fragmentu... &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; line-height: 150%;" align="justify"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-3414996039003459127?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/3414996039003459127/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=3414996039003459127' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3414996039003459127'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/3414996039003459127'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/3.html' title=''/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-4063068896891844448</id><published>2008-07-01T08:32:00.001-07:00</published><updated>2008-07-01T08:41:54.388-07:00</updated><title type='text'>slowo wyjasnienia</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;post ponizej to efekt pierwszej nocy spedzonej samotnie w mieszkanku w Pinguo. ostatkiem sil bateria mojego komputera pozwolila mi na zanotowanie sobie paru zdan. dzis natomiast udalo mi sie podlaczyc do modemu tutejszy stacjonarny komputer, udalo mi sie takze kupic bialo niebieskie cudo, za pomoca ktorego laduje laptopa. tym sposobem przenioslam notatke z mojego komputera na ten i moglam ja opublikowac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nieco skomplikowana procedura...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;musze zebrac mysli i uporzadkowac wrazenia, zeby moc napisac cokolwiek wiecej. do mojego niewyspanego mozgu dociara zbyt wiele bodzcow naraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobranoc.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;[there are nine million bicycles in Beijing...]&lt;there&gt;&lt;there&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-4063068896891844448?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/4063068896891844448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=4063068896891844448' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4063068896891844448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/4063068896891844448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/slowo-wyjasnienia.html' title='slowo wyjasnienia'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-1129362329558808659</id><published>2008-07-01T08:28:00.000-07:00</published><updated>2008-07-01T08:43:13.791-07:00</updated><title type='text'>nowy post?</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;30.06.2008&lt;br /&gt;Leżę sama na wielkim, twardym łóżku i zastanawiam się, jak to możliwe, żeby powietrze było tak ciężkie od zawieszonej w nim wilgoci. Jakgdyby cała ta woda miała się nagle skroplić i spaść lodowatą falą, zmywając brud i kurz. Ale nic takiego się nie stanie, powietrze nadal oblepia mnie całą, nadal czuję się jakbym pokonywała opór jakiejś stałej materii, wykonując nawet najdrobniejszy ruch pocę się z wysiłku i marzę o chłodzie prysznica.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po monitorze komputera wędruje mucha. Zgasiłam światło, bo tłukące o pokrywającą okno siatkę skrzydełka ciem wprawiały mnie w stan nieprzyjemneno napiecia, czekania aż ta jedyna oddzielająca mnie od świata zewnętrznego bariera nie wytrzyma i pęknie, ćmy zaleją pokoik, wraz z nimi wleci tłusty brzęczący trzmiel, który czai się już od kwadransa i Bóg jeden wie, co jeszcze z nimi wleci .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chiny. Gorąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przedmieściu Pekinu nie ma wierzowców, pędzących samochodów, ani eleganckich kobiet na szpilkach. Trudno mi uwierzyć, że Pingguo leży zaledwie godzinę drogi od centrum miasta. Trudno mi uwierzyć w isnienie miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna ulica. Po „mojej” stronie przedszkole, betonowy różowy pałacyk, po drugiej ciąg obskurnych pawilonów kryjących sklepy i restauracje. W restauracji za równowartość dolara dostałam wielką jak balia miskę klusek szklanych z wołowiną na ostro i butelkę zimnego piwa. Usiadłam na brudnym schodku przed wejściem, patrząc na chmurne niebo odbijające się w kałuży czarnej jak smoła, zastanawiając się nad tym, po co do cholery zapakowałam balerinki i trzy pary butów na obcasie. Przede mną dwóch może dwudziestoletnich chłopaków, w klapkach i brudnych spodniach, z wytatuowanymi torsami i sznytami na szczupłych ramionach usiłuje naprawić samochód, który szanse na dalsze życie zawdzięcza tylko okolicznościom. Ostentacyjnie nie patrzą na mnie i moją nową norweską koleżanke, z hardymi minami mijają nas, kiwając się w rytm chińskiego rapu. Z wnętrza restauracji, z trzeszczącego telewizora, dopływa zawodzenie opery pekińskiej i miesza się bitem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejeżdzający na najdziwniejszych rowero-pojazdach ludzie śmieją się szczerze i głośno mijając dwie blondynki pijące piwo na progu restauracji Xiao Chi Tian. Tylko chłopcy od samochodu nadal na nas nie patrzą. Przebierająca pietruszkę matka właścicielki lokalu coś nam opowiada, my kiwamy głowami w geście pełnym zrozumienia. Cóż z tego, że rozumiem tylko pojedyncze słowa, a dziewczyna siedząca obok mnie nie rozumie nic. Dobrze się rozmawia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-1129362329558808659?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/1129362329558808659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=1129362329558808659' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1129362329558808659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/1129362329558808659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/07/nowy-post.html' title='nowy post?'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-9109002349572025791</id><published>2008-06-30T21:51:00.000-07:00</published><updated>2008-06-30T21:58:33.138-07:00</updated><title type='text'>Chiny, odslona pierwsza</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nie mam internetu. Nie mam odpowiedniej wtyczki i nie moge naladowac ani komputera, ani telefomu ani, o zgrozo, aparatu fotograficznego. Uzywam teraz komputera norweskiej kolezanki, jednej z dwu bialych osob jakie mieszkaja na przedmiesciu Pekinu, gdzie teraz jestem. Tym sposobem nie mam takze polskich liter. Nie mam tez zadnych informacji, mam tyko to co widze, bo po angielsku i chinsku nie mowi nikt. Mam za to slownik chinskiego i dzieki temu wiem gdzie zjesc, gdzie wypic piwo i gdzie kupic papierosy. I to wszystko, co wiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;To, co widze opisze, kiedy tylko uda mi sie uruchomic moj komputer. Brak polskich liter i norweski laptop dzialaja mi na nerwy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Oglolnie - chyba jest dobrze. A na pewno jest &lt;em&gt;inaczej..&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-9109002349572025791?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/9109002349572025791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=9109002349572025791' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/9109002349572025791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/9109002349572025791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/06/chiny-odslona-pierwsza.html' title='Chiny, odslona pierwsza'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-8465219614215190627</id><published>2008-06-17T11:14:00.002-07:00</published><updated>2008-06-17T11:29:22.919-07:00</updated><title type='text'>Sesja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Jestem tak bardzo zmęczona, że nie mam siły ani na radosne oczekiwanie, ani przedwyjazdową panikę. A przecież te ostatnie dni przed wyjazdem to już jakby część przygody i powinny należeć już do tego czasu, który odmierzają chińskie - nie polskie - zegarki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Po sesji zostaną mi trzy dni do wyjazdu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Z iloma osobami nie zdążę się pożegnać tak, jakby należało? Nie mogę się pozbyć wrażenia, że te pożegnania mają jakąś nadnaturalną moc sprawienia, że wszystko będzie dobrze (że w ogóle dotrę na miejsce?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Wydawało mi się, że mój studencki, oświecony, orientalistyczny umysł nie pozwoli sobie na myśl, że Chiny to jakiś tajemniczy koniec świata z którego się nie wraca. Phi, wielkie rzeczy. Dziesięć godzin w samolocie i spacer po placu Tiananmen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Myliłam się. Chiny - to zdecydowanie jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;koniec świata&lt;/span&gt;..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-8465219614215190627?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/8465219614215190627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=8465219614215190627' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8465219614215190627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/8465219614215190627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/06/sesja.html' title='Sesja'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6575821021623338813.post-6521042429378201418</id><published>2008-06-15T09:20:00.000-07:00</published><updated>2008-06-16T10:56:18.840-07:00</updated><title type='text'>15 czerwca 2008, 14 dni do wyjazdu</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Do wyjazdu zostało mi 14 dni, równe dwa tygodnie. To bardzo,  bardzo mało. Czuję się tak, jakby wszystko musiało zostać załatwione, zamknięte  - później nie będzię czasu, będzie &lt;em&gt;deadline&lt;/em&gt;. A przecież nie wyjeżdzam  na zawsze, to nie zesłanie, tylko spełnienie życiowego marzenia, to tylko sześć  miesięcy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Chciałabym dać się porwać przygotowaniom, zrobić zakupy (nie  mam walizki! traperski plecak to chyba nie to, w co powinnam się zapakować..), w  spokoju poczytać o miejscu, do którego mam jechać, gdzie przez pół roku będę  uczyć małe chińskie dzieciaki mówić po angielsku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Pięknie.. Przez lata  oczami wyobraźni widziałam siebie uczącą w jakiejś zapadłej wiosce, gdzieś w  Laosie albo Indiach, Siłaczkę dwudziestego pierwszego wieku. Zamiast tego czeka  na mnie dwunasto milionowa metropolia, burżujskie przedszkole i niezła  pensyjka. Taką przynajmniej mam nadzieje, bo jeśli już zapakuję w nowiutką  walizkę spódniczki, szpileczki i płaszczyk, to chyba szlag mnie trafi jeśli na  miejscu zastanę coś, no powiedzmy, &lt;em&gt;innego&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;"Chengdu, cicha i  spokojna stolica Syczuanu"... a za chwilę "Chengdu nie zrobiło na nas dobrego  wrażenia"..., "zachmurzenie większe niż w Londynie"..., "smog unosi się nad  miastem"...  Jakie właściwie jest to Chengdu? Czy wogóle dane mi tam będzie  dotrzeć? Przede mną kilkanaście godzin w znienawidzonym samolocie (lubię latać,  ale lot do Chin? Nie, nie.. zdecydowanie taką podróż powinno się odbyć  conajmniej Transsibem.. Znów ideały machają mi chusteczką na pożegnanie?),  tydzień w Pekinie i dwa tysiące kilometrów pociągiem przez Chiny. Kilka odpraw  na lotnisku, a nie jestem w tym dobra, co udowodniłam spędzając nomen omen  czterdzieści i cztery godziny czekając na samolot Barcelonie. Kilka  nieprzewidzianych trudności, bo nie wierzę, żeby nic się nie wydarzyło - to w  końcu na miesiąc przed moją podróżą Syczuan nawiedziło najstaszniejsze od  dziesiątek lat trzęsienie ziemi, a PLL Lot odwołał wszystkie rejsy dzień po tym,  jak kupiłam bilet. Na pewno coś się jeszcze wydarzy...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Byle tylko dotrzeć  do Syczuanu..&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Jakoś nie mogę uwierzyć w to, że na prawdę jadę do C h i n.  Może dlatego, że w najbliższym tygodniu czekają mnie dwa koszmarne egzaminy i  usiłuję skupić się na nauce. Oczywiście, przynajmniej póki co, efekty mam  mierne. Od pełnej wolności i myślenia tylko o Państwie Środka dzieli mnie jakieś osiemset  japońskich słówek i wstęp do antropologii.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Tylko skąd te japońskie  słówka? Czyżbym zapomniała nadmienić, że jestem niedoszłą j a p o n i s t k  ą? Tak, "Japonistka w Chinach", niezły byłby tytuł książki podróżniczej, prawda?  Trzy ostatnie lata spędziłam całkowicie podporządkowując się studiom  japonistycznym, po Chińsku zaś ledwo co dukam. Już widzę siebie, jak po powrocie  usiłuję zdać egzamin z japońskiego (czy wreszcze ktoś da mi mój  licencjat?&gt;&lt;) i z gardła wydobywa mi się głębokie "woooo".. Nie ma się  zatem czemu dziwić, że towarzyszy mi uczucie lekkiej paranoi. Zdawało mi się po  prostu, że powinnam jechać do Japonii..              Mam zamiar wrzucać sporo  fotek, niestety nie pamiętam ni w ząb htmla, więc z fotobloga nici, ale tu chyba  też się uda. Na próbę wrzucę coś zaraz.         I jeszcze tylko wytłumaczę się z  tej grafomanii - otóż, w mniemaniu niektórych, kiedyś umiałam pisać. Sprawia mi  to sporą przyjemność, ale moje cholerne &lt;sic!&gt; studia skutecznie pożarły  wszelkie pokłady wolnego czasu, którego nie spędziłam na fikaniu koziołków (moja  ulubiona czynność). Teraz więc pisać już nie umiem i z pomocą tegoż bloga  zamiaruję od nowa się nauczyć.&lt;/sic!&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;sic!&gt;  Amen.&lt;/sic!&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;sic!&gt;&lt;/sic!&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SFVB0UKkL4I/AAAAAAAAAAM/nEz8FKpiaJ8/s1600-h/SIIn.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SFVB0UKkL4I/AAAAAAAAAAM/nEz8FKpiaJ8/s200/SIIn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212144510773243778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;sic!&gt;&lt;/sic!&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;sic!&gt;&lt;/sic!&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    No niesamowite. Udało się. Teraz cała "sprawa" musi tylko dojść do skutku, bo inaczej moje pierwsze blogowanie w życiu zakończy się smutnym fiaskiem. Łisz mi lak, gajs.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Nie było by sensowniej pisać po angielsku?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Acha, tantiemy. Powyżej mój portrecik autorstwa Nel. Gdzieś z hiszpańskiego wybrzeża. Podróżnicza fotka ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Czternaście dni.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;    Czternaście dni.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;     Czternaście dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie do cholery są akapity??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś ludzie uściskiem dłoni potwierdzali zawarcie porozumienia. Kiedyś pieczątki stawiało się w obecności zainteresowanych stron.&lt;br /&gt;Kiedyś wyjechać do Chin było znacznie trudniej niż dziś.&lt;br /&gt;Ale ludzie przynajmniej mogli mieć pewność.&lt;br /&gt;A dziś mamy internet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SFapHxvmbRI/AAAAAAAAACw/cdnQyZ1WzP8/s1600-h/AN+do+mnie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SFapHxvmbRI/AAAAAAAAACw/cdnQyZ1WzP8/s400/AN+do+mnie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5212539569805094162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Ja mam mieć pewność na podstawie tego zdjęcia. Wszystko muszę podeprzeć tym jednym zdjęciem. Nawet bilet lotniczy nie leży w mojej szufladzie, bo na maila przyszło potwierdzenie z długim numerem. I to wszystko.&lt;br /&gt;I to podobno w dzisiejszych czasach wystarcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem albo staroświecka, albo tchórzliwa.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do moich japońskich słówek, cudownie realnych na kartce papieru, którą trzymam w ręku. Do moich irytująco absurdalnych słówek, bo po co mi one, skoro w mojej głowie z zawrotną prędkością pędzi &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:130%;" &gt;final countdown&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;..&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6575821021623338813-6521042429378201418?l=mealoneinchina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/feeds/6521042429378201418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6575821021623338813&amp;postID=6521042429378201418' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6521042429378201418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6575821021623338813/posts/default/6521042429378201418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mealoneinchina.blogspot.com/2008/06/15-czerwca-2008-14-dni-do-wyjazdu.html' title='15 czerwca 2008, 14 dni do wyjazdu'/><author><name>mealoneinchina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17086486544008292061</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_an5OKV7V6TU/TFV_a69A5vI/AAAAAAAAA2k/ZuFGzQh-bGI/S220/1.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_an5OKV7V6TU/SFVB0UKkL4I/AAAAAAAAAAM/nEz8FKpiaJ8/s72-c/SIIn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry></feed>
